Facebook Google+ Twitter

Wchodzę w ciemno. Śmierć moich bajek

Ubogi świat tamtych bajek: dwa rowery na całą ulicę, szmacianka zamiast piłki, kryształkowe radyjko, telefon zrobiony z dwóch pudełek połączonych sznurkiem. Rozmowy na wysokościach dwóch kasztanów – wieńczących aleje cmentarza.

W cmentarnym kącie, porośnięte chwastami kwatery samobójców – budzące lęk. Potańcówki u Włodka Zimeckiego, przy muzyce granej… na grzebieniu. Wieczorne opowiadania o duchach, skończonej dopiero co wojnie. Marzenia o pełnym brzuchu i butach – nie do zdarcia.
Własnoręcznie produkowane łódki, wędki, łyżwy, narty, łuki i proce. Balie napełnione wodą, w której starcy – kaszląc – śledzili podniebne loty gołębi. Cieczki suk – oszalałych dwa razy do roku. Psy wchodzące po drabinach w poszukiwaniu zapachu. Okonie łapane w przetak, szczupaki chwytane na oczko, pstrągi wyciągane ręką spod korzeni wrośniętej w brzeg rzeki leszczyny.

Długie lata, ostre zimy, skrzypiący śnieg w drodze na pasterkę, marcowe kąpiele, bierzmowania, pogarda do dziewcząt. Nad kozą w stajence nędzna antresola ze słomą, gdzie rodził się chłopięcy bunt przeciw komunistom. Hasło „Śmierć Stalinowi! ” – wypisane na płytach chodników. Kradzież śliwek w ogrodzie księdza, spowiedź w kościele.
Cały dzień zajęty. A wieczorem? W ciemnym pokoju, łóżko dzielone czasem z Tadkiem Paszyńskim, który w zamian za opowiadanie bajek, kazał drapać się… po plecach.
- „W stronę burzy, przy błyskawicach, zbójcy przedzierali się przez gęsty las” – bajał.
- „Szli jedną noc, szli drugą noc, szli trzecią noc, szli czwartą noc, szli piątą noc, szli szóstą noc… — kontynuował Tadek — sennie zmierzając do setki. Wtedy ja boleśnie szczypałem go w plecy i błagałem:
- Dalej Tadziu, dalej!
- „Herszt bandy krzyknął – stop! Zobaczcie zbójcy, przez polanę przebiega wielki czarny wilk! Za nim… drugi wilk… trzeci wilk… czwarty wilk… piąty wilk… szósty wilk… ”.
- I co dalej Tadziu? Co dalej?!
Nie odpowiedział. Zasnął.

Teraz upalny czerwiec 2007 roku w Kowalu. Jego pogrzeb. Przeżył 77 lat. Dwie siekierki – jak powiadają. Przed grobem, na ławeczce, siedzi Janka – żona Tadka. Patrzy zamyślona i z cichą pretensją szepcze:
- Przecież on tam nie ma czym oddychać.
Zmarł. Usnął. Z niedokończoną bajką na ustach.
Jak kiedyś – każdy z nas.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

pięknie napisane Panie Janie Nowicki :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Hehe a ja nie wiedziałem, że Pan pisze dla Wiadomosci24 :-). Widzieliśmy się na dzisiejszym Cinemagic.pl :-). Robiłem Panu zdjęcia cyfrówką :-D.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.