Facebook Google+ Twitter

Wasze rodzinne tradycje i zwyczaje

Są takie chwile spędzone z bliskimi, które wspomina się ze szczególnym sentymentem. Gwiazdkowe prezenty, świeczki na urodzinowym torcie... Ale w wielu rodzinach dzieje się o wiele więcej. Odwiedzała Was na przykład zębowa wróżka?

Jeśli macie takie tradycje, nie będące powszechnym obyczajem, opiszcie je. Podzielcie się z innymi tym, co Wam sprawiało frajdę i co chcielibyście przekazać Waszym dzieciom jeśli już je macie bądź chcielibyście mieć. Ba! Czasem pewne zachowania przejmujemy mimowolnie.

Nie muszą to być wcale rzeczy wymagające szczególnego anturażu. Ja uśmiecham się za każdym razem, gdy przypominam sobie, jak jadąc autem na wakacje, schylamy się pod mostem, pod którym przejeżdżamy. Mówię Wam, warto spróbować, choćby po to, by zobaczyć miny pasażerów z auta obok, patrzących jak cztery osoby naraz biją pokłon. No, gorzej, gdy trasa wiedzie autostradą...



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (33):

Sortuj komentarze:

Ale nie tylko Wigilia. Ja np na Sylwestra kupuję fajerwerki zakładamy że kupiłem 10 sztuk, to wystrzelonych zostaje 9, a ta jedna sztuka cały rok czeka na szafie do kolejnego Sylwestra- taka tradycja, by za rok każdy mógł podziwiać tą sztukę- by wszyscy tego dożyli (niestet nie zawsze się sprawdza)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niebezpiecznie zboczyliśmy z tematu w stronę przesądów... Wracamy!

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i jeszcze koniecznie trzeba powiedzieć o kwestii kociej . a dokładnie czarnego kota .

Ja mam czarnego kota w domu ( a białego tez ) i przebiegającego drogę czarnego kota - wcale sie nie boję ! zawsze sobie wtedy powtarzam kawałek z piosenki .... Gdy ci kot przebiegnie drogę , nie myśl ze to pech .. kot Ci szczęście przynieść może jeśli tylko chcesz ...

Wiec w zadne czarne koty nie wierzę ( a raczej wierzę ze szczęście przynoszą) , natomiast pech - to zdecydowanie TRZYNASTY . trzynastego zawsze cos gubię ( parasole , rękawiczki , pióra , wazne papiery itp.) .
wiem ze istnieje takie pojecie jak samosprawdzająca się zapowiedź - no i właśnie to mam .... ;-))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeszcze słyszałam:
- że jak sól się rozsypie, to będzie kłótnia
- zabicie pająka grozi deszczem lub nieszczęściem ( o właśnie, może tu jest wyjasnienie, dlaczego taki wielki biega po Pradze link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krystyno, podczas burzy to chyba wszędzie sprzęty się odłącza, dla mnie jest to naturalne :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Taaaa... Mikołaj w kapciach wujka zawsze fascynował kilkulatków :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdy byłam bardzo małym dzieckiem (wiek przedszkolny) Św. Mikołaj w grudniu przychodzil do nas dwa razy. 6 grudnia był osobiście, wieczorem, z długą brodą, w kożuchu wywróconym futrem na zewnątrz, z dwoma workami. W jednym worku były prezenty dla grzecznych dzieci, drugi był przeznaczony na niegrzeczne dzieci, które Św. Mikołaj zabierał. Trzeba było powiedzieć pacierz, Św. Mikołaj pytał mamę i babcię, czy dzieci były grzeczne na co obie odpowiadały, że bardzo grzeczne i po wysłuchaniu pacierzy - wręczał nam prezenty. Żeby było bardziej autentycznie - któregoś razu Św. Mikołaj miał w worku niegrzeczne dziecko ( jak się potem okazało, starsze dziecko wypożyczone od sąsiadów - nasz kolega, który potem się śmiał, że Anka i Marek drżącymi głosikami klepali paciorki). Dziwnym trafem - na kilka minut przed wizytą Św. Mikołaja - tata znikał z domu po pretekstem załatwienia czegoś ważnego, wracał po wizycie Św. Mikołaja. Doszliśmy z bratem do wniosku, że to tata przebiera się za Świętego. Aby nam udowodnić, że Św. Mikołaj jest prawdziwy, w następnym roku tata został w domu a tu zapukał Św. Mikołaj. Tym razem była to ciotka, odkryśliśmy to natychmiast i ledwo zachowaliśmy powagę, aby nie narazić się Świętemu i jakoś te prezenty dostać. Wychodząc z domu, Św. Mikołaj zawsze wręczał mamie rózgę, tak na wszelki wypadek. Drugi raz Św. Mikołaj zjawiał się w Wigilię, ale ponieważ bardzo się śpieszył, prezenty kładł pod choinkę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przypomniała mi się geneza jednego rodzinnego powiedzonka: "No i dałam mu tę bułkę!"

Jedna z ciotek opowiadała przy jakiejś rodzinnej imprezie o koledze z pracy, który przyszedł głodny i coś marudził o kanapkę. Jak to przy rodzinnej imprezie - wszyscy rozmawiali, niektórzy nawet symultanicznie i biedna ciotka utknęła z opowieścią. Roztrząsano przez dłuższą chwilę różne inne tematy, potem wjechały ciasta i kawa, wszyscy nieco ucichli, bo pyski pozapychane łakociami. I po kilkunastu minutach ciotka wyłapała chwilę ciszy i wypaliła: "No i dałam mu tę bułkę!"

Jako że podobna, imprezowa sytuacja powtarza się co jakiś czas, to i nieszczęsna bułka nie daje o sobie zapomnieć :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

U nas w Świętokrzyskiem jak jest burza z piorunami to wszyscy odłączają sprzęty gospodarstwa domowego z sieci elektrycznej. W pierwszej kolejności zawsze odłączane są telewizory. Taka tradycja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O zębowej wróżce to ja dopiero przeczytałam :P
Z tym chlebem też nie ma u mnie żadnych tradycji, ale np. ważne jest, by zawiesić co roku jemiołę gdzieś w mieszkaniu, by nosić łuskę (łuski raczej) karpia w portfelu, by przysiąść, kiedy się po coś wraca. Z tych mniej powszechnych tradycji... hmmm... Jeszcze jak mieszkaliśmy wszyscy razem to w Wigilię często niektórzy czekali do nocy, żeby zjeść, np. sałatkę, bo w Wigilię nie można :P Jak mi się coś przypomni, to dopiszę ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.