Facebook Google+ Twitter

Wanda, co chciała do Kijowa

  • Piotr Z
  • Data dodania: 2008-05-31 09:49

Czwartek wieczór. Razem z Eweliną wysiadamy z metra, ruszamy przed siebie. Cel naszej wizyty: instytucja zajmująca pierwsze piętro w starej kamienicy przy ulicy Sajdagańskiego 99/4 w Kijowie.

Wanda Struchowska / Fot. Piotr ZapotocznyDrzwi główne są masywne, ciężkie, stawiają opór każdemu, kto chce wejść do środka. Nad drzwiami przymocowana do jednego z balkonów, mocno nadgryziona przez ząb czasu tablica informuje: „Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie, Dom Polski w Kijowie”. Wchodzimy na klatkę schodową. Oczy powoli przyzwyczajają się do panującego tu półmroku. W oddali słaba żarówka przyciąga wzrok. Korytarz napełnia się odgłosem naszych kroków. Widzimy mocno wysłużone schody prowadzące na kolejne piętra i ciemne przypalone pożarem ściany, z których odpadają płaty tynku. Pierwsze drzwi po prawej stronie otwierają się, pojawia się w nich sylwetka pani Marii Siwek, prezes Domu Polskiego. Ubrana w płaszcz wyjściowy zdaje się wzrokiem zadawać pytanie.
- My do pani Wandy, na lekcje – intuicyjnie odpowiadamy.
Pani Maria kiwa ze zrozumieniem głową, pokrytą mleczno- siwymi włosami. Wchodzimy do środka. Wąski, jasny korytarz i przyjemny ciepły głos dobiegający z pokoju, zacierają w nas wspomnienie klatki schodowej. Po chwili, zainteresowana odgłosami, wychodzi po nas z pokoju uśmiechnięta, szczupła i wysoka kobieta.
- A jednak udało się wam przyjść – stwierdza z radością w głosie pani Wanda – zapraszam do środka. Wchodzimy. Przy dużym, podłużnym i dominującym w pomieszczeniu stole siedzi kilka osób. Czujemy na sobie ciężar ich zaciekawionego wzroku.


"Czekają na ciebie w Kijowie"


Pani Wanda Struchowska jest absolwentką Uniwersytetu Opolskiego, kierunku filologia wschodniosłowiańska, nauczycielką z kilkunastoletnim stażem. Jej uczniowie to dzieci do 13 roku życia i starsi od 16 do 60 lat. Podczas zajęć nierzadko zdarza się, że bierze na kolana i uczy czterolatki. W Polsce pracuje w jednej ze szkół w Zgorzelcu. Zdecydowała się na urlop i złożyła wniosek do Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli. Po odbyciu szkolenia, CODN proponuje pracę w zagranicznych placówkach, które zgłaszają zapotrzebowanie na nauczycieli. Pytamy jak to się stało, że znalazła się w Kijowie.
- Chciałam przyjechać do Kijowa. Pamiętam, że najpierw ogłoszono Euro 2012 Polska- Ukraina. Na drugi dzień w wiadomościach, których nie oglądałam, pokazywano Dom Polski na Ukrainie i podano informację, że potrzebni są nauczyciele. Zaraz po emisji programu zadzwoniła do mnie koleżanka z taką informacją: „Słuchaj, ty się tutaj nie zastanawiaj, na pewno pojedziesz do Kijowa, właśnie pokazywali Dom Polski i mówili, że czekają na ciebie”. Dziesięć minut po tym telefonie zadzwonili do mnie z Warszawy z propozycją: „Zapraszamy panią do Kijowa”. Pomyślałam sobie wtedy: „dobrze” i nie żałuje – wyjaśniła z uśmiechem pani Wanda.
Zajęcia, które prowadzi uczniowie opuszczają z niechęcią. Na swoich lekcjach pozwala uczniom posłuchać polskiej muzyki i pooglądać filmy z różnych półek. Organizuje też dla nich wycieczki krajoznawcze po Ukrainie i Polsce. Uczestnicy zajęć ze smutkiem dopuszczają do siebie myśl o powrocie nauczycielki nad Wisłę. Pytamy, czy możemy przysłuchać się lekcji.
- Czemu nie? - mówi.

Nabierać kogoś, wkręcać, buziaki


- Dziś mamy zajęcia o języku - pani Wanda postanowiła przerwać niezręczną ciszę – proszę Krystyno, przeczytaj tekst Ludwika Kerna „Gwiazdka”.
- „Sęk God, że my dożyli Tej fantastik chwili…” – rozpoczęła wiersz dziewczyna.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Tuż za Krysią, w rogu na pianinie dostrzegłem obrazek papieża, Jana Pawła II. Obok, na sąsiedniej ścianie, za plecami pani Wandy tablica. Kredą wypisane słowa: nabierać kogoś, wkręcać, buziaki. Nad nią wisi duże godło Polski. Po przeciwnej stronie pokoju znajduje się pokaźnych rozmiarów biblioteczka i szafka, na której stoi telewizor. Z grzbietów książek powoli odczytywałem tytuły: "Potop", "Pan Tadeusz", "Kordian"…
-„… I my je podrzucili Tam, pod to krysmas tri.” Joł – zakończyła dziewczyna, „joł” dodając od siebie i budząc tym samym uśmiech na twarzach obecnych. Krystyna jest dziennikarką opiniotwórczego tygodnika „Korespondent”.
Atmosfera rozluźnia się. Wymieniam spojrzenie z Eweliną, która zadaje pytanie:
- Jak długo się państwo już uczą języka polskiego? Federacja Organizacji Polskich na Ukrainie, Dom Polski w Kijowie / Fot. Piotr ZapotocznyJak bardzo jest to zaawansowana grupa, na jakim poziomie? Wszyscy wymieniają spojrzenia, na ustach obecnych pojawia się uśmiech.
- Ja nie wiem czy oni się jeszcze czegoś tutaj uczą – odpowiada rozbawiona pani Wanda

"Uczę się polskiego, żeby nie zwariować"


Przychodzą w różnych godzinach. Jak ktoś pracuje, to wolne może mieć dopiero koło ósmej. Przychodzi i rozmawia. Zajęcia to głównie konwersacje, ale są także ćwiczenia. Dla jednych to coś nowego, dla innych przypomnienie lub ułożenie wiedzy o języku w określonych ramach. Używają pewnych form, ale nie do końca
wiedzą dlaczego mówi się tak a nie inaczej. Potrzebują uporządkowania swojej wiedzy.
Pytamy, z jakich powodów uczą się języka polskiego, czy może chcą wyjechać lub też potrzebują go w pracy. Zapada chwila ciszy.
- Ja… nie mam powodu – przyznaje szczerze, dość dobrą polszczyzną Julia, która na co dzień pracuje jako tłumaczka jednego z języków biznesowych. – No, może żeby nie zwariować od japońskiego – dodaje z uśmiechem po chwili.
Pozostali uczestnicy zajęć mają rożne powody i motywacje do nauki. Krystyna uczy się polskiego, bo wie, że jej się ten język przyda jako dziennikarce. Była już kiedyś w Polsce na wymianie studenckiej i poznała mnóstwo ciekawych ludzi, to zmotywowało ją do nauki. Jurek dużo podróżuje, czasami zagląda do Polski, bardzo lubi Wrocław. Nauka naszego języka, to dla niego przyjemność. Drugi Jurek jest programistą, pracuje w trzech krajach, między innymi nad Wisłą, gdzie mieszka jego ojciec. Ania jest dziennikarką radiową i managerem ukraińskiej grupy jazzowej. Przyjeżdża do Polski na koncerty i wyszukuje u nas miejsca do występów dla swojego zespołu.

Bez kasety disco- polo ani rusz


- Jaką nauczycielką jest pani Wanda? – pytamy.
- Najlepszą – odpowiada z entuzjazmem Krystyna.
- Dlaczego najlepszą? Proszę kontynuować – zachęca uśmiechem nauczycielka.
- My znamy język na różnym poziomie. Często bywa tak, że chcemy coś powiedzieć, ale nie możemy. I pani Wanda zrozumie co my chcieliśmy powiedzieć, to jest pierwsze. Drugie, to pani Wando ma poczucie humoru i dlatego, że jeśli by tu byli nudnie, to by nikt nie przychodził – wyjaśnia radośnie Krysia – pani Wanda zawsze opowiada coś ciekawo, na przykład różne historie…
-… o muzyce disco- polo – dodaje Jurek i powoduje wybuch salwy śmiechu.
- Niestety nie udało mi się znaleźć w szafie kasety disco- polo, ale moi znajomi obiecali, że wyślą. Rozmawialiśmy ostatnio o tej muzyce – wyjaśnia rozbawiona nauczycielka.

Patrzy na zegarek: jest już sporo po dziesiątej. Koniec zajęć i oficjalnych pogaduszek, kto chce, może
się jeszcze przenieś na wieczór do którejś z kijowskich kawiarni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.