Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3461 miejsce

Warto zadać sobie pytanie: jaki jest mój własny światopogląd?

W dyskusji światopoglądowej, jeden z jej uczestników uznający siebie za trochę-ateistę, domagał się od innych, aby w celach przejrzystości dyskursu określili jasno swój stosunek do świata. Czy to wykonalne? Tak, aczkolwiek zadanie niełatwe.

 / Fot. Marek ChorążewiczDlaczego określenie swojego światopoglądu jest dzisiaj takie trudne?

Po pierwsze, dlatego, że jest to temat dotykający spraw intymnych, subtelnych i bardzo drażliwych. Konstytucja gwarantuje nam pełną wolność odnośnie wyznania. Z tego faktu powinno wynikać szereg różnych następstw, chociażby tolerancja i poszanowanie każdego światopoglądu. W rzeczywistości jednak często spotykamy się z presją środowiska, w którym żyjemy.

Duża ilość wyznań w danym społeczeństwie nie zawsze przekłada się na zwiększoną tolerancję, ponieważ wyznawane dogmaty na to przeważnie nie zezwalają. Tak naprawdę w tzw. dużych religiach istnieje wyraźny nakaz, że niewiernych należy nawracać lub niszczyć.

Sprawa wyznania staje się w pewnym sensie tabu. Nie wypada, na przykład, pytać swojego rozmówcę wprost o jego wyznanie. Wielu ludzi wstydzi się swoich poglądów, a inni reagują na takie zapytanie agresją. Są też tacy, którzy mają "wyuczoną" odpowiedź na każdą okazję i sytuację, odpowiadając niezgodnie z tym, co tak naprawdę czują i przeżywają.

Po drugie, coraz więcej osób ma kłopot z nazwaniem "po imieniu" swojego spojrzenia na świat, zwłaszcza gdy mają uwzględnić swój stosunek do bytu nadprzyrodzonego, który powszechnie nazywa się Bogiem. Pisownia tego słowa zawłaszczyła sobie prawo do pisania go z dużej litery, bo wtedy wiadomo, że to chodzi o "naszego" boga, a nie o jakiegoś tam obcego... w domyśle nieprawdziwego.

Na przestrzeni wieków znaczenie pojęcia Bóg się zmieniało. Wspólnym mianownikiem pozostało tylko to, że zawsze jest on istotą nadprzyrodzoną, której istnienia nie jesteśmy w stanie udowodnić w sposób obiektywny. Do tego podstawowego znaczenia dochodzą jeszcze inne i zdarza się, że pod pojęciem "bóg" rozmawiający ze sobą ludzie rozumieją zupełnie coś innego. Dla jednych jest to "żywa" istota, osoba, jakże często zakodowana w dzieciństwie jako dostojny starzec z brodą zasiadający na tronie w bliżej nieokreślonym niebie. Natomiast dla innych, zwłaszcza współczesnych wierzących erudytów, to z kolei pojęcie boga jest niemal abstrakcyjne, który ma jednak głęboki wpływ na świat rzeczywisty, dysponując mocą zarówno stworzenia jak i zniszczenia swojego dzieła, czyli tzw. świata widzialnego i niewidzialnego.

 / Fot. Marek ChorążewiczOkazuje się, że na podstawie tych samych danych (Pismo Święte), ludzie wyciągają najprzeróżniejsze wnioski, tworząc "nowe konstrukcje" religijne, wzajemnie nazywając siebie sektami. Nawet co do osoby Jezusa są najprzeróżniejsze kontrowersje, nie mówiąc już o roli jego matki czy kultu ogromnej rzeszy świętych. Niektórzy chrześcijanie w związku z tym żartują mówiąc, że jeszcze trochę i matka Jezusa oraz niektórzy święci staną się nowymi bóstwami.

Zadziwiające jest również to, że z ponad 600 różnych nakazów i zakazów biblijnych przeciętny wierzący zna tylko Dekalog. O innych przykazaniach mowy być nie może we współczesnym - bardziej wyedukowanym niż dawniej - świecie.

Dzisiaj Pismo Święte wypada w domu mieć, ale na jego czytanie ze zrozumieniem mało kto ma czas i cierpliwość.

Wielu wierzących jest zupełnie zdezorientowanych tłumaczeniami teologów, mówiących o symbolice i alegoriach biblijnych. Nie wiedzą więc, co jest prawdą, a co przenośnią i według jakiego klucza mają to rozpoznawać?
Nie wszyscy również wiedzą, że czytanie Biblii było źle postrzegane swego czasu przez kościół... A już totalny szok może wywołać fakt, że przepowiednia Jezusa o końcu świata - nie sprawdziła się. Warto zajrzeć do Ewangelii Łukasza. Oto fragment:

"Przykład z drzewa figowego
29 I powiedział im przypowieść: "Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. 30 Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. 31 Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. 32 Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. 33 Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą".

Kilka słów wyjaśnień o pojęciu "wierzenie"

W słowniku języka polskiego czytamy:
► wierzyć, to znaczy:

1. wyznawać jakąś religię;
2. przyjmować coś za prawdę;
3. ufać, że ktoś mówi prawdę, mieć do kogoś zaufanie.

Wierzenie jest zatem pojęciem zróżnicowanym, mogącym występować w różnych kontekstach.
Możemy wyróżnić takie oto kombinacje:
a) wierzenia absolutnie pewne (logiczne aksjomaty);
b) wierzenia, które przyjmujemy za pewne na podstawie dowodów wykazanych metodą naukową;
c) wierzenia uzasadnione (na których prawdziwość wskazuje większość adekwatnych dowodów);
d) wierzenia, które nie mają podstaw do uznania za prawdziwe;
e) wierzenia, które są oparte na podstawach kwalifikujących je jako nieprawdziwe;
f) wierzenia, których fałszywość można wykazać.

Trzy pierwsze nazywamy wiedzą, trzy ostatnie wiarą. Wiara zatem obejmuje wierzenia nie mające zasadnych podstaw (duża dowolność) oraz fałszywe.

Rozważmy taki przykład, który określa się jako błąd logiczny w myśleniu, z łac.określany jako argumentum ad ignorantiam. Fizycy badając materię, stwierdzają, że zachowuje się ona w ściśle określony sposób, ale nie potrafią jednak wyjaśnić skąd się wzięły prawa fizyki lub tzw. stałe kosmiczne?
- Skoro fizycy nie umieją odpowiedzieć na to pytanie, my mamy odpowiedź - mówią wierzący - pochodzą one od Boga, bo wszystko nie dzieje się bez przyczyny.
Czyż Bóg przyczyny mieć nie musi?


Kilka podstawowych terminów, które wypadałoby jeszcze znać

Teizm - utrzymywanie wierzenia w nadnaturalne istoty boskie.

Ateizm - brak wierzenia w nadnaturalne istoty boskie.

Antyteizm - utrzymywanie wierzenia w nieistnienie nadnaturalnych istot boskich.

Ateizm - z gr. znaczy bez boga i odnosi się do braku tego wierzenia.
Agnostycyzm - z gr. bez wiedzy i odnosi się do jej braku. Nie jest więc stanem pośrednim pomiędzy teizmem i ateizmem.

Teista gnostyk: wierzę w prawdziwość twierdzenia o istnieniu boga (bogów) i mam wiedzę o jego (ich) istnieniu.

Teista agnostyk: wierzę w prawdziwość twierdzenia o istnieniu boga (bogów), ale nie mam wiedzy w tym zakresie (jest ona nieosiągalna).

Ateista: nie utrzymuję wierzeń w prawdziwość twierdzeń o istnieniu bogów.

Antyteista agnostyk: wierzę w prawdziwość twierdzenia o nieistnieniu bogów, ale nie mam wiedzy w tym zakresie.

Antyteista gnostyk: wierzę w prawdziwość twierdzenia o nieistnieniu bogów i mam wiedzę o ich nieistnieniu.

Reasumując

Warto zadać sobie trochę trudu i pomyśleć o swoich poglądach, chociażby po to tylko, aby je przypisać do istniejących definicji, bo w tych zawiłościach ludzkiego sposobu myślenia trudno niekiedy się odnaleźć. W dodatku, własnych odczuć wobec Boga, gdy wierzymy, nie można zweryfikować w celu odróżnienia ewentualnego urojenia od stanu faktycznego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (79):

Sortuj komentarze:

Jest takie określenie "Adwokat Diabła". Czy to ma jakiś związek z poniższa dyskusją? Nie, bo adwokatura diabelska tu na szczęście się nie wypowiada. Cenie dyskusje s światopoglądowe, kiedy będzie następny temat p. Marku?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepraszam, ale musiałam zamknąć PC, gdyż jak każda kobieta w świecie jednak patriarchalnym zobowiązana jestem do przesunięcia swojego 'lubianka' na szary koniec licznych obowiązków żony i matki. Niestety, nie mogę sobie pozwolić na wyłączenie się z powodu jakiejś tam dyskusji choćby najbardziej fascynującej, buuu.
Ale już mogę, więc wracam do komentarza pana Grzegorza dzisiaj 13:22

Zatem panie Grzegorzu, nie poddam się zaleceniu: "Proszę czytać uważnie tę historię starożytną", gdyż jestem przekonana, że przyczyną upadku wszystkich cywilizacji była degeneracja elit, w których dominować zaczęła tzw. "arystokracja pasożytnicza" nad "arystokracją umysłową", choć nie podzielam pesymizmu Oswalda Spenglera, a raczej optymizm rodzimego Floriana Znanieckiego ("Upadek cywilizacji zachodniej. Szkic z pogranicza filozofii kultury i socjologii").
Temat jest obszerny i nie da się go zamknąć w takim komentarzu: "Upadek kultur (...) był ściśle związany z upadkiem religii wokół której zostały zbudowane."
Przede wszystkim odniosłam się nie do religii, a do elit; konkretnie do ich DEGENERACJI, na co pan nie był łaskaw zwrócić uwagi.
Nie wszystko kręci się wokół religii, ale każda przemiana zachodzi stopniowo i tej prawidłowości podlegała również postępująca chrystianizacja. Koniec cesarstwa bizantyjskiego, a raczej koniec Romanii lub Cesarstwa Rzymian albo Imperium Greków (różnie nazywano) nastąpił wraz z upadkiem Konstantynopola oraz greckich królestw sukcesyjnych. Z tą datą rozpoczęło się bezwzględne, nad wyraz krwawe wszczepianie chrześcijaństwa w Europie, co nie wpłynęło korzystnie na ówczesną cywilizację. Kościół zagarnął całą wiedzę dla siebie i stał się jedynym przedstawicielem ówczesnej arystokracji umysłowej (aristoi - najlepszy), lecz niestety nie oparł się tworzenia arystokracji pasożytniczej. Cóż... człowiek jest tylko człowiekiem.
A to, o czym pan wspomina, to szczegóły na osobny felieton.

W każdym razie ja mam już zaliczoną świętą księgę chrześcijan ST bardzo dokładnie i wielokrotnie, natomiast NT bardzo pobieżnie, bo czytane na siłę, z wewnętrznym oporem.
Za to obecnie z przyjemnością wertuję stronice Deepaka Choopry pt. "Budda: podróż ku oświeceniu", gdyż Budda jakoś dziwnie jest mi bliższy niźli Jezus Chrystus z NT.
Choćby dlatego bliższy, że powiedział: "Kto mnie widzi, widzi naukę, a kto widzi naukę, widzi mnie".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, weź jeszcze pod uwagę różną objętość środowisk - krążenia wrotnego i krążenia "systemowego". Mniej więcej pięciokrotna różnica objętości, co sprawia, że aby wstrzyknięta domięśniowo insulina zadziałała na wątrobę z mocą równą mocy insuliny wydzielonej przez trzustkę - musi być jej kilkukrotnie więcej. ( mniej więcej, uwzględniając proces "regeneracji"). Ze wszystkimi dodatkowymi efektami "ubocznymi", które są ... no, "ogromne" są ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wybaczcie, ale dalszy udział w tej dyskusji... Chwilowo jest ponad moje siły. Tym bardziej, że postawiłem sobie jeszcze zadanie przetłumaczenia mych najnowszysch wypocin na język ojczysty Feuerbacha i Rohrbacha.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Była kiedyś taka pani minister, która odpowiadała w takich momentach: No comment! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, badanie poziomu insuliny nie jest "standardowe" nie tylko u nas.
Dlaczego? Czyżby dlatego, że okazałoby się, że pacjenci, którym za chwilę będą ją aplikować, mają jej "po dziurki w uszach" ?
Ale przecież "insulinooporność" - zakrzykną.
No właśnie - oporność na coś, czym komórki były atakowane przez lata. Dlaczego się rozwinęła? I antidotum - jeszcze więcej insuliny!
Przecież to jest szaleństwo!

Ja teraz jestem daleki od żartów. Konsekwencją jest przedwczesna śmierć dziesiątek, a będzie - setek milionów ludzi!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, powołują się na naukę, ale wtedy urzędnicy wskazują opinie ekspertów. A ekspert to jak adwokat... działa na rzecz tego, kto go wynajął ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ależ jest - powoływanie się na nią.
Te mechanizmy "demokracji", jak to określiłeś - nie działają. Nie zawsze i, według mnie, wcale nie często - w każdym razie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale to już biznes i polityka... Do tego NFZ... Tu nie ma nic z nauki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgoda, ale znów... mówisz o pionierach. Ja mam na myśli WIEDZĘ, jak najbardziej istniejącą od dziesiątków lat. Kto ją trzyma w "piwnicy" ?

Paradoksalnie, tam gdzie dochodzi do konfliktu interesów, tam prędzej czy później można się spodziewać niezerowego efektu, nie tego, to innego podmiotu.
Ale tam gdzie w grę wchodzi wyeliminowanie interesu, bo... jest niepotrzebny, ba szkodliwy..? A generuje miliardy?

Podam jeden wymowny przykład - insulina. (Poza niekontrolowaną już cukrzycą i typu 1)

W podręczniku przeczytasz: insulina jest niezbędna do wchłaniania glukozy przez komórkę. FAŁSZ doskonale udokumentowany. Nie jest.

Pytanie dodatkowe: dlaczego badanie poziomu insuliny we krwi nie jest badaniem "standardowym"? Ja muszę czekać na niego MIESIĄC!, bo ta moja nieszczęsna próbka wędruje do innego miasta!
Co nie przeszkadza przecież ładować ją w "miliardach" dolarów w organizmy ludzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.