Pozycja materiału w rankingach:
Za nami trzeci tydzień wyprawy Piotra Pustelnika, który upłynął pod znakiem aklimatyzacji na zboczach Pumori. Choć z początku przebiegała ona wzorowo, kolejne dni pokazały, że proces ten wcale nie musi przebiegać łatwo i bez problemów. Pod koniec drugiego tygodnia zapasy żywnościowe pozostawione w obozie zostały pożarte przez ptaki. Kolejnych dni to nawrót choroby z którą Piotr Pustelnik zmagał się przed wyprawą. Konsekwencje były na tyle poważne, że himalaista zdecydował się zakończyć aklimatyzację 400 metrów przed szczytem Pumori. Mimo problemów po pozytywnych badaniach lekarskich jakie przeszedł w Katmandu, "Pusty" przygotowuje się do ataku na Annapurnę.
Początek trzeciego tygodnia himalaiści spędzili na dociągnięciu poręczy na wysokość 6300 m n.p.m., a także na naprawianiu strat po zeszłotygodniowym ataku dzikich ptaków. Jeszcze 2 dni po zniszczeniu namiotów i pożarciu żywności himalaista nie mógł uwierzyć w to co się stało. - Ptaki naprawdę poważnie zmasakrowały nam namioty, że o zjedzonym żarciu nie wspomnę. Dzisiaj biwakujemy gdzieś w połowie ściany na przełęczy - informował Piotr Pustelnik w komunikacie z 31 marca. Piętnastego dnia wyprawy „Pusty” zaczął uskarżać się na bóle głowy. Pomimo dolegliwości, razem z ekipą przenocował dwie noce w bazie na wysokości 6400 m n.p.m. i postanowił razem ze wszystkimi ruszyć na szczyt.
"niezamężną córkę", jak zwykli nazywać Pumori Tybetańczycy. Podobnie jak Piotr zmuszeni oni byli zawrócić – w ich przypadku na 150 metrów przed wierzchołkiem. Obawiali się, że zabraknie im czasu na powrót do bazy, a także nie mieli wystarczającego sprzętu asekuracyjnego. Zobacz także:
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +3615)