Facebook Google+ Twitter

"Wcisnąć elektrownie jądrowe Zulusom i Polakom!"

Wiele słyszymy o energetyce jądrowej i perspektywach. Poprosiłam prof. Mirosława Dakowskiego, aby ocenił dyskurs medialny nt. propozycji rozwoju energetyki jądrowej w Polsce. Oto wypowiedź eksperta.

"22 marca w TVP1 po godzinie 22 wyemitowano kolejny program pt. "Mam inne zdanie”. Tego rodzaju show zasadniczo nie oglądam, ale tym razem skłonili mnie do tego przyjaciele, bo tematem była energetyka jądrowa w Polsce.

Cierpiałem - dwóch młodych, nieobytych, za to bezczelnych redaktorów przekrzykiwało się z paroma osobami, zaproszonymi w charakterze ekspertów. Wrzask, jednoczesne gadanie, nawet czterech osób naraz... Widz nie mógł nikogo zrozumieć. Już za samo niepanowanie nad programem ci redaktorzy w mojej ocenie powinni zostać zwolnieni z telewizji publicznej w trybie natychmiastowym.

A meritum: w czasie, gdy w Japonii od 10 dni w sposób niekontrolowany wybuchają (wodór!) kolejne reaktory zniszczone na skutek trzęsienia ziemi oraz tsunami, zdecydowano się w TV na debatę o zaletach energetyki jądrowej w Polsce. Sam pomysł jest porażającą hucpą.

Nad Polskę dotrą resztki radioaktywnej chmury z japońskiej elektrowni

Potwierdził to przebieg wypowiedzi (dyskusji, do jakiej przywykliśmy wśród ludzi kulturalnych nie było). Brylował prof. Łukasz Turski, co prawda fizyk, ale taki, który "zajmuje się m.in. dynamiką procesów wiązania się cząsteczek i atomów na powierzchni kryształów i procesami dyfuzji kolektywnej na powierzchni kryształów” (z Wikipedii).

O energetyce jądrowej prof. Turski ma więc, jak sądzę, pojęcie porównywalne z wiedzą premiera Donalda Tuska. Rzucił on argument(?), że energetyka jądrowa jest najbezpieczniejsza oraz pokazał (na przygotowanym przezroczu), ile to ton uranu uwalnia się przy spalaniu milionów ton węgla.

Czy elektrownia jądrowa w Polsce będzie jedynie złym snem?

Prof. Turski zapomniał jednak o tym, że ten uran tak przed, jak i po spaleniu węgla pozostaje rozproszony w ziemi. Przed - w głębi, a po - w hałdach popiołu. Nikomu to nie szkodzi. A radioaktywne jod, stront, cez itp., uwalniające się podczas katastrof czy awarii w elektrowniach jądrowych, unoszą się z powietrzem na duże odległości.

Rozumowanie to można by porównać do wyliczeń, ile milionów (może miliardów?) ton złota jest w oceanach. Czyli - jak jesteśmy bogaci. Złoto jest w wodzie, uran w ziemi, z obu tych faktów dla człowieka nie wynika absolutnie nic. Nie wynika materialnie, bo przytaczanie takich argumentów przez dyżurnego eksperta-profesora - laików ogłupia. Widocznie o to chodzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

7308
  • 7308
  • 29.03.2011 10:13

Człowiek wobec szatańskiej siły atomu jest bezsilny i nie trzeba otwierać puszki pandory, bo nieszczęsia jakie on przynosi są nieobliczalne i długowieczne.

Komentarz został ukrytyrozwiń
KONTAKT UFO
  • KONTAKT UFO
  • 27.03.2011 22:24

mamy loobystow atomowych spojrz na Japonie ,Czaenobyl,w 23 kwietnia 2003 r.wplynal patent w Kanadzie z budowany silnik pracujacy na energie magnetycznom-naturalnom z wbudowanom stalom transmisjom, laczys z elektr.wytwarz. pradau masz elektryczosc silnik jest przenosny poruszac moze tez turbiny elektr.dla miast bez paliwa bez spalin,mozesz budowac 100%auta elektr. niezalezny w100% od energi-dostawcy z zewnatrz, mozesz produkowac silnik jest 1oo%mech,kazda firma mechaniczna moze produkowac masz kontakt(marekzak13@gmail.com) tylko polska,masz firme mechanicznom.Wkwietniu zameldawany patent zniknol we wrzesniu w Europ.patent,in Monachium tego samego roku prawa wszystkie sa w posiadaniu wynalazcy,wsystko jest gotowe do produkcji z detalami,to jest ekologiczna-energia 100%

Komentarz został ukrytyrozwiń

To widzę pani Beato, że mamy równie ekologiczne podejście do tematu.
Zielona energia, to alternatywa dla kończących się zasobów paliw kopalnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Romanie, nie mam wątpliwości, że warto znaleść szereg innych rozwiązań, ale nie energię atomową.
Pozdrawiam:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Moniko, też miałam i mam takie wątpliwości..:)
Cieszę się, że je rozwiał prof. Dakowski:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

3-c.d/

"Mamy ogromny areał ziem nadających się pod uprawę rzepaku. Mamy technologie tłoczenia oleju rzepakowego na zimno. Dają one wysokowartościowe wytłoki (makuchy) o dużej zawartości białka i do 10% zawartości tłuszczu. Mamy już od 5-8 lat sprawdzone technologie trans-estryfikacji oleju rzepakowego do paliwa nadającego się bezpośrednio do wszelkich silników diesla (ciągniki, samochody, silniki stacjonarne) oraz na smary. Technologie opracowane i wypróbowane w Polsce zapewniają tanią i bezpieczną produkcję paliwa dobrej jakości. Jednocześnie dają wytłoki, słomę do kotłów C.O. i frakcję glicerynową. Trans-estryfikacja następuje tu powoli, w odstojnikach. W międzyczasie powstały technologie ciągłe, w których sedymentację po estryfikacji zastępuje szybki, dynamiczny proces ciągły. Wydajność procesu rośnie znacznie, możliwe są małe gabarytowo agrorafinerie o wydajności 3-10 tys. ton rocznie.

Niestety ogromne wysiłki ludzi nauki i techniki usiłujących uruchomić te technologie na wielką skalę, okazały się bezskuteczne. Na przeszkodzie stanęła biurokracja, szczególnie fiskalna (VAT-y, pity i akcyzy) oraz patologiczne związki między grupami utrzymującymi się u władzy a grupami finansowymi o wątpliwym pochodzeniu. Wystarczy zacytować tytuły rozdziałów projektu ustawy o biopaliwach, przekazanej do senatu, a potem zawetowanej przez prezydenta RP: Zezwolenia, Limity, Ceny minimalne i umowy kontraktacji, Komisja Porozumiewawcza d/s..., Wytwarzanie i obrót („Minister określi, w drodze rozporządzenia, jednostki certyfikujące, upoważnione...”, „...przekazują do 20 dnia miesiąca sprawozdania kwartalne... ministrowi właściwemu” itp.), Przepisy karne. Wszystko to jak z koszmarnego snu o komunistycznej biurokracji. Cel oczywisty – utrzymanie produkcji biopaliw w ryzach zakazów/nakazów, czyli utrwalenie monopolu neoobszarników i „kreowanie miejsc pracy” dla spokrewnionej biurokracji.

Z drugiej strony na przeszkodzie stanęły interesy lobby paliw importowanych. Prezydent zawetował tę ułomną ustawę. Przy okazji w TV i prasie usłyszeliśmy i przeczytaliśmy setki alarmów na temat „szkodliwości” biopaliw dla silników i o ogromnych kosztach tych paliw. To zastraszanie stoi w sprzeczności z wynikami poważnych badań laboratoryjnych w Polsce oraz z praktyką krajów rozwiniętych. Nowa wersja ustawy nie eliminuje powyższych wad. Celem ustawy powinno być jak najdalej idące ułatwianie produkcji i dystrybucji bio-estrów oraz alkoholi do celów transportowych. Tymczasem koszty dotychczasowej blokady sytuacji ponoszą rolnicy, producenci i użytkownicy energii, a także użytkownicy pojazdów – szerzej: cała gospodarka.

Jak przeciwstawić się tym patologiom? Czy przy tak mocnych i bezwzględnych przeciwnikach rolnicy i użytkownicy mogą wygrać? Tak, mogą. Konieczne jest budowanie wielu niedużych agrorafinerii. Praca dla siebie, dla swoich ciągników, swoich krów czy świń pozwoli na uniknięcie niejasności przepisów oraz obciążeń podatkowych. Umożliwi to uzyskanie paliwa po koszcie ok. 1,5 zł/litr. I zapewni środki na zatrudnienie technologów utrzymujących stałą i wysoką jakość paliwa. Resztę zostawmy rynkowi. Ale jego mechanizmy zadziałają jedynie wtedy, gdy agrorafinerii będzie dużo, co najmniej setki. Program taki ustabilizuje również areał uprawy rzepaku, usunie więc niepewności rolników co do popytu. Da sporo miejsc pracy na styku rolnictwa i przetwórstwa rolnego oraz własne nośniki energii dla transportu i ogrzewania wsi.

Prof. Mirosław Dakowski
Źródło:
www.obywatel.org

Komentarz został ukrytyrozwiń

cd

Ok. 1988 r. zaprojektowano i wypróbowano pierwsze udane kotły C.O. na paliwa niskokaloryczne (biomasę w różnej postaci). Kotły takie mają wielką sprawność (do 93%), mimo że pali się w nich „śmieciami”.
Produkuje je już co najmniej osiem poważnych firm i kilkanaście warsztatów pozafiskalnych. Zacięta i realna konkurencja między nimi powoduje, że ceny nie rosną od co najmniej dwóch lat, a zyski producenta zachowywane są poprzez stałe ulepszenia konstrukcji i obniżkę masy kotłów.

O wielkim zapotrzebowaniu rynku na tanie i proste konstrukcje świadczy m.in. fakt, że kilka ze znanych mi firm powiększa od paru lat swą produkcję o 80% co roku, mimo nadmiernego obciążenia fiskalnego, recesji itp. Oferta kotłów typu szeregowego obejmuje moce od 10 kW do 700 kW. Najczęściej sprzedawane są kotły o mocach 17 i 20 kW.

Cena kotła dla domku o pow. 100-200 m2 wynosi ok. 1300-2000 zł. W porównaniu z gazem, zwrot tej inwestycji następuje po połowie sezonu grzewczego!

Sumaryczną ilość kotłów zbudowanych w ostatnich dziesięciu latach w firmach płacących podatki oceniam na 190 tys. szt. Poprawką było uwzględnienie produkcji firm „krzak” (pozafiskalnych) lub pojedynczych ślusarzy czy majsterkowiczów, którzy spawają kotły „na czarno”.

Ocena ilości tych kotłów wynosi 25% ilości kotłów firmowych. Poprawka na kotły „nielegalne” podnosi więc całkowitą ilość na ok. 240 tys. szt. Trwałość (technologiczną i związaną z modą) kotłów oceniam na 10 lat. Oszacowana moc całkowita kotłów C.O. wynosi 6 +- 1,5 GW. J
jest to zatem odpowiednik sześciu dużych reaktorów jądrowych (np. WWR 1000), za które zapłacilibyśmy po ok. 1 miliard dolarów za każdy, a drugie tyle w formie odsetek.

Jest już w Polsce ponad setka firm produkujących dobre kotły na biomasę. Pomniejszych warsztatów jest o wiele więcej, ich ilość jest płynna. Ta płynność jest często związana z ucieczką przed fiskusem. Istnieje też już co najmniej kilkadziesiąt firm produkujących brykiety i pellety ze słomy i odpadów drewna. Niestety – zbyt na razie wysokie ceny produktu (rzędu 180-200 zł/tona) są przyczyną wolniejszego wzrostu tej gałęzi obróbki biomasy. Regiony, które w znacznym stopniu zrezygnowały z zakupu drogich nośników energii kopalnych i grzeją się „energią własną”, to Bieszczady, rzeszowskie, duża część Podhala, białostockie i Podlasie, Pomorze, duże obszary Śląska.

Ilości biomasy nadającej się do celów energetycznych produkowanej corocznie w Polsce ocenia się na ok. 30 milionów tce (tons of coal equivalent). Jest to ilość zapewniająca niezawisłość energetyczną wsi.

Jak ten sukces biomasy stałej przenieść na inne rodzaje energii odnawialnych? W latach 70. i 80. co światlejsi przedstawiciele „partii i rządu” nakazywali budowę biogazowni. Padły one po paru latach z powodu dwóch czynników: a) były „państwowe”, czyli niczyje, oraz b) były za duże, związane z eksperymentami bezściółkowej hodowli bydła. Obecnie ogromna ilość biomasy (trawy, liście, gałązki, ścieki bytowe itp.) traktowana jest jako „odpad” czy „śmieci”. Część – suche badyle na łąkach, nieużytkach i przy drogach, jest z uporem idioty wypalana na przedwiośniu, powodując pożary, niszczenie korzeni oraz owadów itp.

Gdy inżynier z fantazją zaprojektuje szczelny, lekki i tani reaktor biogazowy dla wsi lub dla grupy domów, wylansujemy ten model tak, jak wylansowaliśmy kotły „Żubr” i podobne. Może choć wtedy pomogą „publiczne” radio i TV. A widok płomienia „własnego gazu” w kuchence przekona nawet najzaciętszego kretyna („wypalacza łąk”) do zgrabienia badyli i wykorzystania z pożytkiem. Dla uruchomienia lawiny najważniejsza jest prostota i taniość urządzenia i obsługi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Pana Romana:
1-Energia odnawialna? proszę, ale mam obawy, czy zrozumie pan text- próbuje-raz kozie smierć:
"Jeszcze przed kilkunastoma laty jako paliwa do ogrzewania na wsi używało się węgla lub drewna. Dopiero niedawno wciśnięto jej mieszkańcom drogie surowce: gaz i olej opałowy. Jeśli paliwem była biomasa, to do grzania służyły piece kaflowe i kuchnie (sprawność ok. 20%), „kozy” oraz kotły C.O. o sprawności ok. 45%. Obecnie ilość nowoczesnych kotłów na paliwo nisko-kaloryczne o sprawności ponad 85% przekracza 240 tys. szt., a moc zainstalowana wynosi ponad 6 GW. Ilość firm produkujących oficjalnie takie kotły przekroczyła setkę. Znamy już całe regiony wiejskie, które „podziękowały” za zbyt drogie paliwa kopalne. Ten sukces możliwy był dzięki taniości nowych, wysoko-sprawnych technologii oraz ogromnemu rozproszeniu produkcji kotłów. Mamy też kotłownie na biomasę, lecz tu kontratak lobby paliw kopalnych jest groźny i na razie dość skuteczny.

Ten sukces „biomasy stałej” jest ogromnym kontrastem w porównaniu z sytuacją biopaliw ciekłych, gdzie rozwój blokowany jest nie przez brak technologii (mamy bowiem doskonałe, znane od kilkunastu lat technologie), ani wysokie koszty, lecz przez brutalną konkurencję między nowobogackimi „obszarnikami” a lobbies paliwowymi. Dzieje się to kosztem użytkownika i polskiej gospodarki. W dziedzinie biogazu Polska nie poszła drogą Chin, gdzie władza wylansowała (czy wymusiła) budowę milionów prostych biogazowni. W tych dziedzinach proponujemy sprawdzoną w Polsce „ścieżkę kotłów” – ewolucję od dołu.

O energiach odnawialnych mówi się w Polsce wiele i od dawna. Ale robi mniej. Główne argumenty „za” to:

- ciągły wzrost cen nośników kopalnych – importowanych i rodzimych – przy coraz bardziej monopolistycznych tendencjach kontroli i podwyższania tych cen,
-potrzeba zwiększenia konkurencyjności w porównaniu z krajami OECD (obniżenie kosztów produkcji),
- potrzeba zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska,
-w aspekcie integracji z Unią Europejską – nadzieje na jakieś „pieniądze unijne”,
- potrzeba przeciwdziałania ubożeniu rolników.

Biomasa dzieli się na stałą, ciekłą i biogaz. Do energii odnawialnych zaliczamy głównie geotermię, wiatr, małe elektrownie wodne, kolektory słoneczne. Na promocje tych nośników poszły spore pieniądze. A tymczasem w roku 2001 aż 94% energii odnawialnej (w postaci ciepła) w Polsce pochodziło z kotłowni i kotłów na drewno/słomę. Prawie cała reszta (ok. 5%) – z elektrociepłowni na odnawialne odpady przemysłowe. Czemu inne rodzaje energii odnawialnych ciągle jeszcze mają znaczenie marginalne?


Niedawno Komitet ds. Gospodarki Energetycznej NOT wysłuchał referatu „Stan ciepłownictwa polskiego”, który wygłosił prezes Izby Gospodarczej „Ciepłownictwo Polskie”. Po wystąpieniu Prezesa, pełnym danych i wskaźników, jeden z ekspertów zapytał, kiedy i jak Izba przewiduje obniżenie cen ciepła o np. 25%, wobec niemożności zapłacenia za zbyt drogie ciepło przez dużą część mieszkańców miast. Pytanie wywołało niechętną i zażenowaną odpowiedź na temat sposobów zmuszenia klientów do płacenia za „pobrane ciepło”. Moja uwaga, że duża część miasteczek i przedmieść zrezygnowała z ciepła „centralnego” na rzecz ciepła tańszego nie o 25%, lecz dwu lub trzykrotnie (sic!), uzyskiwanego z biomasy poprzez kotły i kotłownie o sprawności 85-93% – wywołała uśmiech i sprostowania, bo przecież „ciepło” to centralna ciepłownia, a nie jakieś tam kotły na śmieci! A poza tym – podobno „dane na temat użycia biomasy nie są wiarygodnie zarejestrowane w statystykach GUS-u”, a użycie to, wg Prezesa, „jest marginalne”. Pokazuje to, że „centralni ciepłownicy” nie chcą wiedzieć o radykalnej zmianie, jaka dokonała się na wsi i pod miastem w ostatnich 12 latach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziwię się, że tak mało mówi się o energii odnawialnej. Mamy wiatr, słońce, wodę, geotermię, biomasę.
Wykorzystanie tej energii wiąże się z większymi nakładami, ale czy nie warto inwestować w bezpieczeństwo?
Czysta energia, bezpieczna i co najważniejsze, nasza!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uff, odetchnęłam. Bo słysząc o wynikach sondaży - 66% Polaków za energią atomową. pomyślałam sobie, żeśmy już całkiem ogłupieli. Zjawisko zresztą obserwuję od kilku lat - dajemy się skutecznie ogłupiać przez media, więc i zdziwienie miało swoje granice. To i lepiej dla wszystkich, którzy czerpią z tego zyski. Sprzedadzą nam atom szybciej i taniej. 5+ za artykuł i oby więcej takich na W24

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.