Facebook Google+ Twitter

Warszawa. W ZUS ci nie pomogą!

Jeśli nie jesteś specem od składek ubezpieczeniowych albo nie masz końskiego zdrowia, to nie licz na pomoc urzędników - moja relacja z pobytu w ZUS.

 / Fot. Robert Stachnik /PAPPobyt ten śmiem nazwać niemal sanatoryjnym, ponieważ w jednym z warszawskich oddziałów ZUS spędziłam kilka godzin. Powód? Wręcz prozaiczny. Korekta deklaracji ubezpieczeniowych w związku z nadpłatą, którą wyżej wymieniona instytucja postanowiła mi zwrócić.

W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, zjawiłam się rano, po raz trzeci. Tak, tak. Po raz trzeci, ponieważ non stop odsyłano mnie z kwitkiem, tłumacząc się brakiem czasu. Najwyraźniej karteczka wystawiona przez panią z biura, nie była wystarczająco groźna i motywująca dla pracowników Sali Obsługi Klienta.

Ubolewam nad brakiem dyktafonu lub aparatu, bo uwiecznienie tej, jakże profesjonalnej obsługi, stałoby się niezłą pożywką dla mediów. Sposób, w jaki traktuje się tam ludzi, jest uwłaszczający, biorąc pod uwagę nie tylko młodych, lecz także starszych petentów. Podczas mojej kilkugodzinnej wycieczki, stałam się świadkiem sytuacji, która mną wstrząsnęła i to nie z powodu zmęczenia i poddenerwowania swoją sytuacją, lecz również dlatego, że ludzie starsi winni być traktowani z szacunkiem. Zacznijmy jednak od początku..

"Przygodę" z ZUS rozpoczęłam od SOK, potocznie zwanej - Salą Obsługi Klienta. Jak każdy petent, wyciągnęłam numerek i czekam. Nadmieniam, że w godzinach rannych SOK świecił pustkami, jednak pani w okienku zdawała się mnie nie zauważać i zawzięcie stukała w klawiaturę udając, że pracuje. Po 15 nerwowych minutach, zaprosiła mnie do siebie i oświadczyła, że "ona nic nie wie i nie rozumie". W ręku trzymałam kartkę od pani z ZUS-owskiego biura, która była listą dokumentów, a te przygotować miał właśnie SOK. Dowiedziałam się, że korekty, które miała automatycznie wprowadzić do systemu, mam sobie wypełnić sama, a moją prośbę o pomoc w podaniu kwot składek, skwitowała krótko - "To sobie pani składek wyliczyć nie umie?!". Otóż nie umiem. Niestety. Walka z Panią X na Sali Obsługi KLienta trwała długo i nie przyniosła efektów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (23):

Sortuj komentarze:

Jak zwykle jedna Pani pomaga drugiej...niestety się Państwo mylą.

1. Jest to dla mnie 1 sytuacja ze "skarga" na pracownika.
2 Jak Panie wiedzą to nie "skarga" a artykuł. Naczelnik zusu skłamał.

"Mianowicie jego autor pragnie wywołać w Ewie Żuchowskiej poczucie winy za opisanie tego całego wydarzenia i konsekwencji z tego faktu wynikających." - nieprawda. Chodzi mi tylko o postawę obłudę która pokazują organy ZUS.


Pozdrawiam. Dla mnie to KONIEC. A Pani Ewa R. niech może zacznie w końcu czytać dokładniej . ---> sytuacja z dziadkiem etc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wcześniej życzył mi powodzenia w gnębieniu ludzi, więc różnych rzeczy się można spodziewać.
Mówi się trudno. Sytuacja była, konsekwencje są, albo będą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Także, Marto, odnoszę takie wrażenie. Zacytowany przez Ciebie fragment komentarza anonima ma, według mnie, jeszcze jedną cechę. Mianowicie jego autor pragnie wywołać w Ewie Żuchowskiej poczucie winy za opisanie tego całego wydarzenia i konsekwencji z tego faktu wynikających. A to już jest całkiem nie fajne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pod artykułem mnożą się tasiemcowe komentarze świeżo zarejestrowanych użytkowników bez twarzy. Co ciekawe, nie tylko na mnie robią wrażenie doskonale obeznanych z pracą w opisanej instytucji, ba, wręcz obecnych przy zdarzeniu, które stało się punktem wyjścia dla artykułu. Jeden z Anonimów powraca nawet w drugim wcieleniu z hiobową wieścią:
"Zapewne nie wie Pani jaka burze wywołała. T.j. 21 albo 22 stycznia Pani Artykuł został wydrukowany i przekazany na biuro pracowników SOK jako skarga. Pracownicy zostali zastraszeni przez dyrekcje i sprawa toczy się w centrali głównej;brak mi po prostu slow; Dla mnie osobiście to nie miało prawa tak wyglądać;ten artykuł mógł posłużyć jako pouczenie;jednak szefostwo ZUS myśli inaczej bez Pani zgody opublikowali to jako skargę od Pani na pracowników podpisując Panią pod tym.więcej danych nie będę podawał dla bezpieczeństwa."
Jeśli rzeczywiście kierownictwo zareagowało w taki sposób, to można podejrzewać, że nie jest to pierwsza skarga ani odosobniony przypadek niewłaściwego traktowania klientów przez pracownicę SOK.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi Anonimie,
W wielu opisanych punktach jest wiele racji. W moim artykule także. Zgodzę się z tym, że łatwo wydawać wyroki nie znając sytuacji, ale ja sytuację znam. Pracowałam i pracuję z "klientem" od lat, także mam złe dni, mnóstwo pracy, a nigdy nie zachowałam się w ten sposób.

Nie będę powtarzać setny raz, kto mi coś kazał, gdzie mnie skierował i z czym, bo to już nie ma po prostu sensu.. Praca z klientem, to pewien obowiązek i choć wszyscy jesteśmy ludźmi, to nie ma tu miejsca na humory.

Jak już wspominałam, w tym ZUS-ie mam swoich faworytów. Są wśród nich także osoby z SOK, zatem wierzę, że można komuś pomóc, mieć wiedzę i umieć opowiedzieć wprost: Nie mam czasu dziś, mogę zrobić w pon, albo pomogę Pani i wyjaśnię, lecz później. Ja wszystko zrozumiem.
Nie zrozumiem tylko "nie wiem", bądź "nie rozumiem". TAK. Miałam firmę i księgową, która wypełniała za mnie dokumenty. Już jej nie ma, a śmieszne co najmniej byłoby zatrudnianie biura do wypełnienia 10--13 deklaracji DRA, które mogłam wypełnić sama. Wystarczyło mnie tylko poinstruować. Jak widać, sama instrukcja to zbyt dużo dla niektórych (bo nie dla wszystkich pracowników ZUS)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam.

Dużo mówi się o stawaniu "frontem" do klienta. ZUS przy ul. Senatorskiej wcale nie zostaje w tej materii w tyle. Do niedawna pracowałam w tamtejszym Oddziale Zakładu i z tego co pamiętam, interesanci nie narzekali szczególnie na pracę tamtejszego SOK-u ani na formę obsługiwania interesantów.

Osoby pracujące na Sali Obsługi Klientów na stanowiskach ds.składek m. in. sprawdzają przygotowane przez płatników dokumenty, służą pomocą i informacjami w danym zakresie. SOK może więc podać podstawy wymiaru składek. Może również pomóc w wypełnianiu dokumentów, ale nie wypełnia ich tj. nie wyręcza w tym płatników składek, o czym często zapominają interesanci, wymagając właśnie tego typy usługi. Osobiście nie znam urzędu, który by za klienta wypełniał pliki dokumentów.
Jeśli zaś klient przychodzi złożyć korektę deklaracji rozliczeniowej to zakładam, że wie lub dowiedział się z odpowiedniego wydziału np. zajmującego się rozliczaniem konta płatnika, gdzie tj. na jakim koncie oraz z czego wynikła nadpłata składek. Tym samym interesant taki powinien znać nowe a więc prawidłowe podstawy wymiaru składek. Tego pracownik SOK-u nie będzie wiedział gdyż, faktycznie, nie analizuje stanu konta firmy/działalności. Natomiast wyliczenie procentowe kwot składek to już prosta matematyka.
Sądzę, że osoba prowadząca działalność, zna omawiane przeze mnie sprawy, gdyż nie jeden raz składała dokumenty do ZUS. A jeśli nie wie, to może zwrócić się z prośbą o pomoc do odpowiedniego pracownika Zakładu lub może skorzystać z usług biura rachunkowego.

Bardzo rażący jest ten fragment artykułu, w którym opisane jest, jak Pani w okienku udaje, że pracuje. Według mnie, słowa te to swoisty "policzek" dla wszystkich pracowników niższego szczebla tej instytucji, którzy co dzień wykonują ciężką pracę. Wpisuje się to doskonale w ten schemat ludzkiego myślenia, który zakłada, że w instytucjach publicznych pracują niemiłe "urzędasy", nic nie robiące, tylko pijące kawę i czytające gazety. Nie wiem, jak pracuje się w innych takich instytucjach, ale w ZUS-ie zawsze był ogrom pracy, przed pracownikami wciąż stawały nowe zadania i konieczność ciągłego doszkalania się w ślad za zmieniającymi się przepisami. Bardzo trudno mi uwierzyć, że tamta Pani udawała, iż pracuje lub też nie robiła NIC, podczas, gdy autorka artykułu stała i czekała 15 min. Jeśli Pani stukała w klawiaturę, to zapewne wprowadzała dokumenty. Z pewnością nie pozwoliłaby czekać tak długo bez przyczyny.

To prawda, że czasami trudno jest coś załatwić w ZUS. Jednak przypominam, ze pracujący tam ludzie też są ograniczeni przepisami prawa i nie są w stanie niektórych spraw załatwić "od ręki". Realizacja każdej sprawy wymaga czasu. Czasami też stawiane są klientom wymagania, chociażby w zakresie dokumentów czy zaświadczeń, co oczywiście zależy od charakteru sprawy. Nie wszystkie można pomyślnie załatwić w jednym okienku. Jednak samo złożenie dokumentów w SOK nie powinno nastręczać tylu trudności, jeśli się wie co się chce złożyć. A jeśli ma się poprawnie wypełnione dokumenty, i jest ich niewiele, to sprawa "idzie gładko".

Chciałabym zwrócić uwagę jeszcze na fakt, o którym zdają się ludzie nie pamiętać. ZUS działa w oparciu o Ustawę o systemie ubezpieczeń społecznych. Jest wykonawcą prawa uchwalanego przez parlament. "Szary pracownik" ZUS nie ma możliwości zmiany obowiązujących przepisów, nie ponosi odpowiedzialności za kształt istniejącego prawa.

Autorka pisze, że dziennikarz nie powinien pisać nieprawdy. Zgadza się. Powinien być również obiektywny. Nie chcę generalizować, ale moim zdaniem, dziennikarze już jakiś czas temu zapomnieli o obiektywności. Jak i o szczerym opisywaniu rzeczywistości czy podawania wszystkich istotnych dla sprawy faktów. Powszechnie wiadomo, że media mogą przedstawiać i kreować rzeczywistość tak jak chcą, z czego skrupulatnie korzystają. Jeśli ktoś chce znaleźć sensację, to ją znajdzie. A temat ZUS-u i jego kadry jest do tego wprost idealny, gdyż zawsze był łatwym i chwytliwym tematem. Bo ZUS to przysłowiowy "chłopiec do bicia", co wykorzystują dosłownie wszyscy. Po zamieszczonych tu komentarzach wnoszę, że nie tylko ja jestem już tym lekko zmęczona.

Według mnie artykuł "W ZUS Ci nie pomogą!", jest niejasny i stronniczy. Z jego treści oraz późniejszych komentarzy autorki nadal jasno nie wynika to, na przykład, z jaką sprawą naprawdę zwrócono się do Pani z SOK - w jednym miejscu jest napisane o przygotowaniu dokumentów przez pracownika ZUS, to znów o podaniu kwot składek, gdzie indziej, o konieczności ręcznego wypełniania kilkunastu deklaracji przez interesantkę. Prawdę znają te dwie osoby. Tylko autorka tekstu wie, dlaczego i po co chodziła do ZUS-u trzy razy. Tylko Ona wie z jaką sprawą przyszła omawianego dnia, jak dzień ten się potoczył i co chciała osiągnąć. To dziennikarka i Pani z SOK-u wiedzą czy krzyczano na starszego Pana i w czym tkwił wtedy problem.

Uważam, że omawiany artykuł, jak i jemu podobne, zawierają dużą dozę subiektywizmu oraz nie przedstawiają całej prawdy a tylko "pasujący" autorowi wycinek. Moim zdaniem, nie wywołują one dyskusji na temat standardów przyjmowania interesantów czy działania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Media, które przedstawiają w ten sposób wciąż nowe "afery" tej instytucji, uderzają nie tylko w nią ale i w osoby tam pracujące. Tworzy się, rozpowszechnia oraz utrwala nieprawidłowy obraz oraz często fałszywe przekonania na temat sposobu funkcjonowania ZUS oraz pracy jego kadry. Pomaga to tylko w podsycaniu negatywnych postaw i emocji wśród ludzi. Nie służy to żadnej ze stron. Być może tutaj tkwi przyczyna tego, że czasami do ZUS przychodzą klienci już z negatywnym nastawieniem.

Nic nie jest tak jednoznaczne, jakim by się zdawało. Trudno jest zdobyć się na obiektywizm. Ferować wyrokami - łatwo. A często "diabeł tkwi w szczegółach". Tak więc, nie biorąc udziału w dalszej dyskusji, pozostawiam niniejszy wpis dla tych, którzy zechcą go przeczytać, mam nadzieję - przemyśleć, ewentualnie skomentować.

Pozdrawiam wszystkich zainteresowanych i życzę więcej optymizmu oraz obiektywności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Mirosławie, należy jedynie pogratulować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

też jestem "klientem" ZUS, co prawda na ul. 11 Listopada. Od pewnego czasu obserwuję zmianę postawy pracowników tej instytucji wobec interesantów. Zawsze mogę liczyć na pomoc w wypełnieniu dokumentów, uzyskuję rzeczową odpowiedź na swoje wątpliwości. Tym bardziej należy piętnować takie sytuacje i postawy, jak ta, opisana w artykule. Rozumiem, że każdy może mieć "zły dzień", jednak nie upoważnia to nikogo do poniżania innego człowieka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Powiem szczerze, że mnie trochę zaszokowała ta informacja. Aż takich działań się nie spodziewałam ze strony Rzecznika ZUS, ty,m bardziej druku i sygnowania tego moim imieniem i nazwiskiem. Nie wnosiłam skargi..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam ponownie.

Pani Ewo nie uraziła mnie Pani tym artykułem (może na początku ale byle zbulwersowany zachowaniem organów w ZUS) nic do Pani nie mam. Jedynie co jest dla mnie naprawdę „Chore” to postawa ZUS. Zapewne nie wie Pani jaka burze wywołała. T.j. 21 albo 22 stycznia Pani Artykuł został wydrukowany i przekazany na biuro pracowników SOK jako skarga. Pracownicy zostali zastraszeni przez dyrekcje i sprawa toczy się w centrali głównej…brak mi po prostu slow… Dla mnie osobiście to nie miało prawa tak wyglądać…ten artykuł mógł posłużyć jako pouczenie…jednak „szefostwo ZUS” myśli inaczej bez Pani zgody opublikowali to jako skargę od Pani na pracowników podpisując Panią pod tym.…więcej danych nie będę podawał dla bezpieczeństwa.

Jak dla mnie tylko 1 podsumowanie posunięcia Pana rzecznika i innych.

„Dwie rzeczy są nieskończone:Wszechświat i głupota ludzka" A.Einstein”



Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.