Facebook Google+ Twitter

Wandale – bohaterowie ulic czy ofiary błędu ewolucji?

Była wiosna, gdy ostatni raz szedłem ulicą polskiego miasta. Lublin, okrzyknięty europejskim miastem kultury, wyglądał tego dnia raczej na kolebkę braku kultury.

Poprzewracane kosze na śmieci, zniszczone przystanki autobusowe, porozrzucane, potłuczone butelki po trunkach, nie dodawały uroku temu jakże pięknemu, historycznie zasłużonemu miastu. Zastanawiałem się, co skłania do niszczenia mienia publicznego bandę bezmyślnych, skretyniałych wandalów. Ciężko mi było znaleźć odpowiedź.

W niemal każdym polskim mieście szkaradne, zniszczone przystanki to widok codzienny. Niezbyt wyszukane graffiti, napisy rasistowskie lub nawołujące do patriotyzmu lokalnego można znaleźć wszędzie. Szczególnie okazale prezentują się na świeżo odrestaurowanych za pieniądze podatników gmachach, przynajmniej w zamyśle wykonawców. Mam duży szacunek dla graffiti jako sztuki prezentowanej w miejscach do tego wyznaczonych, jednak koślawe napisy i rysunki w których trudno doszukać się sensu, zapewne do sztuki współczesnej zaliczyć nie można.

Przejdźmy dalej do jakże ważnego na przystanku autobusowym rozkładu jazdy. Zdobycie informacji o najbliższym autobusie do Koziej Wólki może okazać się nie lada wyczynem. Zamalowany rozkład lub częściej jego brak pozwala na pracę nad charakterem, w tym wypadku anielską cierpliwość. Niestety, nie każdy jest cierpliwy. Najlepiej w takich wypadkach mieć zapisany rozkład w pamiętniku. Trzeba radzić sobie z wandalizmem.

Innym śladem bytności osób, w prymitywny sposób leczących kompleksy, były powykręcane oraz połamane ławki. Czy to pogoda czy deszcz trzeba stać pod (dzięki Bogu, jeśli jeszcze nie został podziurawiony) dachem. Niestety taka polska rzeczywistość. Patrząc na to przypomniałem sobie historię dwóch Polaków pracujących ze mną w Anglii. Nie zapamiętali się zbyt dobrze, za to zasłynęli głupotą. Zostali deportowani do Polski, ponieważ w trakcie ich opłakanego w skutkach spaceru po mieście, poczuli wielką chęć na odreagowanie negatywnych emocji, na pobliskich przystankach oraz znakach. Najdoskonalszym wedle ich opinii pomysłem była zmiana ograniczenia prędkości na znaku drogowym, za pomocą markera, który został skonfiskowany przez policję jako dowód rzeczowy. Panowie, zapomniałem imion, zostali ukarani wysoką grzywną i wysłani do Polski. Głupota podobno nie boli, ale płacić za nią trzeba. Niestety, takie osoby żyją na tym świecie. Ktoś mądry powiedział, że są ludzie i są parapety…
Graffiti na ścianach garażu to widok powszechny w Polsce / Fot. Dorota Duńska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.