Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23814 miejsce

Warszawa z drugiej ręki

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2006-09-01 01:57

Coraz więcej markowych butików likwiduje działaność. W najlepszych punktach stolicy są one zastępowane przez sklepy z odzieżą używaną, tzw. second hand, czyli lumpeksy.

Szyldy warszawskich sklepów mieszczących się przy największych arteriach komunikacyjnych z zastraszającą prędkością zamieniają się w informacje: „likwidacja”, „punkt przeniesiony”, „ostatnie dni przed zamknięciem”. Zjawisko dotyka również sklepów mieszczących się w galeriach handlowych.

W tempie wprost proporcjonalnym do szybkości zamykania luksusowych butików z markową odzieżą, powstają sklepy z ubraniami sprowadzanymi zza granicy (najczęściej z Anglii, Niemiec, Holandii). Przy ulicy Puławskiej jest ich 8, tyle samo znajduje się przy Wolskiej, dwa więcej można znaleźć przy Targowej. Również ścisłe centrum (Świętokrzyska, Marszałkowska, Jana Pawła II) nie zdołało obronić się przed szmateksami. Czy to kwestia mody na lumpeksy, czy widoczna oznaka ubożenia społeczeństwa?

Fajne spodnie? Ile ważyły?

Jeszcze kilka lat temu przyznanie się do kupowania używanych ubrań było towarzyską klęską. Robili to jedynie ludzie ubodzy oraz ci, którzy wydawali ideologiczną wojnę zachodnim markom – punki, fani grunge’u, naśladowcy hippisów.

Dzisiaj sytuacja zmieniła się diametralnie. W second handach można spotkać członków wszystkich grup społecznych – starsze panie szukające sposobu na jak najtańsze ubieranie się, młodzież szkolną, przedstawicieli buisness class, stylistów studiów fotograficznych, czy gwiazdy show buisnessu (do kupowania w sklepach z odzieżą używaną przyznają się otwarcie m.in. Kayah, Reni Jusis i Maciej Rock).

Lumpeks marka

Lumpeksy powoli wyrabiają własne marki, właściciele starają się urządzać sklepy na zasadzie eleganckich butików, kolejne lokale łączą się w sieci sprzedaży (np. oparta na umowie licencyjnej sieć Mark's). Skończyły się czasy, kiedy na wieszakach czy w koszach można było znaleźć nic nie warte szmaty. Teraz odzież podlega selekcji, jest czyszczona i prasowana.

Doskonałym przykładem eleganckiego lumpeksu jest "Wzorcownia", w której wszystkie ubrania wiszą na oddzielnych wieszakach i są oddzielnie wyceniane. Widać, że właściciele starają się zrobić na klientach dobre wrażenie. Wchodząc tutaj nie czuję się jakbym przebywała w lumpeksie.

 

Czy jest szansa, że niskie ceny, firmowe ubrania i przyjemny wystrój niebawem odbiją klientów luksusowym butikom? - Nie jest to możliwe. Zbyt wielu jest ludzi, których obrzydza sama myśl włożenia używanego ubrania - rozwiewa moje wątpliwości sprzedawca z lumpeksu przy ul. Puławskiej.

- Klasa średnia w Warszawie składa się w dużej części z osób, które awansowały społecznie w ostatnim dziesięcioleciu - teoretyzuje Agnieszka Rakowska, studentka socjologii. - Takie osoby zazwyczaj mają pewne kompleksy i kiedy zaczynają dobrze zarabiać starają się za wszelką cenę zapomnieć o wcześniejszym niskim statusie, na przykład poprzez kupowanie markowych ubrań. Członkowie nowej middle class nigdy nie wejdą do lumpeksu.

 

Ciuchland to wyzwanie

Coś, co dla jednych jest niewyobrażalne, dla innych staje się wręcz nałogiem. - Pracuję przy ul. Świętokrzyskiej, więc często w przerwie na kawę przychodzę tutaj, by pogrzebać w ciuchach - mówi pani Alina (napotkana w second handzie około godziny 13).

W szmateksach w centrum Warszawy niemal bez przerwy jest pełno klientów, czasem ciężko jest dostać się do niektórych wieszaków z ubraniami. Prawdziwym wyzwaniem są jednak wyprzedaże, kiedy ceny za kilogram ubrań obniżane są o 60 - 70 procent. - Przestałam chodzić na wyprzedaże i wymiany towaru po tym, jak do pracy wracałam z rozciętą wargą i siniakami na rękach - zwierza się pani Alina.

- Ludziom po prostu odbiera rozum. Rzeczy są nam wyrywane z rąk, kiedy dopiero donosimy je na wieszaki. Niektóre osoby wdzierają się na zaplecze by dobrać się do jeszcze nieotwartych worków z ubraniami. Kilka klientek musieliśmy już wyprowadzać siłą. No i oczywiście podczas wyprzedaży najczęściej zdarzają się kradzieże - opowiada Rafał, pracownik second handu przy ulicy Targowej.

Stolica odzieży używanejul. Marszałkowska / fot. Anna Wittenberg

Warszawiacy przyzwyczajają się do sklepów z odzieżą używaną. Dla jednych pojawianie się kolejnych punktów to okazja do zrobienia tańszych zakupów, dla innych fakt, który przyjmują z obojętnością. Temat staje się kontrowersyjny dopiero w chwili, gdy zaczyna się go rozpatrywać pod kątem wizerunku stolicy.

 

- To, że w Warszawie powstają lumpeksy to nie ujma, ponieważ państwo europejskie powinno uwzględniać potrzeby każdego obywatela także tego, który nie może sobie pozwolić na ciuchy ze zwykłych sklepów, bo go nie stać – stwierdza Bartosz, stały klient second handu przy ul. Świętokrzyskiej.

- Cała Europa się z nas śmieje! Oni się tego badziewia pozbywają opychając je nam a później patrzą na Polaków jak na śmierdzących biedaków - opiniuje jeden z użytkowników forum "Kafeteria”.

Jak w Danii, Francji, USA

 

To, że w Polsce powstają second handy nie jest jednak zjawiskiem odosobnionym. W USA, Danii czy Francji do lumpeksów odsyłane są ubrania z wybiegów, a ich właściciele (np. londyńskiego Mad Fashion Bitch) uznawani są za kreatorów nowych trendów. Czy i u nas lumpeksy mają szansę zawładnąć przemysłem odzieżowym? Warszawskie ulice zdają się wymownie odpowiadać...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Magdalena Migalska
  • Magdalena Migalska
  • 09.10.2011 08:28

warto podkreślić to że sklep sklepowi nie jest równy.Tak jest w przypadku mojego sklepu internetowego w którym są wyłącznie rzeczy w dobrym bardzo dobrym bądż wręcz idealnym stanie , są także prawdziwie leciwe rzeczy ale to dotyczy tylko i wyłącznie serii VINTAGE RETRO OLD SCHOOL więc ZAPRASZAM NA

www.polowanie-na-ubranie.pl

ubierz się modnie i tanio w domowym zaciszu

codziennie coś nowego dołożonego do upolowania pamiętaj wejdż także na sklepowego bloga

Komentarz został ukrytyrozwiń

Serdecznie zapraszamy do Modisto.

To second hand z klasą dla kobiet, mężczyzn i dzieci. Wyselekcjonowane najlepsze rzeczy, czyste wyprasowane ubrania, najczęściej bez oznak noszenia a również nowe z metkami. Dwie jasne przymierzalnie, brak brzydkich zapachów. Znane sprawdzone marki i modne ubrania dostępne na każdą kieszeń i dla każdego. Modisto to ciucholand inny niż wszystkie, to nie lumpeks lecz elegancki butik. Oprócz cen wszystko tutaj ma wysoki poziom. Zapraszamy na Sienną 72a/7 w Warszawie.

http://modi100.pl

Komentarz został ukrytyrozwiń

fajny tekst,zagranica nie spotkalam sie z szydzenia z Polakow,ktorzy ubieraja sie w szmateksach;zreszta w Londynie na niektorych uliczkach jest ich po 3-4 jeden za drugim(tzw"charity shop"),czesto buszuja tam stylisci oraz "fashion victims" w poszukiwaniu ciuchow retro oraz markowych ciuchow po przystepnej cenie,osobiscie gdy bywam w Londynie nie odpuszcze sobie za nic w swiecie wizyty w paru sklepikach "second hand",zawsze upoluje cos fajnego...w Paryzu ,gdzie mieszkam ,szmateksy przestaly byc takie atrakcyjne jak 5 lat temu,prawdziwe skarby poszly w rece koneserow,ktorzy robia na nich biznes,wynajmujac je do filmow,teledyskow lub przerabiajajac na ekskluzywne kolekcje,ktore kupuje Madonna czy Gwyneth Paltrow...w Brukseli natomiast istnieje nawet szmateksowy tydzien mody,znani projektanci prezentuja na pokazach kolekcje zrobione wylacznie z materialow powierzonych im przez centralna organizacje recyklingu odziezy...tak wiec moim zdaniem ,zjawisko opisane powyzej jest raczej objawem ogolnej mody niz zubozenia spoleczenstwa,innym problemem sa markowe sklepy ,ktore zamykaja swe podwoje jeden po drugim...przez wysokie koszty utrzymania oraz niskie obroty

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ma to jak dobre stare samochody i pasujące do nich
przechodzone ciuchy.O take Polske nam wywalczono.
Ludzie bez honoru wyrywający sobie łachy które ktoś
wyrzucił.

Komentarz został ukrytyrozwiń

'Lumpeksiarstwo' staje się coraz modniejsze, choć często spotykam się z opinią ludzi, że do ciucholandu nie wejdą, bo odraża ich zapach. A poza tym według nich to tak niehigienicznie, no bo nosić rzeczy po kimś? Luksusowe butiki to dobra rzecz dla tych, którzy naprawdę mają pieniądze i bluzka czy sukienka za kilkaset złotych to dla nich żaden wydatek. A ja lumpeksy lubię. Często można znależć perełki za grosze. I stworzyć własny styl. I właśnie to mi się w tym podoba.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.