Facebook Google+ Twitter

Weekend w industrialu i co ma wspólnego Nowa Muzyka z Berlinem?

Ten festiwal przeżyłam pod hasłem "daj się zaskoczyć". Muzycznie wyniosłam zeń kilka odkryć i rewelacji, ale i bodźce wizualne złożyły się na wielki sukces tej edycji. W obraz wkradł się też mój ulubiony Berlin.

 / Fot. n. skoczylasNa dobre wyszła tegorocznej edycji festiwalu budowa muzeum na terenie Kopalni Węgla Kamiennego. Standardowy teren został brutalnie rozkopany, więc namioty i sceny przeniosły się nieco wyżej, zmieniając kompletnie kontekst, widok i klimat miejsca - wieża i szyb przestały dominować, za to miasteczko zostało fenomenalnie wkomponowane w stare, zaniedbane budynki kopalniane, w których ukryto wystawę fotograficzną, ekspozycję maszyn i całą imprezową infrastrukturę.

Piękny to był efekt, stara cegła, zaniedbane budynki, plaże pod niektórymi scenami sprawiały, że spacer między miejscami był zawsze swoistym doznaniem. I tu po raz pierwszy pojawia się Berlin, z postindustrialnym klimatem Tacheless, w którym zaniedbana i urokliwa architektura staje się tłem dla alternatywnej sztuki.

Później Berlin przypomniał się jeszcze czarnym wozem z Fritz Colą i innymi napojami, które mają status kultowych w stolicy Niemiec. Pojawiła się i Mate, i Wostok, i różne odsłony napojów, które mocno kojarzą się z tym miastem.

Wreszcie muzyka dość często prowadziła nas do Berlina. Przyjechali stamtąd i Bodi Bill, i Modeselektor, i Apparat z zespołem. Zaprezentowali kilka twarzy muzycznych swojego miasta - jeśli byli równie zachwyceni miejscem jak ja, to swoimi opowieściami zachęcą znajomych, i być może w następnym roku Tauron zaleje berlińska publiczność, której ten właśnie śląski festiwal odpowiadałby wybitnie.

Na początek - bo mamy do nadrobienia aż trzy dni festiwalu - lista najlepszych koncertów
z uzasadnieniami.

1. Amon Tobin. Okej, okej, to może zabrzmieć jak sztampa, oddawanie sprawiedliwości lub hołdowanie starociom, ale to naprawdę był niezwykły spektakl. Ustawiona na scenie rzeźba zbudowana z sześcianów, w której centrum znajdował się sam artysta, czasami wynurzający się z kakofonii wizualizacji w kabinie, była tłem dla fenomenalnej płyty "ISAM". Czy faktycznie można było do niej tańczyć pozostaje kwestią dyskusyjną i mocno zależną od poczucia muzyki i wrażliwości. Dla mnie były to przede wszystkim silne doznania dźwiękowe, brutalny, IDMowy szoł, znacznie przyjemniej przemawiający do wyobraźni niż ubiegłoroczne Autechre, które w kompletnym braku scenerii pozostawia publiczność na pastwę wyobraźni i domaga się od nich jakiejś reakcji - tutaj trudna warstwa muzyczna została niejako zneutralizowana przez to, co widzieliśmy.

Świetna synchronizacja ciężkich brzmień z laserowymi efektami, animacjami jak z "Transformersów" i widokami na kosmos sprawiała, że w sumie uczestniczyłam w jednym z najlepszych pokazów 3D w swoim życiu - a że generalnie 3D mnie irytuje, to duży komplement w stronę Tobina. Wielki koncert.

Wybrane dla Ciebie:


Zobacz inne materiały



Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.