Pozycja materiału w rankingach:
Jeśli nie jesteś specem od składek ubezpieczeniowych albo nie masz końskiego zdrowia, to nie licz na pomoc urzędników - moja relacja z pobytu w ZUS.
Pobyt ten śmiem nazwać niemal sanatoryjnym, ponieważ w jednym z warszawskich oddziałów ZUS spędziłam kilka godzin. Powód? Wręcz prozaiczny. Korekta deklaracji ubezpieczeniowych w związku z nadpłatą, którą wyżej wymieniona instytucja postanowiła mi zwrócić. Zobacz także:
Artykuły
(55)
Galerie
(11)
Średnia ocen
(3.76)
Wiek: 30 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: Krótko o mnie? Lubię bawić się słowem, drażnić nim ludzi, pisać książkę z głupim zakończeniem, które zirytuje Czytelnika. Mam miliony pomysłów, zawsze coś tworzę i być może będzie okazja, żeby Wam to pokazać ;) Obecnie pracuję w redakcji serwisu:... więcej
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Przemyslaw Przybylski 20.01.2010 20:01
Witam. Nazywam się Przemysław Przybylski i jestem Rzecznikiem Prasowym Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Oczywiście sytuacja, której była Pani świadkiem była karygodna. Staramy się cały czas podnosić poziom obsługi klientów - szkolimy pracowników, wpajamy im nowoczesne zasady kontaktów z klientami, wdrożyliśmy Kodeks Etyki Pracownika SOK. Ubolewam nad tym, że mimo tych wysiłków ciągle zdarzają się sytuacje jak ta opisana w artykule.
Proszę uprzejmie o przesłanie na maila rzecznik@zus.pl bliższych informacji na temat tego zdarzenia - jeśli Pani zna, to poproszę o nazwisko tej urzędniczki, albo przynajmniej dokładny dzień wizyty i godzinę. Postaram się doprowadzić do wyciągnięcia wobec niej konsekwencji służbowych. Wyciągniemy także wnioski z Pani artykułu.
Pozdrawiam
Ewa Żuchowska 20.01.2010 12:21
Jolu, to już nawet nie jest kwestia uśmiechu, tylko zwykłej kultury. Od tego są te Panie, żeby nam pomóc, a nie na Nas krzyczeć. Poza tym nie mogłam patrzeć na tą "babę", jak kazała temu staruszkowi iść po numerek.. Powinnam na nią złożyć oficjalną skargę na piśmie, choć i tak biuro już wie. Oburzyło mnie jej zachowanie.
Jolanta Paczkowska 20.01.2010 08:22
Mocno zdegustowana i zniecierpliwiona postępowaniem (w tym nierzetelnością) pracowników poszłam do szefa takiej placówki z pytaniem, czy wie, jak pracują jego podwładni. Przeprosił w ich imieniu. Szkoda została naprawiona. Ale po jakim czasie! Marzy mi się, że kiedyś panie w takich instytucjach będą z uśmiechem na ustach od progu pytały, jak ekspedientki w sklepach:"W czym mogę pomóc?"
Kolejne trzęsienie ziemi we Włoszech
(odsłon: +537)