Pozycja materiału w rankingach:
Minęła kolejna rocznica upadku Warszawy, zbliża się rocznica upadku Powstania Warszawskiego. To Miasto Niezłomne miało coś, co nigdy nie skapitulowało. Miało swój humor i satyrę.
Warszawski humor i satyra, to było tak niepowtarzalne i złożone w skali okupowanej Europy zjawisko, że mogę je omówić, tylko fragmentarycznie. Generalnie celem podziemnej satyry, było podniesienie na duchu warszawiaków. Lecz nie był to pusty śmiech. Wskazywano kolejne zjawiska z życia codziennego, które trzeba napiętnować. Formy tego były najróżniejsze, więc zacznijmy.
Artykuły
(33)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.82)
Wiek: 54 | Miejscowość: warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Magda Wieczorek 04.10.2011 22:15
Robert świetny tekst. Zastanawiam się skąd pomysł na taki temat ( świetny temat). I prawdą jest to , że Warszawa tak jak Polska nie upadła.
Piotr Śmieszek 04.10.2011 19:04
Po raz kolejny świetny (a tym razem również zabawny) kawałek okupacyjnej historii.
Tomasz Osuch 02.10.2011 15:24
+++
Brakowało mi Pana tekstów, Panie Robercie. Świetny artykuł!
Nie mogę się jednak powstrzymać od małej dygresji... Warszawa nigdy nie upadła! :)
Mirosława Kasowska 01.10.2011 15:13
Drogi autorze, to dobrze, że po dość długim czasie ukazuje się kolejny Twój tekst. Jak zawsze ciekawy temat. Humor bardzo jest potrzebny, a być może szczególnie w ciężkich czasach.
rycho 01.10.2011 13:45
nie tylko za okupacji niemieckiej ale rowniez za czasow PRL-u dowcipy polityczne i socjalne wrecz wybuchaly. Bylo w dobrym tonie aby na jakims spotkaniu towarzyskim zablysnac nowym kawalem. Co sie dzisiaj z tym narodem porobilo...kompletna ponurosc :-(((
Kamil Kierzkowski 01.10.2011 12:32
Rola satyry w owym okresie była niezmiernie ważna. Była jednym z czynników podtrzymujących nadzieję Polaków i niewątpliwym powiewem normalności w zaistniałej, tragicznej sytuacji. Nadzieja i wiara jest natomiast motorem do wszelkich innych działań. Celnie i humorystycznie oddał to ojciec polskiego reportażu - Melchior Wańkowicz. W "Bitwie o Monte Cassino" czytamy (słowa jednego z walczących) - jak w chwili, gdy morale żołnierzy drastycznie podupadało pod ciągłym ostrzałem niemieckim - właśnie owa szczypta humoru i nadziei ratowała sytuację:
cyt. "My leżelim, a pan major stojał (…) – to pewno coś zobaczył. Każdemu ciekawość: czołgi nasze idą? Niemcy poddają się?... A pan major podniósł wysoko but i krzyczy: „Dobry znak, chłopcy! W gówno wdepłem!”. To my roześmiali się tylko i poszli. Kużden jeden pomyślał – jak stary takie szpasy odwala, to pewno nie już taki ostatni koniec."
rycho 01.10.2011 12:31
Oj przypomina sie wspanialy film "Zakazane pisenki"
Groźna luka w Windows 7! Uruchamianie aplikacji bez logowania!
(odsłon: +258)