Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

22444 miejsce

Warszawa, której nie trzeba odbudowywać

Słowo zabytek kojarzy się warszawiakowi głównie z Traktem Królewskim, Starówką, ewentualnie zaniedbanymi kamienicami na Starej Pradze. Tymczasem po prawej stronie Wisły jest miejsce, gdzie prawie na każdej ulicy stoi zabytek, to Saska Kępa.

W zeszłym roku kilka kontrowersyjnych nowoczesnych inwestycji, które weszły głęboko w zabytkową tkankę miejską Warszawy wywołały bardzo potrzebną dyskusję nad historycznym dziedzictwem stolicy.

Zabytek czyli co?

A jest to z racji burzliwej historii Warszawy problem zgoła inny niż w przypadku chociażby Krakowa czy Łodzi. Stolicy jest ciężko zachęcić turystę do odwiedzenia jej ze względu na „zabytki”. Mimo, że starówka jest wpisana na listę UNESCO to jednak to twór powojenny, tak jak i część kamienic wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia czy Nowego Świata. Przy okazji debaty nad Pałacem Saskim znowu jest mowa o odtworzeniu czegoś z niczego.

Oczywiście w tradycyjne pojmowanie przez nas „zabytku” wpisuje się też Praga. Dramatyczna prawda o tym miejscu jest taka, że to, co przetrwało wojnę ma dziś problem z przetrwaniem czasów powojennych. Część budynków zamiast rewitalizacji doczekała się wyburzenia, część jest w takim stanie, że zapewne nie da się ich już ocalić.

Modernistyczna Saska Kępa

Być może przez piętno socrealizmu w Warszawie pokutuje przekonanie, że jedyna historia, którą warto się chwalić to neoklasycystyczne i secesyjne kamienice z przełomu XIX i XX wieku. Miejsca w naszej wyobraźni zabrakło tymczasem dla przedwojennego (ale i powojennego) kierunku w architekturze, którym akurat Warszawa może się chwalić. To modernizm. Mało tego, cudem ocalała od wojny Saska Kępa to praktycznie w całości „perła w koronie” historii tego kierunku w Warszawie.

Nie jest żadną przesadą, gdy powiemy, że prawie każda z uliczek Saskiej Kępy ma schowany wśród zieleni zabytek modernistycznej architektury. Większość z tych przepięknych willi i domów bez większego szwanku przetrwała wojnę. Przechadzając się Saską Kępą zaczynamy rozumieć, że ostatnie co możemy powiedzieć o Warszawie, że nie ma tu zabytków. Część jest wyjątkowa nie tylko na skalę warszawską, czy polską, ale nawet światową.

Architektoniczne manifesty

Główni architekci modernizmu budowali w całej Warszawie, a jednak to na Saskiej Kępie możemy spotkać ich „domy własne”, czyli swoiste „reklamy” własnego pojmowania modernizmu. To tu przy ulicy Katowickiej jest właśnie taki dom, określony formą „manifestu”. „Dom trójrodzinny” autorstwa dwóch zapewne najwybitniejszych polskich modernistycznych architektów – Lacherta i Szanajcy. Zachwycał i jednocześnie drażnił już w momencie powstawania, warto jednak pamiętać, że jest swoistym symbolem modernistycznej Saskiej Kępy.

Podobnie jest w przypadku „domu własnego” drugiego z popularnych warszawskich architektów – Korngolda przy ulicy królowej Aldony. Dziwi, gdy spoglądamy na nowoczesny dom, którego głównym elementem fasady jest wykusz w formie muru pruskiego, a z tyłu tej nowoczesnej bryły znajdują się niewielkie orientalne okienka. Dziwi, ale i zachwyca. Okna z domu Korngolda wychodzą na inne jego dzieło. Schowaną wśród zieleni przepiękną, delikatną willę Łepkowskich przy ulicy Francuskiej, z charakterystycznymi kręconymi schodami prowadzącymi na szeroki taras.

Idąc nie da się obojętnie przejść obok „Domu z termometrem” – gdzie układ prześwietlonej klatki schodowej jednoznacznie przypomina „termometr”. Zaraz obok dwa kolejne domy przenoszą nas na chwilę gdzieś do nadmorskiego uzdrowiska, a wszystko to ze względu na okrągłe bulaje, które właśnie takiego charakteru nadają tym budynkom.

Historyczna nowoczesność

W przeciwieństwie do neoklasycystycznych kamienic po lewej stronie Wisły modernizm był dużo odważniejszy, nie bał się zmian, wytyczania nowych kierunków, eksperymentowania. To, że do dziś te wszystkie przepiękne wille nie kojarzą nam się z zabytkiem wynika z tego, że nadal jest nowoczesny, nadal zmusza do zastanowienia. I nadal inspiruje.

Podczas, gdy odtwarzanie historycznych kamienic idzie nam raz lepiej raz gorzej, bo ciężko jest tą archaiczną architekturę wpleść dziś w nowoczesną tkankę miejską, to na Saskiej Kępie nie ma tego problemu. Modernizm zostawił miejsce dla kolejnych pokoleń. Nowe budynki nie kojarzą się tu z nowoczesną kopią. To styl, w którym praktycznie wszystko było dozwolone.

Nowoczesna historia

Dowodem na to jak bardzo ten kierunek ciągle inspiruje jest chociażby budynek autorskiej pracowni Stefana Kuryłowicza u zbiegu Berezyńskiej i Francuskiej. Powstał w 1999 roku, ale tak blisko mu do przedwojennych sąsiadów. Na fasadzie budynku widoczne są materiały najczęściej stosowane przez pracownię - beton architektoniczny i trawertyn. Zastosowano też wiele detali marynistycznych, jak np. bulaje, balkoniki i relingi.

W tym samym kierunku nie boją się też pójść deweloperzy, jak choćby powstająca już przy Międzynarodowej Villa Onyx. Tu dla odmiany zastosowano na elewacji egzotyczne kamienie, takie jak onyks. Mieszkania mają mieć duże przeszklone okna, co również było charakterystyczne dla przedwojennych budynków. A bryła budynku, jakby poskładana z pojedynczych elementów w niczym nie przypomina dzisiejszych szarych apartamentowców z lewej strony Wisły.

Można więc stwierdzić, że Saska Kępa, to takie wyjątkowe miejsce, które inspiruje architektów do dziś. Zatem zanim kolejny raz rozczarowani powiemy, że w Warszawie nie ma zabytków, wszystko jest odtworzone, odbudowane, nie wszystko jeszcze tak jak potrzeba, to warto wsiąść w metro przejechać przez Wisłę i wybrać się w miejsce, które samo w sobie jest zabytkiem, pamiątką nowoczesnej, odważnej przedwojennej Warszawy, której architektura i architekci podbijali nie tylko Europę, ale i świat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.