Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7662 miejsce

WARSAW BY NIGHT, czyli szaleństwo wieczoru panieńskiego

Sezon na panieńskie w pełni, postanowiłam więc opisać mój z zeszłego weekendu. Moja przyjaciółka, a zarazem świadkowa i organizatorka imprezy spisała się naprawdę doskonale - dzięki Madziu!

Ponieważ z narzeczonym mieszkamy razem i to pod Warszawą, to wymyśliła, że wynajmie nam (mnie i sobie) pokój w jakimś wypasionym hotelu w centrum, żebyśmy miały blisko po imprezie. Była to niespodzianka (jak zresztą wszystko tego wieczora), więc wiedziałam tylko, że nie wracam do domu - a narzeczony mógł sobie następnego dnia w spokoju dogorywać po kawalerskim ;). Magda wszystko wcześniej zorganizowała, zawiozła do hotelu nasze torby z rzeczami i nas zameldowała, żeby pokój czekał na nas w środku nocy.

Before...
Zaczęło się od spotkania z dziewczynami w Żurawinie w centrum, gdzie miałyśmy „before” - pyszne jedzonko i dobre winko i zabawa. Dziewczyny przygotowały pytania, na które wcześniej odpowiadał mój przyszły mąż, celem sprawdzenia zgodności naszych odpowiedzi. Wypadłam całkiem nieźle, 80% zaliczonych. Niektóre mnie wprawdzie zdziwiły, bo nie miałam pojęcia, że najbardziej nie podobam mu się w żółtym worku (ja w ogóle mam żółty worek?!).

W trakcie...
Następnie przemieściłyśmy się na Mazowiecką, gdzie kolejno odwiedzałyśmy kluby. Najdłużej zabawiłyśmy w naszej ulubionej Enklawie, gdzie jak zwykle zawojowałyśmy parkiet ;). Przyznam, że reakcje panów w klubach na grono dziewcząt, kiedy się dowiadują że to wieczór panieński, są nadzwyczaj przychylne. Chyba mają nadzieję, że dziewczyny zaszaleją bardziej niż przy innych okazjach... Ogólnie szaleństwo owszem, było, choć ja oczywiście z umiarem godnym przyszłej statecznej małżonki :) - ale wybawiłyśmy się do trzeciej nad ranem. Wtedy też doceniłam pomysł z hotelem w pobliżu zamiast drogiej taksówki pod miasto. Na piechotę przeszłyśmy do Sofitelu, gdzie czekały nas nas wygodne łóżka.

I after...
Następnego dnia udało nam się nawet zdążyć na śniadanie (do 10.30, więc na ostatnią chwilę i głównie na kawie nam zależało...). Z pokoju miałyśmy się wymeldować do południa, ale spokojnie mogłyśmy jeszcze korzystać ze SPA, co było kluczowym punktem programu na sobotę. Zeszłyśmy na poziom -1 i tam przemiła obsługa zaoferowała nam mnóstwo masaży do wyboru, oraz skorzystanie z pięknego podgrzewanego basenu oraz tureckiego hammamu, czyli łaźni parowej.
Ja wybrałam masaż pleców z ajurwedyjskim masażem głowy, a Magda bardziej fit - najpierw peeling całego ciała, a potem masaż bańką chińską. Pławiłyśmy się w cieplutkiej wodzie, odparowałyśmy w łaźni i oddałyśmy się w ręce masażystek. Było cudownie i tym sposobem wieczór panieński zamienił się w cały weekend - to był naprawdę dobry pomysł.

Po relaksie poszłyśmy na spacer na Starówkę, gdzie nie byłam chyba sto lat, a potem na obiadek na Nowy Świat. Do domu wróciłam późnym popołudniem, żeby zastać mojego ukochanego w stanie takim sobie powiedziałabym - też by mu się odparowanie w łaźni przydało. No ale chłopaki nie wpadli na tak subtelny pomysł, więc następnego dnia zamiast SPAsować tylko zaległ przed TV...

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z mojego panieńskiego. Cieszę się, że moja przyjaciółka wiedziała, że o wiele bardziej docenię taki program niż męski striptiz czy naukę tańca na rurze... Oczywiście co kto lubi i każdy ma prawo do takiego spędzenia tego wieczoru (i dnia po) jakiego chce, ale nasz sposób polecam, bo było cudownie!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.