Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Pozycja materiału w rankingach:

65394 miejsce

Dział: Muzyka

Ocena: 11pkt

Oceń:

Weekend z Kodami


Słowem kluczem festiwalu jest improwizacja - od łacińskiego improvisus: nieprzewidziany, nieoczekiwany - co chyba najlepiej oddaje weekendowe wydarzenia.

Soundscapes around Silence / Fot. Łukasz GdakSobota, dzień pierwszy Kodów, stała pod znakiem tria Anderson, Zorn i Laswell. Efekty przerosły moje oczekiwania, bo chociaż nazwiska te obiecują wielką muzykę, wybrana przez nich forma koncertu pozostawiała margines niepewności. Poza pogodą nic nie zawiodło - świetna sceneria, liczna i zaangażowana publiczność i dźwięki, o których pisać trudno jako o dziele wybitnie ulotnym.

Każde z nich przemyciło do wspólnej całości swoje niepowtarzalne brzmienia, pełnili różne role w spektaklu: Anderson na skrzypcach i z nieodłącznymi efektami elektronicznymi budowała wraz z Laswellem melodie, na których Zorn mógł rozwiesić dźwięki saksofonu. Skala emocji była ogromna i tak abstrakcyjna, że każdy ze słuchaczy mógł na swój sposób zinterpretować widowisko. Te nieprawdopodobne, odrealnione sto minut (sześć improwizacji) potwierdziło klasę zaproszonych artystów - i, co ostatnimi czasy istotne, nie pozostawiło wrażenia obcowania z zespołem, który mając za sobą lata świetności, przyjeżdża wreszcie do Polski i daje przewidywalny koncert, bez energii i zaangażowania, ot zwykła chałtura dla tych, którzy jeszcze pamiętają. Anderson, Zorn i Laswell to muzycy płodni, świeży i awangardowi w najlepszym tego słowa znaczeniu, a kunszt ich improwizacji to właśnie wynik kilku dekad praktyki. Pierwszy dzień Kodów okazał się strzałem w dziesiątkę.

Dzwony / Fot. Łukasz GdakNiedziela to znów nieprzewidywalne i zaskakujące występy. Zaczęło się od "Soundscapes around silence" improwizującego tria - wiolonczelistki Hiu-Chun-Lin, perkusisty Wolframa Dixa i klarnecisty Michaela Breitenbacha. Tutaj jednak trudno jest mi się zdecydować, czy był to koncert dobry. Interesujące i odważne pomysły całej trójki, a w szczególności niecodzienne podejście do sekcji rytmicznej Dixa, który imał się najdziwniejszych sztuczek, by wydobyć z perkusji nowe dźwięki (używał w tym celu ręcznika i grzechotek chociażby), oraz Hiu-Chun-Lin, która zaskoczyła przedziwnym śpiewem (trochę mową, trochę krzykiem, trochę gaworzeniem). Mimo wszystko jako całość brzmieli dość dziwnie - czasami tylko wiolonczela "gadała" z perkusją, w większości był to jednak potrójny występ nakładających się na siebie dźwięków. Albo zabrakło mi klucza do odczytania całości.

New Anthem of Sylt / Fot. Łukasz Gdak New Anthem of Sylt / Fot. Łukasz Gdak
Natalia Skoczylas OFFline profil autora

Autor: Natalia Skoczylas

Napisz do autora

Artykuły (279) Galerie (0) Średnia ocen (4.42)

Wiek: 25 | Miejscowość: Palermo Sicilia | Kraj: Polska

O mnie: but at least i don't see you float away

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.