Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Wydarzenia > Naoczny świadek > Warszawa. W ZUS ci nie pomogą!

Pozycja materiału w rankingach:

6700 miejsce

Dział: Naoczny świadek

Ocena: 30pkt

Oceń:

Warszawa. W ZUS ci nie pomogą!


Jeśli nie jesteś specem od składek ubezpieczeniowych albo nie masz końskiego zdrowia, to nie licz na pomoc urzędników - moja relacja z pobytu w ZUS.

 / Fot. Robert Stachnik /PAPPobyt ten śmiem nazwać niemal sanatoryjnym, ponieważ w jednym z warszawskich oddziałów ZUS spędziłam kilka godzin. Powód? Wręcz prozaiczny. Korekta deklaracji ubezpieczeniowych w związku z nadpłatą, którą wyżej wymieniona instytucja postanowiła mi zwrócić.

W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, zjawiłam się rano, po raz trzeci. Tak, tak. Po raz trzeci, ponieważ non stop odsyłano mnie z kwitkiem, tłumacząc się brakiem czasu. Najwyraźniej karteczka wystawiona przez panią z biura, nie była wystarczająco groźna i motywująca dla pracowników Sali Obsługi Klienta.

Ubolewam nad brakiem dyktafonu lub aparatu, bo uwiecznienie tej, jakże profesjonalnej obsługi, stałoby się niezłą pożywką dla mediów. Sposób, w jaki traktuje się tam ludzi, jest uwłaszczający, biorąc pod uwagę nie tylko młodych, lecz także starszych petentów. Podczas mojej kilkugodzinnej wycieczki, stałam się świadkiem sytuacji, która mną wstrząsnęła i to nie z powodu zmęczenia i poddenerwowania swoją sytuacją, lecz również dlatego, że ludzie starsi winni być traktowani z szacunkiem. Zacznijmy jednak od początku..

"Przygodę" z ZUS rozpoczęłam od SOK, potocznie zwanej - Salą Obsługi Klienta. Jak każdy petent, wyciągnęłam numerek i czekam. Nadmieniam, że w godzinach rannych SOK świecił pustkami, jednak pani w okienku zdawała się mnie nie zauważać i zawzięcie stukała w klawiaturę udając, że pracuje. Po 15 nerwowych minutach, zaprosiła mnie do siebie i oświadczyła, że "ona nic nie wie i nie rozumie". W ręku trzymałam kartkę od pani z ZUS-owskiego biura, która była listą dokumentów, a te przygotować miał właśnie SOK. Dowiedziałam się, że korekty, które miała automatycznie wprowadzić do systemu, mam sobie wypełnić sama, a moją prośbę o pomoc w podaniu kwot składek, skwitowała krótko - "To sobie pani składek wyliczyć nie umie?!". Otóż nie umiem. Niestety. Walka z Panią X na Sali Obsługi KLienta trwała długo i nie przyniosła efektów.

Zobacz także:

Ewa Żuchowska OFFline profil autora

Autor: Ewa Żuchowska

Napisz do autora

Artykuły (55) Galerie (11) Średnia ocen (3.76)

Wiek: 30 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska

O mnie: Krótko o mnie? Lubię bawić się słowem, drażnić nim ludzi, pisać książkę z głupim zakończeniem, które zirytuje Czytelnika. Mam miliony pomysłów, zawsze coś tworzę i być może będzie okazja, żeby Wam to pokazać ;) Obecnie pracuję w redakcji serwisu:... więcej

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 23

Sortuj komentarze:

Przemyslaw Przybylski 20.01.2010 20:01

Ocena: Ocena pozytywna 68 Ocena negatywna 46

Witam. Nazywam się Przemysław Przybylski i jestem Rzecznikiem Prasowym Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Oczywiście sytuacja, której była Pani świadkiem była karygodna. Staramy się cały czas podnosić poziom obsługi klientów - szkolimy pracowników, wpajamy im nowoczesne zasady kontaktów z klientami, wdrożyliśmy Kodeks Etyki Pracownika SOK. Ubolewam nad tym, że mimo tych wysiłków ciągle zdarzają się sytuacje jak ta opisana w artykule.

Proszę uprzejmie o przesłanie na maila rzecznik@zus.pl bliższych informacji na temat tego zdarzenia - jeśli Pani zna, to poproszę o nazwisko tej urzędniczki, albo przynajmniej dokładny dzień wizyty i godzinę. Postaram się doprowadzić do wyciągnięcia wobec niej konsekwencji służbowych. Wyciągniemy także wnioski z Pani artykułu.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewa Żuchowska 20.01.2010 12:21

Ocena: Ocena pozytywna 63 Ocena negatywna 66

Jolu, to już nawet nie jest kwestia uśmiechu, tylko zwykłej kultury. Od tego są te Panie, żeby nam pomóc, a nie na Nas krzyczeć. Poza tym nie mogłam patrzeć na tą "babę", jak kazała temu staruszkowi iść po numerek.. Powinnam na nią złożyć oficjalną skargę na piśmie, choć i tak biuro już wie. Oburzyło mnie jej zachowanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jolanta Paczkowska 20.01.2010 08:22

Ocena: Ocena pozytywna 53 Ocena negatywna 65

Mocno zdegustowana i zniecierpliwiona postępowaniem (w tym nierzetelnością) pracowników poszłam do szefa takiej placówki z pytaniem, czy wie, jak pracują jego podwładni. Przeprosił w ich imieniu. Szkoda została naprawiona. Ale po jakim czasie! Marzy mi się, że kiedyś panie w takich instytucjach będą z uśmiechem na ustach od progu pytały, jak ekspedientki w sklepach:"W czym mogę pomóc?"

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.