Facebook Google+ Twitter

Weekend fanów Pink Floyd

W piątkowy wieczór Roger Waters uświetnił obchody 50. rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 roku, dzień później David Gilmour wziął udział w obchodach upamiętniających Sierpień 80.

fot. Ewa KowalskaDla fanów zespołu Pink Floyd dwa następujące po sobie koncerty stanowiły nie lada gratkę, dla gospodarzy Poznania i Gdańska oraz organizatorów imprez, były sporym przedsięwzięciem logistycznym. Czy można mówić o pełnym sukcesu weekendzie pod znakiem Pink Floyd? Czy można oba koncerty porównywać?

 

W poznański koncert z pewnością wpisana była większa niewiadoma. Oto bowiem kompozytor rockowy napisał operę, której libretto oparte zostało na bazie wydarzeń związanych z Rewolucją Francuską, a nadał jej tytuł "Ça Ira".

"fot. Ewa KowalskaÇa Ira?"-  „Uda się?” – zadawali sobie pytanie fani  Rogera Watersa,  tłumnie przybyli na tereny Targów Poznańskich, a na zakończenie urządzili twórcom spektaklu owacje na stojąco. Kilkanaście tysięcy słuchaczy w skupieniu przeżywało widowisko i kontemplowało usłyszane (lub przeczytane z telebimów polskie tłumaczenie angielskiego libretta) myśli: „ Naród wierzy, że kochana władza powiedzie go wprost do chwały”, czy „Cukier, srebro, indygo nawet z mędrca zrobią idiotę”, a telewidzowie, dzięki bezpośredniej transmisji, również mogli zasmakować Watersa w nieznanej wersji.Gdańsk fot. Michał Zbożny

 

Program koncertu Davida Gilmoura był zapowiadany w prasie, a więc nie stanowił szczególnej niespodzianki. Pierwsza część koncertu była prezentacją najnowszej płyty artysty „On An Island”, przy udziale orkiestry Filharmonii Bałtyckiej pod batutą Zbigniewa Preisnera, druga stanowiły przeboje legendarnego zespołu.  Publiczność żywo reagowała na utwory "Wish You Were Here", "Shine On You Crazy Diamond", czy "Comfortably Numb". Do owacji na stojąco nie doszło, ponieważ kilkudziesięciotysięcznej widownia w znakomitej większości nie miała miejsc siedzących i ze śmiechem przyjęła „ sit down, please”, które padły z ust Gilmoura podczas przywitania.

 

Poznań fot. Ewa KowalskaPoznań fot. Ewa KowalskaO ile w żaden sposób nie można porównać muzyki prezentowanej przez muzyków, o tyle widowiskowości imprezy, organizacji i bezpieczeństwu można znaleźć wspólny mianownik.

 

Megaprodukcja Watersa była oszałamiającym widowiskiem, wypełnionym nie tylko śpiewem operowym, ale także przeróżnymi dźwiękami, ekwilibrystycznymi popisami, ogniem, strzałami z karabinów, deszczem i błotem na scenie. Przebiegały po scenie baletnice, przechadzały się dostojne damy z parasolkami, białe konie ustępowały miejsca nadjeżdżającemu fiatowi 126p w wersji cabrio, a wysoko nad sceną ukazywała się uosabiająca wolność Marianna w czerwieni. Była klatka wypełniona czarnoskórymi chórzystami i taniec wokół flagi artysty cyrkowego, który kilkadziesiąt metrów nad ziemią igrał ze swoim życiem; był papież niesiony na lektyce, skoki z huśtawki i dziesiątki innych zdarzeń, które stanowiły o doskonałości przedstawienia. Element grozy stanowiły ogromne rekwizyty przenoszone za pomocą dźwigu nad głowami publiczności. Należy przypuszczać, że organizatorzy zapłacili niebotyczne ubezpieczenie na wypadek tragedii na widowni ...

Poznań fot. Ewa KowalskaElementem nieświadomie wpisującym się w scenografię widowiska stały się samoloty pasażerskie, podchodzące do lądowania na poznańskim lotnisku tuż nad terenami targowymi.

 

Gdański koncert był zdecydowanie bardziej statyczny, słuchacze oprócz muzyki mogli podziwiać jedynie grę świateł na scenie.Gdańsk fot. Ewa Kowalska

 

 

 

Inna tez była formuła rozpoczęcia imprezy. W Poznaniu gości przywitał prezydent miasta oraz bohater  Roger Waters, który z wdziękiem łamał nasz ojczysty język, czytając z kartki treść powitania. Publiczność serdecznie przyjęła ten gest, zauważając jednocześnie „... czyta lepiej niż obecny papież”.

David Gilmour, owacyjnie witany, rozpoczął koncert punktualnie o godz. 21 utworem "Breathe/Time", a kilkanaście minut później przywitał przybyłych słowami „Dzień dobry” i zapowiedział w języku angielskim ogólny program koncertu. Prezydent miasta, Paweł Adamowicz, nie pojawił się na scenie, przebywał w sektorze VIP, ale chętnie udzielał podczas przerwy wywiadów dotyczących koncertu.Gdańsk fot. Michał Zbożny

 

Poznań fot. Ewa KowalskaPoznań nie do końca zapanował nad tłumem gości podążających samochodami w kierunku targów. Przy bramie wjazdowej do sektora VIP utworzył się ogromny korek, uniemożliwiający wszelki ruch. Zirytowani policjanci, świadomi sytuacji, niestety nie umieli zachować tzw. zimnej krwi i nierzadko tracili panowanie również nad sobą. Przy wejściach dla pieszych także nie brakło sytuacji konfliktowych.

W Gdańsku „strefa zero” była zamknięta dla ruchu kołowego, dzięki czemu nie doszło do zakorkowania rejonu stoczni, a przygotowane dodatkowe parkingi doskonale spełniły swoją role. Nie uniknięto jednakże nerwowych sytuacji wokół wejść, akcja „opaska identyfikacyjna” okazała się kompletną klapą i powodem docinków widzów, skierowanych do organizatorów.Gdańsk fot. Michał Zbożny

  Poznań fot. Ewa KowalskaSzczęśliwie oba koncerty zakończyły się szczęśliwie, chociaż wbrew zapowiedziom organizatorów, na oba można było wnieść nie tylko piersiówkę z zawartością, ale i karabin maszynowy.

 

Mimo kilku niedociągnięć oba koncerty dostarczyły ogromną dawkę pozytywnych emocji, a w pamięci oprócz muzyki pozostanie poznańska scenografia z dźwigiem tle, dla odróżnienia od tej gdańskiej, w której najważniejszego symbolu stoczni zabrakło.Gdańsk fot. Michał Zbożny

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

oczywiście nie neguję twojego prawa do zachwalania dzieła Watersa.:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie,Vangelisa nie oglądałam :( Szczęśliwie jest tak, że Ty masz prawo mówić o operze Watersa "gniot", a mnie się ten gniot może podobać :) Czyż nie? A odcinanie kuponów z WłASNEJ pracy nie jest uważam niczym nagannym, takie jest prawo DOROSłYCH ludzi, którzy długie lata na to ciężko pracowali :) Pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

biorę to pod uwagę, ale: 1. libretto przetłumaczone beznadziejnie; 2. treść libretta, jak dla mnie, skrajnie populistyczna. Bo jak tu inaczej interpretować zanierzenie, by wyeksponować wątek ofiar rewolucji i ich sensowności w świetle tego kto jest obecnie w steru rządów w Polsce; 3. gigantomania i zupełnie niezrozumiałe dla mnie pokazy akrobacji cyrkowej - po co to komu?; 4. brak było jakiegokolwiek wątku muzycznego, na którym można by "zawiesić ucho". Był moment, który mi się podobał - scena z chórem gospel.
A widziałaś może realizację "Mythodei" Vangelisa? Też oglądałem w TV, ale to było niebo a ziemia. Moim zdaniem Waters przyjechał, zrobił coś, wszyscy się zachwycają, a on w dalszym ciągu odcina kupony od popularności Pink Floyd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oglądałeś na żywo, czy w telewizji? Podejrzewam, że to ogromna różnica. Ja jechałam do Poznania z dużą rezerwą, przekonana, że OCZYWIŚCIE w Gdańsku będzie lepiej :) i się ... zdziwiłam. Widowisko było NIEPRAWDOPODOBNE i telewizja nie mogła tego oddać:( Pozdrawiam - Ewa :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

moim skromnym zdaniem opera Watersa to totalny gniot. nie wiem czym się tu zachwycać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewa, gratuluję. Mam nadzieję, że Redakcja doceni to Twoje poświęcenie. :-) Gdańsk - Poznań - Gdańsk. I to wszystko dla nas - czytelników, którzy nie mogli osobiście uczestniczyć w tych wydarzeniach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale ogladając DVD nie będziesz przynajmniej stał w błocie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Strasznie żałuję, że na Gilmourze nie byłem. A jak była opera Watersa w TV, to akurat nie było mnie w domu - mam nadzieję, że powtórzą za jakiś czas. No a z koncertu Gilmoura pewnie będzie DVD, ale to nie to samo. Ech :).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.