Facebook Google+ Twitter

We Wrocławiu powstaje film o Maksie Schmelingu, legendzie niemieckiego boksu

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2006-11-25 07:49

Najpierw był pupilkiem Hitlera. Pasował do ideologii nazistowskiej. Twardy, aryjski blondyn o szybkich rękach. Kiedy dał się pokonać czarnoskóremu, popadł w niełaskę. Na szczęście dla niego...

Harley z przyczepką, rocznik 1933, po raz piąty przejeżdża po polnej ścieżce. Do znudzenia, wciąż ten sam odcinek. Kamera śledzi każdy ruch, rejestruje każdy szczegół, nawet najmniejszy grymas na twarzach siedzących w nim statystów. W koszu leciwego motoru skupiona Janina Sternik. Wrocławianka. W czarnym płaszczu, z białą koronką na wierzchu, niemodnym kapeluszu i lśniącą torebką sprzed kilkudziesięciu lat. Razem z córką i synem zaraz będzie miała wypadek. Wie, że skończy się on tragicznie.

 

To scena z życia młodego Maksa Schmelinga, obiecującego niemieckiego boksera. Jest rok 1934.
– Jego siostra po dwóch dniach zmarła w szpitalu. Miała 14 lat – opowiada Piotr Strzelecki z firmy Tempus, realizującej w stolicy Dolnego Śląska dokument o Schmelingu dla niemieckiej telewizji ZDF. Fot. Gazeta Wrocławska
Wiadomo, że po wypadku matka boksera jeszcze bardziej posiwiała i pewnie przestały cieszyć ją sportowe sukcesy syna. A wtedy Schmeling bił się już na ringu na światowym poziomie.

Nazistowski beniaminek

Filmowy Schmeling – Mateusz Malujda był dla Strzeleckiego trudnym odkryciem. Długo szukał podobnej twarzy o wyraźnie zarysowanej szczęce, podobnej posturze czy też zacięciu w walce.
Pomogły kluby sportowe. Malujdę wyłuskano z wrocławskiej Gwardii Wrocław. Był idealny. Ale na ekranie Polak nie powie żadnego słowa. Wystarczy, że jest. W kilku sekwencjach upozoruje walkę w starym stylu. Z rękami ułożonymi tak nisko, że trudno mu będzie trafić przeciwnika.
– Podziwiam go – sapie Malujda, zadając wściekłe ciosy w treningowy worek.
To samo, ale o Schmelingu, mówiły kiedyś całe Niemcy. Wzdychały do niego dziewczyny, mężczyźni opętani ideologią siły napinali swoje mięśnie.
Był rok 1936, kiedy Fuehrer prosił boksera na herbatę. Trudno o większy dowód uznania dla jego mocy, dzięki której ucieleśniał nowe Niemcy.
Kiedy Schmeling w nowojorskiej Yankee Stadium powalił czarnoskórego Joe Louisa przez nokaut, w dwunastej rundzie, hitlerowcy oszaleli. Pokochała go ulica. Jasnowłosy Niemiec udowadniał, że biała rasa jest ponad wszystko. A Max zaprzyjaźnił się z Joe.

Szybki prosty, powalony

W czerwcu 1938 r. Schmeling szykuje się do rewanżu z Louisem. W Ameryce czuć już przedwojenną gorączkę.
Tłum przed hotelem, w którym zatrzymał się Max, skanduje: Nazi! Nazi!
Atmosfera jest napięta, bo to ma być walka dobra ze złem. Białego z Czarnym. Bilety kupiło 75 tysięcy widzów.
Walką żyją też warszawiacy. Śpiewają, że dwóch frajerów będzie się prało po mordach.
I prało się tylko 124 sekundy, bo potem Niemiec leżał już na deskach. Te 124 sekundy wystarczyły też, by Niemiec przestał istnieć dla Hitlera i Goebbelsa. By przestał być maskotką w rękach III Rzeszy.
Schmeling popadł w niełaskę. Naziści kazali mu wstąpić do NSDAP. Odmówił.
Kazali zrezygnować z usług żydowskiego menedżera w Ameryce. Nie zrezygnował. Kazali rozwieść się z żoną, aktorką Anną Ondra, Czeszką urodzoną w Tarnowie. Nie rozwiódł się.
Karą było wcielenie do Wehrmachtu. Walczył na Krecie. Były bokser został spadochroniarzem. Wojnę przeżył, choć z urazem kręgosłupa i kolana.
– Przeżył też 50 lat udanego małżeństwa, choć nie było ono łatwe – zdradza Strzelecki. Ondra, córka oficera armii austro-węgierskiej, wstydziła się Schmelinga. Bo prostak i bokser.
Nie wiedziała, że ten prostak ma szlacheckie korzenie. Fot. Gazeta Wrocławska

Bohater mimo woli

Ondra nie musiała się go wstydzić. Max von Schmeling, jako prezes Mieleńskiego Związku Kąpielowego, w 1936 roku popierał budowę pływalni z podgrzewaną wodą.
Jego rodzina kupiła Mielno w 1804 roku. Do dzisiaj stoi tam ich folwark.
Polska ekipa filmowa jeszcze do niego nie dotarła i nie zebrała wspomnień.
Ondra nie musiała się wstydzić męża prostaka. Powinna była być dumna z męża bohatera. Max w 1938 r. po Nocy Kryształowej uratował dwóch żydowskich chłopców – Wernera i Henricha Lewinów. Kilku innym pomagał w ucieczce z Niemiec.
Ondra nie musiała się go wstydzić także i za to, że zapłacił za pogrzeb Louisa, chorego i zadłużonego po uszy przyjaciela. Był 1981 rok, a z narodowej sławy czarnoskórego pięściarza nie zostało nic.
Niemcy swojego Maxa do dzisiaj podziwiają.
I nie ma znaczenia, że film reżyseruje Polak Paweł Figurski, a głównego bohatera gra Malujda.
– A Wrocław imituje Berlin – dorzuca Janina Sternik, podczas krótkiej przerwy w zdjęciach. To nic nadzwyczajnego. Pani Janina pamięta, że był też Londynem, Paryżem, Amsterdamem, a ulica Miernicza po dziesiątkach lat od zakończenia wojny tą wojną żyje wciąż na nowo.
Tak jak Niemcy żyją wciąż jego sukcesami i śpiewają:
Schmeling, Schmeling – pokonał Louisa, Schmeling, Schmeling – kochała cię ulica.
On, skromny przedstawiciel Coca-Coli, umarł w lutym ubiegłego roku. Miał 99 lat.

Max Schmeling

bokser zawodowy, jedyny niemiecki mistrz świata w wadze ciężkiej. Boksowanie rozpoczął w 1922 r., a dwa lata później przeszedł na zawodowstwo. Pierwszy poważny sukces – mistrzostwo Niemiec osiągnął w 1926 r. w wadze półciężkiej, zaś w 1927 r. mistrzostwo Europy. Najlepszym zawodnikiem w świecie został w 1930 r., kiedy w Nowym Yorku pokonał Jacka Sharkeya. To był początek jego wielkich sukcesów, do których dołączył tytuł supermistrza boksu Europy.
Idolem kibiców został po walce z czarnoskórym Joe Louisem. Był rok 1936, kiedy pokonał Amerykanina w 12. rundzie przez nokaut. Potraktowano ją jako konfrontację rasy białej i czarnej, którą obserwowało 40 tys. widzów.

Im bliżej wojny, tym nastroje rasistowskie rosły. Kiedy w 1938 r. doszło do konfrontacji obu pięściarzy, zainteresowanie w USA było ogromne. W nazistowskich Niemczech Schmelingowi kibicował też Hitler. Max poległ na ringu w 124. sekundzie walki.
W czasie wojny został wcielony do Wermhachtu i jako spadochroniarz walczył na Krecie. Tam został ranny. Ostatni pojedynek stoczył w Hamburgu, przegrywając z Richardem Vogtem.
Efekt jego kariery to 70 walk, w tym 56 wygranych, 10 przegranych i 4 nierozstrzygnięte.
Szacunek w sportowym światku przyniosło mu założenie fundacji, która pomaga nie tylko sportowcom znajdującym się w potrzebie.

Magdalena Kozieł

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.