Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7772 miejsce

"We mgle", czyli Smarzowski po rosyjsku

Wyświetlane na 10. Planete + Doc „We mgle” Sergieja Łoźnicy wywołuje we mnie poczucie coraz jaśniejsze – Łoźnica to rosyjski Smarzowski. Od piątku film trafi do polskich kin.

 / Fot. Materiały prasoweNie lepszy, ani nie gorszy, zasadniczo też nieco inny; to jednak typ człowieka, który w odróżnieniu od kolegów po fachu nie zamyka się w jakiejś gatunkowej, czy stylistycznej szufladce, tylko skacze po czasach, epokach i gatunkach, jak kiedyś Kubrick, a pod względem formalnym właśnie tak, jak reżyser „Drogówki”.

„Szczęście ty moje” - debiut Łoźnicy tak samo jak „Dom zły”, czy „Wesele” dość bezlitośnie krytykowało rzeczywistość słowiańskiej wsi. Mówię „słowiańskiej”, celowo doszukując się historycznych i kulturowych podobieństw, ale mógłbym użyć też terminu politologicznego „środkowo-wschodniej Europy”, czy „Europy postkomunistycznej”. Zderzone tam były motywy ludowe ze współczesną i powszechną korupcją. Szaleństwo jednostek z fatalizmem dziejów, powolne przyspieszenia z gwałtowną kulminacją. Nawet siekiery, z którymi pozowali do zdjęć obaj panowie wyglądały w ich rękach równie złowieszczo.

W „We mgle” to drugi fabularny film Łoźnicy, jednego z najbardziej śledzonych reżyserów rosyjskich ostatnich lat. Reżyser znany wcześniej jako dokumentalista debiutował fabułą w Cannes w 2010 r. Nie każdy reżyser ma taką szansę – stąd też jego kolejna pozycja śledzona była przeze mnie z podobnym napięciem, gdyby był to film polski, takiego Trzaskalskiego (po okrzykniętym dziełem „Edim” mniej udany „Mistrz”), Fabickiego (nominacja do Oscara dla krótkiego metrażu „Męska sprawa” - a po niej „Z odzysku” i „Miłość”), czy Smarzowskiego właśnie.

„We mgle” rozpoczęło międzynarodową przygodę w Cannes W 2012 r. Musiał minąć rok, żeby polscy dystrybutorzy ściągnęli film do rodzimych kin, ale trzeba przyznać, że i tak nie jest źle... "We mgle” jest jednym z sześciu filmów z zeszłorocznego konkursu głównego, które do nas jeszcze nie dotarły, podczas gdy pozostałe 16 już w polskich kinach gościło (obstawiam, że dwa koreańskie w ogóle nie dotrą). W poprzednich latach było i tak gorzej, w tym roku może być tylko lepiej – w zasadzie większość reżyserów z trwającego Konkursu Głównego jest polskim widzom kin znana: Jarmusch, Coenowie, Polański, Farhadi, etc.

No, ale w końcu „We mgle” wyłania się z mgły i od piątku będzie w kinach. Fabuła jest prosta. Lata czterdzieste, okupowane przez Hitlerowców terytorium ZSRR, niedługo po hitlerowskiej akcji Kryptonim „Barbarossa”. Radziecki kolejarz jest oskarżony przez swoich rodaków o zdradę, dwaj partyzanci mają go zabić. Łoźnica łamie linearną narrację, cofa się w czasie i opowiada o trzech różnych bohaterach, co jakiś czas wracając dalej ku nieuchronnemu, acz do końca nieprzewidywalnemu końcowi. Łoźnica nie byłby rosyjskim reżyserem, gdyby nie wplótł do fabuły filozoficznych rozważań nad rosyjskim honorem, człowieczym losem i życiowym przypadkiem. Zdradzić kluczowych elementów akcji nie można, jakkolwiek film nie jest monotonny – pusta droga do lasu i strzał w tył głowy – a'la początek „Obławy” - to nie to. Dość rzec, że oskarżony potwierdza swoją niewinność, zabójcy nie śpieszą się z wykonaniem zadania, a okoliczności zewnętrzne co krok im rzecz uniemożliwiają, tak więc nie wiadomo, czy do egzekucji w ogóle dojdzie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.