Facebook Google+ Twitter

Wara od moich kabelków

Dopiero po kilku dniach pobytu na oddziale neurologicznym zorientowałem się, dlaczego trzy toalety i pokój kąpielowy, służące mi jako palarnie tytoniu świecą pustkami...

Otóż przytłaczająca większość z 80 pacjentów była przypisana do łóżek. W szpitalnym slangu nazywaliśmy ich niezbyt ładnie “nieruchami”. Ale zapamiętajcie ten termin.

Tak więc we trzech korzystaliśmy z luksusu sanitarnego clubbingu. Wysoki miał obwiązaną głowę i czekał na orzeczenie, czy jego guz mózgu okaże się złośliwy i wkrótce zetnie go z nóg, a niski kolega został przywieziony w stanie zagrożenia zatorem mózgu. Ja natomiast byłem kilka godzin po usłyszeniu diagnozy: stwardnienie rozsiane. I to diagnozy, wypowiedzianej przez przemiłą doktor T. z ulgą, bowiem podejrzewano mnie również o posiadanie obcego ciała w moich niepospolitych zwojach szarych komórek.

Staliśmy wesoło pogadując i delektując się dymem papierosowym, aż Wysoki zapytał mnie o moją przypadłość. Odpowiedziałem, a sympatyczny rozmówca wypalił: “O, to masz pan przej…e. Jak to SM, to masz pan zdecydowanie przej....e”. Niski nie zaprzeczył, a ja spojrzałem na głowę Wysokiego, ściśle obandażowaną, aby mu się czaszka nie rozsypała i pomyślałem, że jednak czarny humor ma sens.

W pewnej chwili konwersacja uległa bezterminowemu zawieszeniu, gdyż usłyszeliśmy na korytarzu jakiś ruch i harmider, a więc coś nareszcie się zadziało. I rzeczywiście ujrzeliśmy na podłodze nosze, a na nich potężnego, dorodnego trzydziestokilkuletniego mężczyznę, leżącego w całkowitej nieświadomości. Sprawiał wrażenie dziecka, śpiącego słodko po sesji ze smoczkiem i butelką mleka. A tak naprawdę został rażony zatorem. Zebrana wokół chorego rodzina cicho chlipała i wzdychała nieszczęśliwie.

W stanie Nowego nic się nie zmieniło w ciągu najbliższych dni. Leżał cicho i nieruchomo, a różne szpeje, kable, zaworki, zatyczki i kraniki spowijały go czule jak Matka Nauka przykazała. A rodzina otaczała jego łóżko i nadal chlipała, i biadoliła. Niski wkurzył się, podszedł do tkniętej nieszczęściem familii, wygarniając im co i jak. Po tym wygaworze zachowanie najbliższych Nowego zmieniło się diametralnie. Zaczęli się kontaktować z chorym, a między sobą rozmawiali normalnie o powszednich sprawach, o dzieciach, o spotkaniach i wydarzeniach. Do niego też mówili jak ludzie do człowieka. Po tygodniu ujrzałem przez otwarte drzwi sali wspartego o wysoko ułożone poduszki, uśmiechniętego i całkowicie przytomnego Nowego, pogadującego z bliskimi. Patrzyłem na niego jak – nie przymierzając – na anioła życia. Poczułem się dumny z chorobowej więzi z Nowym. No, nie potrafię tego uczucia precyzyjnie opisać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Ciekawe, jakie byłyby zmiany w komentarzach do tego tekstu pod wpływem wydarzeń, np. po kolejnych przebudzeniach choćby w Klinice "Budzik"???
Za powyższe komentarze jestem serdecznie wdzięczny dyskutantom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetnie napisane 5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Coraz częściej jest ten temat wyciągany w mediach, nie wiadoma co jest lepsze trzeba by było samemu coś takiego przeżyć aby cokolwiek powiedzieć na te tematy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

PLUS wielki i złoty za drugą stronę bezruchu. Człowiek okablowany jest wielkim znakiem zapytania (czy szczęśliwy, przytomny czy może nieszczęśliwy?), ale dziś mówi się tylko o tym potencjale nieszczęścia, zapominając nawet, że to jedynie możliwość a nie prawda absolutna. PLUS za kabelki!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ogromny plus za dystans do samego siebie i całej tej sytuacji.

Powinniśmy mieć prawo wyboru, prawda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

tak, powinno sie miec przy sobie dokument, zezwalajacy, lub nie, na grzebanie w kabelkach, pompkach i walenie prądem w klatę.

I ten dokument powinien być honorowany!

Poniewaz przez króką chwile miałam moznośc być w niebycie - ze świadomościa, że cos sie dzieje, jedno moge stwierdzic: było mi ABSOLUTNIE WSZYSTKO JEDNO, co ze mna zrobią. Było mi dobrze, bezbolesnie i wcale nia miałam ochoty na powrót do wsystkiego, co boli...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.03.2009 13:40

duży + za podejście i formę :)

Co do samego tematu to ja uważam że to powinien być nasz osobisty wybór a nie sądów czy innych takich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kapitalnie napisane! Poglądy, których częściowo nie popieram przedstawione w taki zgrabny sposób zasługują na soczystego plusika.

Czemu "częściowo" ? Ponieważ faktycznie etyk, psycholog, socjolog, filozof ani sędzia nie powinni mieć prawa na decydowanie o tym. Zadecydować powinien... sam zainteresowany (zadbać o to odpowiednio wcześnie) lub rodzina.

Przepraszam bardzo ale 80 okablowanych "nieruchów" wegetuje sobie beztrosko i zajmuje miejsce tym, którzy mają szanse na przeżycie...

Rozumiem, że ktoś po prostu nie chce i koniec, oznajmia, powiedzmy z chrześcijańskich pobudek: "Co by nie było - nie odłączać mnie!". Nie ma problemu niech leżakuje, ale jak ktoś nie chce? Ja na przykład nie chcę, w razie czego, leżeć więcej niż 5 lat. Po tym okresie pokroić, organy rozdać, resztę spalić i wywalić. Moja rodzina będzie miała prawo wydać takie dyspozycje czy nie będzie? Pytam się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Poruszyło mnie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Bo dobre.
Za sposób opisania, za humor w tym trudnym momencie, za słowa :" stworzę sobie słoneczny świat miłości i w ogóle uczuciowy raj... Może to będą akurat najszczęśliwsze chwile mojego życia, chwile prawdziwego zespolenia ze wszystkimi, których kochałem i kocham, chwile najbardziej wyrazistej obecności w doczesnym świecie..." Za "Wara od moich kabelków. Jasne?! O! " :)

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.