Facebook Google+ Twitter

Wczoraj wrogowie, dziś przyjaciele

Czy można połączyć ogień z wodą? No pewnie, że nie! Tymczasem sztuczka ta udała się dwóm firmom: Microsoft i Novell. Obie dotychczas były wrogo do siebie nastawione, ale od czwartku...stały się przyjaciółmi. Czy jakieś porozumienie dwóch firm jest aż tak ważne, bo o nim pisać felieton? Tak, bo to największa rewolucja od czasu upowszechnienia internetu.

Porozumienie, jaki obydwie firmy zawarły, jest niezwykle ważne dla świata nowych technologii, ale nie tylko. Śmiem nawet twierdzić, że cała globalna gospodarka może na tym skorzystać. Kto wie, czy nie jest to bowiem pierwszy krok do "nawrócenia" niewiernych z Microsoft na słuszną drogę rozwoju, jaką według niektórych obserwatorów, współczesny świat będzie podążał w XXI? No, ale po kolei.

Na spotkaniu szefów firm: Steva Ballmera oraz Rona Hovespiana ustalono, że obie firmy będą wspólnie pracować nad, mówiąc najprościej, ułatwieniem użytkownikom Windows korzystania z SUSE Linuksa i na odwrót! Oprócz tego wspólnie wspomogą się w rozwoju technologii tzw. wirtualizacji (możliwości uruchamiania i współdziałania różnych systemów operacyjnych na jednym komputerze), zarządzania usługami sieciowymi oraz - co niezwykle ważne: zgodności formatów dokumentów programów biurowych. W ramach porozumienia, Microsoft będzie sprzedawał tym z klientów, którzy wyrażą na to ochotę SUSE Linux, czyli produkt... swojego do niedawna jeszcze największego konkurenta! No i coś co chyba jest najważniejsze dla rynku: Microsoft odstąpi od sądowych procesów wobec swojego rywala i jego klientów. Wcześniej firma z Redmond zapowiadała, że niektóre z wykorzystywanych m.in. w SUSE Linux rozwiązań są opatentowane przez Microsoft.

Tyle fakty. Novell na swojej stronie internetowej napisał wielkimi literami: "konsumenci wygrali" - i to jest chyba najlepsze podsumowanie dla tego, co się stało trzy dni temu. Po latach bojów, wzajemnego oskarżania się, tworzonych na zamówienie "obiektywnych" raportów analitycznych, a nawet gróźb - i to całkiem realnych - procesów sądowych, obie strony postanowiły współpracować. Przekładając to na świat polityki, to mniej więcej tak, jakby al-Kaida i Stany Zjednoczone postanowiły wspólnie walczyć z terroryzmem.

Dlaczego to akurat porozumienie jest tak ważne dla przyszłości technologii? Microsoft, chociaż od pewnego czasu w wyraźniej w defensywie, jest największą firmą nowych technologii na świecie. Jej system operacyjny i podstawowe oprogramowanie używa zdecydowana większość posiadaczy komputerów. Linux natomiast jest systemem operacyjnym, który zdobywa olbrzymią popularność i chociaż obecnie nie ma jeszcze szans zagrozić pozycji Windows, to postęp, jaki się dokonał w ciągu ostatnich lat, pokazuje, że prędzej czy później do bezpośredniego starcia by doszło.

W sensie technologicznym, kulturowym i biznesowym Linux i Microsoft prezentują zupełnie różną filozofię. Linux powstał jako dzieło dziesiątków tysięcy, często bezimiennych programistów, którzy tworzyli go i rozwijali - najczęściej za darmo. Programiści ci udostępniali kod swojego oprogramowania i zezwalali innym na jego wykorzystanie. Na tym polega - w dużym skrócie - filozofia Open Source (otwartego kodu). Autorzy mają wszelkie prawa autorskie do swojego oprogramowania, łącznie z prawami do jego sprzedaży - ale udostępniają swoją pracę kod, po to, aby inni mogli z niej skorzystać czy dostosować swoje oprogramowanie do nowych rozwiązań. Model Microsoftu jest dokładnie odwrotny. Firma Billa Gatesa uważa, że kod źródłowy oprogramowania jest największą tajemnicą firmy i w myśl licencji, jaką każdy użytkownik Windows zawiera z Microsoft, nie wolno go używać do innych celów, kopiować itp. Również wszelkie inne prawa należą do producenta - w tym wypadku Microsoft. W efekcie Linux jest tańszy, ale nie ma tak dużej bazy oprogramowania jak dla Windows i są problemy z wymianą dokumentów programów biurowych.

Współpraca obydwu firm - pomijając zupełnie aspekt finansowy, będzie z pewnością korzystna przede wszystkim dla konsumentów. Ci po pierwsze zyskają na tym, że za kilka lat praktycznie nie będzie miało znaczenia, czy używają Windows czy Linux. Między obydwoma środowiskami będziemy się przełączać, jak dziś między okienkami programów.

Jest jednak o wiele ważniejszy aspekt tej sprawy. Można Billa Gatesa nie lubić, uważać go za reinkarnację Szatana i winić za wszystkie wady współczesnego kapitalizmu. Jednego jednak Gatesowi odmówić nie można: facet jest po prostu mądry i szlachetny. Najprawdopodobniej Gates zrozumiał, że model Open Source, który jest śmiertelny zagrożeniem dla Microsoft, to zdecydowanie sposób na rozwój cywilizacji. Przecież we wszystkich dziedzinach życia rozwój powstaje na bazie wcześniejszych osiągnięć i doświadczeń. Gdyby naukowcy trzymali swoje odkrycia w szafie i sprzedawali je na rynku, to dziś najprawdopodobniej nie byłoby tak dużego rozwoju cywilizacyjnego, z jakim mamy do czynienia. Naukowcy robią wręcz odwrotnie: gdy tylko coś odkryją, to natychmiast informują o tym świat i do tego z detalami. Takimi samymi zasadami rządzi się Open Source. Gates z pewnością dawno to zrozumiał, ale z biznesowego punktu widzenia, trudno mu było to przyjąć do wiadomości.

W czwartek Microsoft dokonał zwrotu o 180 stopni i za chwilę pojawią się opensourcowe rozwiązania rodem z Redmond! Zresztą i tak za kilka lat wszelkie oprogramowanie dostępne będzie w postaci usług w internecie. Usługę można opatentować, ale nie można przywłaszczyć sobie do niej wszelkich praw. Jeśli rzeczywiście Microsoft pogodzi się, a może nawet wesprze Open Source, wówczas w ciągu najbliższych lat, możemy się spodziewać kompletnej rewolucji. Pieniądze i talent ludzi Gatesa wspomogą rozwój Linuksa! Tego chyba nikt sobie nie wyobrażał. Teraz czas na Busha i al-Kaidę.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dlaczego narzekam czasem na windows. Mam oryginalny system XP dostarczony z laptopem. Po instalacji jednego z programów graficznych coś się popsuło w rejestrze, nie udało się odpalić systemu w trybie awaryjnym. O dziwo, nie udało się też naprawić z płyty startowej Windowsa. Aby uzyskać dostęp do plików zainstalowałem betę Visty. System pięknie wykończony graficznie, ale także... "wykończony" wydajnościowo. na sempronie3000 z 1GB ram i radeon700, po zainstalowaniu Photoshopa, Firefoxa i Illustratora - system miewał często dziwne przestoje nawet przy przeglądaniu stron... Przy takich reakcjach kompa, szybko obrzydł mi nowy interfejs i upewniłem się, że przesiadki na nową wersję nie potrzebuję. Autorom zabrakło umiaru, który cechuje, również wysmakowane graficznie, środowisko MacOS. Narzekania biorą się pewnie z tego, że Microsoft posiada budżet na sfinansowanie kilku edycji Windowsa napisanych od zera. W tej perspektywie jego drobne innowacje nie wydają się imponujące. Apple dba o to by jego produkty były dopracowane w detalach. No, ale nawet Microsoft robi postępy, co cieszy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiadomość rzeczywiście dobra. Ja ostatnio "walczę" co nieco z SUSE. Jest to system naprawdę przyjazny dla laika. Dla mnie jako zawodowego grafika - wybór systemu już dawno byłby jasny gdyby nie brak na linuxa odpowiednika Adobe Photoshop - którego GIMP w zastąpić nie może bo nie obsługuje CMYK (dla laików: przygotowanie profesjonalnych zdjęć przeznaczonych do druku jest w większości przypadków niemożliwe), co jest wadą dyskwalifikującą, oraz ciągle dość trudna (naprawdę trudna) instalacja nowych programów. Tzn. niektóre instalują się automatycznie, ale wciąż zdarzają się sytuacje, że bez doinstalowywania bibliotek i różnych innych zabiegów - program "nie idzie". Wydaje mi się, że przełamanie tych problemów nastąpi już lada chwila - na razie po "wykraczeniu się" windowsa musiałem z "kameleonem" odzyskiwać zawartość mojego dysku co było zajęciem dość pouczającym i mogę stwierdzić, że "gad" prezentuje się wyjątkowo sympatycznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.