Facebook Google+ Twitter

Wchodzę w ciemno. Pocałunek bobra

Jeszcze raz - "Art Hotel" we Wrocławiu. Kiedyś, w jakąś zimę minioną, mieszkałem w nim tygodniami, bo kręcony był film "Fundacja". Grałem jakiegoś Mietka.

Zatem tamta zima za mną, teraz ta wiosna. We Wrocławiu, który w myślach nazywam zawsze - Miastem Aniołów. I w Bolesławcu. Zwłaszcza w Bolesławcu, gdzie dziwnym zrządzeniem losu bzy kwitną najwcześniej i najpiękniej. Maj - swoim zwyczajem - odbiera starym resztkę ochoty na sen. Budzę się rano.

I od razu spojrzenie na bez, na dwie gałązki podarowanego mi wczoraj - bzu.
- Lubię pana Jana jak bez. A bez - bardzo lubię - powiedział kiedyś pan Piotr. O mnie. Potem odszedł i dotąd nie wraca. Znajomi twierdzą, że od dziesięciu lat. Stary, kochany - pan Piotr.
Do dziś, łakomy kąsek dla wspomnień i wzruszeń przyjaciół. W okrągłą rocznicę Jego śmierci, pomyślałem podarować Mu kompletną niepamięć.

Szło mi dobrze, aż do momentu dzisiejszego przebudzenia. Gdy rozczuliłem się na widok dwóch gałązek bzu - proszę Pana. Bo ja odwrotnie: - Lubię bez jak Pana. A Pana - bardzo lubiłem.
Biały pokój z białą pościelą, biała kartka, obrusy białe, białe słońce za oknem cedzone przez białą firankę, biała filiżanka z kawą białą. Wszechobecna zawiesina wiosennej bieli i tylko czarny atrament.

Może przez ten ćmiący ból dolnej trójki, usuniętej jakiś czas temu ręką doktora Długosza na Podgórzu? Krwawiące, pocerowane nitką miejsce na dziąśle? Do dziś, świeżo obolałe. Ale do zapomnienia, gdyby nie ów nieszczęsny incydent: W Bolesławcu dopada mnie - wlokącego się z bzem w ręku - grupa żeńskiej młodzieży, pachnącej kwaśnym zapachem matury. Dopada i proponuje wspólne zdjęcie. Udaję zdziwienie, potem radość i pokornie pozuję. Najodważniejsza z maturzystek - czarnooka, czarnowłosa, czarnobrewa i nieludzko białozębna - pyta, czy może mnie pocałować.
Ulegam ze smutkiem, bo w pewnym wieku to także zaszczyt. Niestety.
Śliczna bolesławianka rzuca mi się z piskiem na szyję i miażdży pocałunkiem. Zapadam się w otchłań.

Bez najmniejszej wprawy, po paru piwach, może też pod wpływem lekkiego potknięcia, pocałunek maturzystki zamiast motylo wylądować na ustach, całym hektarem - twardych jak u bobra - zębów wali z ogromnym impetem w moje niezagojone miejsce - po wyrwanej trójce. Wyję!

www.gk.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.