Facebook Google+ Twitter

Wariata na tron…

Cóż przyniosą Polsce wybory? Mężów szlachetnych i mądrych, czy też Nikodema Dyzmę?

Wariata na tron…

Co jakiś czas przygnębienie jokoweś mnie nachodzi. Robi mi się smutno, nijak i co tu dużo mówić – szukam zacisznego kącika, gdzie mógłbym ukryć skołataną, łysiejącą głowę przed naporem przygnębiających myśli. Niezbyt często – na szczęście – popadam w taki stan. Tylko wówczas, kiedy zaczynam zastanawiam się nad jakością naszych obywatelskich wyborów.

Ostatnimi czasy stan przygnębienia trwa permanentnie. A to za sprawą zbliżających się wyborów: samorządowych. Cóż bowiem przyniosą Polsce wybory? Mężów szlachetnych i mądrych, czy też Nikodema Dyzmę? Nie wiem, ale boję się bardzo – żyję wszak ponad 50 lat i wiem jakich wyborów gotów jest dokonać nasz szanowny elektorat.

Szaleństwo wyborcze przed wiekami

Rok 1572 rozpoczął nową epokę w naszym kraju. Umarł ostatni z Jagiellonów, Zygmunt August. Do tej pory tron w Polsce był dziedziczny. Teraz brać szlachecka postanowiła sama obierać sobie władcę. No i zaczęło się. Pojawiali się egzotyczni, ekscentryczni i – co tu dużo mówić – śmieszni kandydaci do tronu. Już podczas pierwszej elekcji brać szlachecka nie mogła dojść do porozumienia. Wystawiano kandydatury cudzoziemców. Największą popularnością cieszyła się jednak koncepcja „Piast na tronie polskim”. Pojawiały się dostojne nazwiska magnatów znanych i szanowanych w Rzeczypospolitej.

Niestety, jak pisał w owych czasach Świętosław Orzelski: „taką zawiść w pozostałych obudziło, że potem, gdy każden zaczął wymieniać nazwisko, powstało jakoby wielkie wojsko jakie z samych Piastów złożone”. „Spory ustały, gdy kasztelan santocki Piotr Opaliński wysunął kandydaturę kolejnego „Piasta” Wawrzyńca Słupeckiego”.

Kim był ów mąż dostojny, który zasłużył na uznanie? Słupecki był skromnym sędzią z Bydgoszczy. Znany był powszechnie pod przezwiskiem Bandura. (ukraiński instrument). Przydomek zaś wziął się stąd, że Słupecki „bandurzył”, czyli plótł „duby smalone”. Piotr Opaliński, zgłaszając kandydaturę Słupeckiego, liczył na ośmieszenie idei wyboru króla „Piasta”, (czytaj przypadkowego szlachciury). Słupecki jednak uznał swoją kandydaturę za odpowiednią. Jego nazwisko pojawiło się na liście elekcyjnej. Miał nadzieję na królowanie. Istniał wszak w Polsce mit równości szlacheckiej. Zawiódł się jednak srodze. Gdy odczytano nazwisko Słupeckiego, „wszyscy wybuchnęli ogromnym śmiechem i uciszyli się ledwie w godzinę. Tak Piast z Bandurą pomieszany w największą u wszystkich poszedł poniewierkę” – napisał Orzelski. Słupecki „Bandura” jak nagle pojawił się w dziejach, tak raptownie znikł ze sceny politycznej.

Pojawili się jednak inni egzotyczni pretendenci. Kandydatem na króla polskiego został nawet chan tatarski Dewlet Gorej. Była to kandydatura zaiste zdumiewająca, mając w pamięci grabieży, mordy, branie w – co było codziennym zajęciem Goreja. Gorej nie został królem Polski. Został nim wówczas Henryk Walezy – książę o odmiennej orientacji seksualnej, skłonności do dziwacznych uciech. Nie rządził zbyt długo na Wawelu. Już po czterech miesiącach uciekł do Paryża na wieść o śmierci brata - króla i francuskiej koronie.

Na drugiej elekcji w 1575 roku jednym z poważnych kandydatów do korony polskiej obok cesarza Maksymiliana II Habsburga ponownie stał się wielki książę moskiewski i car Astrachania Iwan IV Groźny. Iwan mordował własnoręcznie swych poddanych. Ba! Nie tylko poddanych - również własne dzieci. Litwini zdecydowanie domagali się wyboru Iwana (chcąc mieć pokój na wschodnich granicach). Nie przerażała ich wizja psychopaty na tronie. Gotowi byli nawet zgodzić się wybór jego syna Fiodora – notorycznego matołka. Na szczęście dla Polski Turcy zagrozili nam wojną po ewentualnym wyborze Iwana.

Nie lepiej było w XIX wieku. Pojawiały się co i rusz kandydatury, które miały doprowadzić do odzyskania przez nasz kraj wolności. Kandydatem Wielkiej Emigracji był kuzyn cesarza Napoleona III książę Napoleon Hieronim – awanturnik, kobieciarz i mitoman zwany Plon-Plonem. Anglicy, zgłosili kandydaturę księcia Cambridge, wnuka króla Jerzego III. Królowi Szwecji, Karolowi XV zaproponowali tron polscy panowie. Działo się tak mimo tego, że Karol był luteraninem.

„Polska warta jest mszy” – miał powiedzieć polski „mędrzec”

Sytuacja wyraźnie poprawiła się w czasach II Rzeczypospolitej. Wybory prezydenta nie były bowiem bezpośrednie, lecz dokonywane przez Zgromadzenie Narodowe. Blokowało to kandydatury mitomanów, szaleńców, psychopatów. Historia kołem się toczy... Wróciliśmy jednak do początku drogi. III Rzeczpospolita – jako żywo – przypomina Polskę szlacheckiej wolności. Prezydentem może zostać każdy. Wystarczy zebrać odpowiednią liczbę podpisów.

No i pojawiają się różni Tymińscy, Bublowie (za przeproszeniem oczywiście). Pojawiają się artyści, „ludzie znikąd”. Szans na wybór – tak powinno się wydawać – nie mają żadnych. A jednak! Przypomnę nieśmiało casus Tymińskiego. Czy wypada się zatem dziwić, że przygnębienie moje sięga zenitu na myśl o tegorocznych wyborach. Niech „pomroczność jasna” nie ogarnie moich współobywateli tylko na czas wyborów samorządowych. Stada półgłówków w Sejmie przeżyjemy, choć łatwo nie jest. Durniów, rządzących nami bezpośrednio możemy już nie przeżyć...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.