Facebook Google+ Twitter

Wbrew Trendom na Festiwalu Kabaretu w Zielonej Górze

Trzeci dzień Festiwalu Kabaretu już za nami. Tym razem wystąpili: Kabaret Napad, Stado Umtata i Artur Andrus. Po części oficjalnej wybrałem się na Kabaretowe Karaoke do kolebki zielonogórskich kabaretów – studenckiego klubu "Gęba".

W auli Uniwersytetu Zielonogórskiego jako pierwszy zaprezentował się warszawski kabaret Stado Umtata w składzie Agata Biłas i Krzysztof Kulpiszewski. Stado tworzą dwie osoby, płci przeciwnej z podobnym względem siebie poczuciem humoru. W programie „Babeczki i Barany” udowodnili, że z kobietą nie da się rozmawiać. Nawet milczenie bywa niebezpieczne i może doprowadzić do histerii płci pięknej. Krucha blondynka i przystojny okularnik w ciekawych kostiumach zaserwowali publiczności bardzo udany spektakl, w którym młodzi artyści postawili na własne umiejętności sceniczne i momentami wokalne. Lekki dowcip wyśmiewał przesadny intelektualizm i pseudokulturę. Publiczność gorącymi brawami nagrodziła doskonały skecz opowiadający historię młodego wynalazcy, który stworzył... przenośne miejsce parkingowe. Zaciekawił mnie dynamizm słów i gestów na scenie, przewrotność akcji i trudna do przewidzenia fabuła skeczu, którą widzowie przyjęli z niekłamanym entuzjazmem.

Przyszedł czas na Kabaret Napad.W programie festiwalu pod jego nazwą napisano: "Kabaret Napad nie posiada programu..." Bardzo trafne stwierdzenie. Pięcioro artystów płci jednakiej, powszechnie uważanej za brzydką, zaprezentowało skecze słowno-muzyczne, które co prawda spodobały się publiczności, ale napadów śmiechu (nie licząc jednej osoby spośród publiczności) nie było. Jedynym skeczem, który został przez grupę dopracowany w najdrobniejszych szczegółach był "Czerpacze Papieru". A w nim... marzenie mężczyzny o tym, że chciałby zostać bobrem. Dlaczego? Może sami kiedyś będziecie mieli okazje się przekonać. Utrzymany w lekko musicalowym klimacie skecz szczerze spodobał sie publiczności i właśnie za niego artyści otrzymali gromkie brawa.
Artur Andrus; Wikimedia Commons, http://pl.wikipedia.org/wiki/Grafika:Artur_Andrus2.jpg / Fot. Sławek; licencja CC
Tak naprawdę piątkowy wieczór należał do wyjadacza kabaretowej sceny – Artura Andrusa i jego ZUS-u, czyli Zakładu Usług Satyrycznych. Na początku artysta zaprezentował nam kilka gadżetów ze swojej rozśmieszającej kolekcji, w której znalazło się również opakowanie papieru toaletowego z napisem: „Toilet Paper Professional” oraz rosyjskiej tłumaczenie piosenek The Rolling Stones. Artysta opowiadał też anegdoty i prezentował skecze liryczno – muzyczne. Podkreślał, że najlepsze żarty pisze samo życie (nie mylić z serialem). Trudno określić co rozśmieszyło nas najbardziej, gdyż artysta ten wytworzył wokół siebie taką atmosferę, że cokolwiek by nie powiedział, wszystko nas śmieszyło. Najlepsza w jego programie była namacalność jego dowcipów "z życia wziętych". Artur Andrus pokazał, że śmiać można się z kartki, na której napisano "Proszę nie przywiązywać psów do biblioteki" i tym podobnych smaczków codziennej z pozoru szarej rzeczywistości. Po jego występie wielu z nas będzie sie jej zapewne baczniej przyglądać. Redaktor radiowej Trójki zyskał sobie ogromną sympatię publiczności i loży ekspertów, którą uważnie obserwowałem podczas całej piątkowej gali. Nie widziałem natomiast reakcji kapituły statuetki... siedziała za daleko (kapituła, a nie statuetka)

Po zakończonej gali część kabareciarzy i publiczności przeniosła sie do kolebki zielonogórskich kabaretów – studenckiego klubu "Gęba". Odbywało się tam Kabaretowe Karaoke. Tekst wyświetlany był na prześcieradle, a na scenie pojawili się kabareciarze, ale oczywiście wyświetlanych skeczy nie znali. "Gęba" pękała w szwach, a rzutnik nie rozróżniał kolorów tekstów, więc artyści momentami nie wiedzieli, która kwestia należy do kogo. Mieliśmy okazję usłyszeć dialog w chińskiej restauracji, przyjrzeć się wizycie u lekarza i zobaczyć jak wygląda realizacja scenariuszy do filmów porno. Publiczność miała do wyboru 27 skeczy, z czego kilka udało się zrealizować. W jednym z nich wystąpił też sam Władysław Sikora, którego znawcom kabaretu przedstawiać nie trzeba, a pozostali personalia owego mogą wpisać do internetowej wyszukiwarki. Śmieszyły nie tyle same skecze, lecz pomyłki artystów, interpretacja czytanego przez nich tekstów lub..... deklamowanie didaskaliów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

+ fajna relacja :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie udało się... aparat ciągle szwankuje

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartek, nie udało się żadnych zdjęć zrobić?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.