Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

176998 miejsce

Wchodzę w ciemno. Pomyłka stulecia

Pewien wybitny aktor, przed wyjściem na scenę, zapomniał nagle początku swojej kwestii. Zagadał się w kulisach z drugim wybitnym aktorem i nagle ta - przerażająca dziura w pamięci.

Pewien, spojrzał błagalnie w oczy drugiemu i z rozpaczą wyszeptał:
- Wiktor, co ja mam mówić?
- Powiedz…. „Dzień dobry!”
Pewien, wszedł w środku aktu na scenę przebrany za Króla Lira i najpoważniej w świecie powitał zdumioną widownię, gromkim- „Dzień dobry!”. Po czym zemdlał. Fakt.

W naszym środowisku anegdoty dotyczące zapominania, przejęzyczania, czy innych omyłek można mnożyć w dziesiątki. Cytujemy je najczęściej z rozbawieniem, ale także - ze zgrozą. Grozą - na ten przykład - powiało pierwszego czerwca tego roku, kiedy to w obecności setek tysięcy ludzi zgromadzonych na Krakowskim rynku i wielomilionowej rzeszy telewidzów, walnąłem do mikrofonu, że Karol Wojtyła zmarł w…. 1905 roku. Grobowym głosem podałem nazwisko papieża, zrobiłem stosowną pauzę, na koniec zaś - całkiem nieświadomie- uśmierciłem naszego ukochanego Ojca Świętego - grubo przed Jego urodzeniem. I co? I…. nic.

Brawa dla całego zespołu wykonawców, bisy, poczucie dobrze spełnionego obowiązku, lekki spacer do pobliskiego bistra w celu spełnienia zasłużonego (jak się zdawało) kufelka. Po drodze, smukła wiolonczelistka prosi o wspólne zdjęcie. W trakcie przytulenia- szepcze: Panie Janie, Pan pomylił datę śmierci papieża o całe sto lat. Nogi się pode mną ugięły, bo… nawet tego nie zauważyłem. Boże! Żebym chociaż pomylił się o sto lat do przodu- pół biedy. Do przodu mogłoby oznaczać, że podświadomie tęsknię za tym, aby Ojciec Święty był z nami jeszcze- cały wiek. Ale do tyłu? Aż strach pomyśleć, co może oznaczać- do tyłu!

Jedynym pocieszeniem jest fakt, że papież był wcześniej aktorem i w „Rapsodycznym” na pewno zdarzały mu się potknięcia. Liczę także na poczucie humoru, które (mam nadzieję) nie opuszcza Go- także w niebie. Ale to są tylko próby ratowania sytuacji, w istocie beznadziejne. Od tamtej tragicznej wpadki minęło wiele dni. Dziś siedzę w moim kujawskim domu nad jeziorem, patrzę na kwiaty zdobiące parapet okna i z nieomylnym instynktem zahaczam okiem o doniczkę, w której zadomowiła się roślinka zwana przez miejscowych- „cierniową koroną”.
Moje samopoczucie sięga dna.

A może by tak, z tych gałązek uwić stosowny krążek i nasadzić go (w ramach pokuty) na ten durny, stary łeb?- myślę. Ale zaraz…. wśród kolców dostrzegam przecież delikatny kwiatek skryty pod liściem. Jeden. Wczoraj go nie było. Już wiem. Ojciec Święty uśmiechnął się. A po Nim- ja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.