Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

174972 miejsce

Wchodzę w ciemno. Pierwsza, która odeszła

Zobaczyłem go, jak stał w bramie mojego teatru i przecierał białą chusteczką wilgotne od deszczu okulary krótkowidza. Robił to machinalnie, całą uwagę skupiając na obserwacji długiego korytarza, który z prawej kończył się schodami wiodącymi za kulisy.

Miał siedemdziesiąt, może więcej lat. Długo patrzył tam, gdzie Ona zniknęła. Zawsze Ją odprowadzał na każdy wieczorny spektakl i zawsze czekał, kiedy kończyła swoją rolę. Starszy pan – smukły cień. Wyminąłem go, pędem rzuciłem się w kierunku schodów. Przeskoczyłem pięć, sześć pierwszych stopni i wtedy zobaczyłem… Jej postać. Stała wyżej, odwrócona do mnie tyłem. Oparta o poręcz, z wysoko uniesioną głową. Odpoczywała. Ubrana była w piękne, sięgające kostek futro.

Poczułem, jak przez charakterystyczny dla tego miejsca, przykry zapach szczurów i wilgoci przebija się woń wspaniałych perfum. Wolnym krokiem ruszyła. Ja także, tyle że tym razem w rytmie, który mi narzuciła.
Przeszliśmy może trzy, może cztery stopnie – nieważne. Przeszliśmy wystarczająco dużo, abym – patrząc z dołu na jej wspaniałą postać – wyobraził sobie, że jestem giermkiem kornie stąpającym za królową.

Gdy stawała, stawałem. Kiedy szła, to i ja szedłem. W pewnym momencie przystanęła, odwróciła się do mnie i uśmiechnęła bez słowa. Pomyślałem z drżeniem serca, że teraz (ciągle w jej rytmie) powinienem zbliżyć się.
Gdy stanąłem obok niej, fioletową ręką – ciepłą mimo rękawiczki – dotknęła mojej twarzy.

A potem tym fioletem zasłoniła usta. Tak jakby chciała uwięzić jakieś słowo. Może skargę. I jeszcze jeden uśmiech. A po nim już zdanie, wypowiedziane z autoironią i szczyptą niedowierzania: „Biegnij, stara już jestem”.
Ta piękna pani, o wyraźnym zarysie pełnych ust, z gęstwą wspaniałych włosów na głowie, błyszczącymi oczyma, ta wielka aktorka była już… bardzo stara.

Jednak do końca pozostała kobietą. Słyszysz, Drogi Czytelniku? Przez całe życie, od początku do końca, przede wszystkim… kobietą. A ja wtedy byłem dwudziestoczteroletnim chłopcem. Stałem, patrzyłem i wiedziałem, że do końca życia nie potrafię wymazać z pamięci wspaniałego obrazu – Zofii Jaroszewskiej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

+ za zatrzymanie w pamięci trochę dramatycznej i jednocześnie pięknej ulotnej chwili oraz przy pomocy słów wyświetlenie jej innym. Wyprostowana sylwetka, wysoko uniesiona głowa bez sława skargi, futro i dobre perfumy... biegnijcie następne pokolenia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

piękno świeci zawsze jasnym blaskiem, nawet gdy zewnętrzna powłoka się zużywa i przestaje być atrakcyjna , to i tak pozostaje to coś ten czar i urok i ta kobieta;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.