Numer sześć stojący przy nazwie konwentu dawał jasno do zrozumienia, że impreza jako zjawisko cykliczne nie tylko się przyjęła, ale i zagościła na dobre w świadomości sceny. Najlepiej świadczą o tym wypowiedzi samych konwentowiczów, którzy najczęściej jako powód przyjazdu wymieniają pozytywne doświadczenia wyniesione z poprzednich edycji, świetną atmosferę im towarzyszącą, oraz szeroką gamę atrakcji i ciekawych prelekcji zawartych w poszczególnych blokach programowych. Nie bez znaczenia pozostawał fakt daty imprezy, gdyż lato jest najpopularniejszym okresem na wyjazdy i kilkudniowe szaleństwo. Jako jedyną wadę przytaczano niemożność bycia w kilku miejscach o tej samej porze, przez co trzeba było rezygnować z kilku atrakcji.

Entuzjastyczne nastawienie nie jest zaskoczeniem dla samych organizatorów. Pan Michał Kolanko, rzecznik prasowy imprezy, oznajmił, że stowarzyszenie Avangarda od samego początku swego istnienia, dążyło do uczynienia z konwentu jednego z najważniejszych punktów na fandomowej mapie Polski. W realizacji tego zamiaru miało pomóc szerokie spectrum programowe, oraz ciągłe sięganie po nowości, jak właśnie interaktywna wystawa Gwiezdnych Wojen, czy też tematyka PRLu poruszana w tym roku. Cel ten można uznać za w pełni osiągnięty, co przysłużyło się nie tylko popularyzacji fantastyki, ale i samej Warszawy.
W niedzielę opuszczałem progi Zespołu Szkół nr 37 z dość dużym bagażem - tym na plecach, jak i tym złożonym z dobrych wspomnień. Pomimo już paroletniego stażu uczęszczania na tego typu imprezy i przekonania, że nic już raczej mnie nie zaskoczy w tej kwestii, byłem niezwykle mile zaskoczony tym, że Avangarda 6 podeszła do organizacji konwentów w sposób lekko odświeżony, serwując uczestnikom tematy nowe, jeszcze nieporuszone. Właśnie w tej rozciągłości widzę jej największą zaletę, gdyż nie wiem, czego mogę spodziewać się za rok, na następnej edycji. Która to, według słów pana Michała, z pewnością się odbędzie.