Facebook Google+ Twitter

Warto mieć marzenia

„Marzę o cofnięciu czasu. Chciałbym wrócić na pewne rozstaje dróg w swoim życiu, jeszcze raz przeczytać uważnie napisy na drogowskazach i pójść w innym kierunku.” – te słowa Janusza Leona Wiśniewskiego wielokrotnie padają i z naszych ust.

 / Fot. www.rebis.com.plIleż to razy poczynione plany obróciły się w niwecz, ileż to razy marzenia zostały przez kogoś zdeptane, bądź my sami dobrowolnie z nich zrezygnowaliśmy. Dorastamy, dojrzewamy i naturalne jest, że zupełnie inaczej patrzymy na świat w wieku pięciu, dwudziestu pięciu czy pięćdziesięciu lat. Jednak, kto powiedział, że marzenia dziecka są mniej poważne, gorsze, od marzeń dorosłego człowieka? A może właśnie te wizje snute w przeszłości bądź listy rzeczy do osiągnięcia, były bardziej naturalne, autentyczne niż wystudiowane cele, tak bardzo zbieżne nie z naszymi pragnieniami, ale oczekiwaniami otoczenia? Niestety nie da się cofnąć czasu, nie da się zapomnieć o popełnionych błędach i podjętych wyborach, których konsekwencją jest kształt naszego współczesnego życia.
Czy rzeczywiście marzenia z lat dziecięcych tak bardzo różnią się od tych, snutych w dorosłym życiu? Czy ich spełnienie zaprowadziłoby nas dokładnie tam, gdzie jesteśmy obecnie? A może ukształtowałaby się dzięki nim zupełnie inna osoba – szczęśliwsza? Smutniejsza? Bogatsza? Biedniejsza?
O tym, jak bardzo może zmienić się życie, kiedy zdobędziemy się na odwagę i sięgniemy po marzenia, przekonuje się trzydziestoczteroletnia Brett Bohlinger, bohaterka uroczej i wciągającej powieści „Lista marzeń”. Opublikowana przez wydawnictwo REBIS książka, to literacki debiut Lori Nelson Spielman. Debiut bardzo udany, należy dodać, bowiem w powieści znajdziemy wszystko to, czego oczekujemy po dobrej lekturze – intrygującą fabułę i trzymające w napięciu zakończenie, wspaniałych bohaterów oraz głębszy sens powieści, który sprawia, że mimowolnie porównujemy się do postaci pojawiających się na łamach książki i wspólnie z nimi próbujemy rozwiązywać problemy czy też czerpać z nich inspirację.
Brett poznajemy w wyjątkowo trudnym dla niej okresie życia. Właśnie zmarła jej szefowa i matka zarazem, właścicielka wielkiej firmy kosmetycznej Bohlinger Cosmetics. Elizabeth odeszła krótko po zdiagnozowaniu u niej raka jajnika i choć żaden czas nie jest odpowiedni, by pożegnać ukochaną osobę, to córka czuje, że zbyt mało czasu spędziły razem.
Na dodatek śmierć rodzicielki oznacza dla Brett duże zmiany zawodowe – obecnie pracuje w dziale marketingu firmy, ale wraz ze spadkiem otrzymać ma nominację na funkcję dyrektora generalnego. Nowa rola przepełnia ją przerażeniem, wbrew zapewnieniom chłopaka nie czuje się gotowa na podjęcie takiego wyzwania. Nie zmienia to faktu, że kiedy prawnik matki, Brad Midar, odczytuje testament w którym matka nie tylko pozbawia ją stanowiska, ale i odracza przekazanie funduszy, jest zaszokowana. Nie może zrozumieć, dlaczego jej bracia otrzymali pokaźny majątek, bratowa posadę, ona zaś jedynie list. A właściwie listę „postanowień na życie”, którą spisała dwadzieścia lat temu. Jej zmarła matka stawia twarde warunki otrzymania spadku – będzie bogata pod warunkiem, że uda jej się osiągnąć dziesięć celów, których dotychczas nie zrealizowała. Biorąc pod uwagę fakt, iż na liście znajdują się zapisy dotyczące posiadania dziecka czy kupna konia oraz domu, czasookres jednego roku wydaje się niewystarczający.
Część postanowień mogłaby wypełnić od razu. Realizacja punktów „zakochać się” czy „kupić psa” nie powinna być problemem szczególnie, że jest związku z przystojnym prawnikiem Andrew. Tyle tylko, że w luksusowym apartamencie nie ma miejsca dla kundli, podobnie jak w ich uporządkowanym i przewidywalnym związku nie ma miejsca na miłość, o czym Brett boleśnie się przekonuje. Zerwanie z partnerem czyni jeszcze bardziej nierealnym wykonanie zadania, zaś zwolnienie z pracy (na które również nalegała matka), pozbawia ja jakiegokolwiek źródła dochodu.
Jak poradzi sobie Brett w obliczu takiej katastrofy? Czy skwapliwe wypełnianie punktów listy rzeczywiście uczyni ją szczęśliwą czy raczej marzenia z lat dziecinnych okażą się nic nie wartymi mrzonkami? Tego wszystkiego dowiemy się z lektury powieści „Lista marzeń”. Autorka, posługując się językiem emocji, nie ogranicza się wyłącznie do problemów bohaterki. Zabierając nas do domu dla bezdomnych, pokazując rozmiar ludzkich tragedii, patologii i biedy, stawia nie tylko Brett, ale i czytelnika przed koniecznością przyjrzenia się swojemu życiu, dokonania podsumowań i porównań. Żałośnie egoistycznie oraz egocentrycznie wypadamy w tym zestawieniu, choć patrząc na Brett i metamorfozę jaką przechodzi, przekonujemy się, że pozornie absurdalne zadanie, jakie postawiła przed nią matka, kryje w sobie głębszy sens. Co więcej, my również dostrzegamy możliwość zmiany, nadania swojemu życiu nowego kształtu i sensu. Ja natomiast dostrzegam w Lori Nelson Spielman talent do snucia historii chwytających za serce. Historii, w które mam nadzieje jeszcze nie raz się zagłębić…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.