Pozycja materiału w rankingach:
Słowem kluczem festiwalu jest improwizacja - od łacińskiego improvisus: nieprzewidziany, nieoczekiwany - co chyba najlepiej oddaje weekendowe wydarzenia.
Sobota, dzień pierwszy Kodów, stała pod znakiem tria Anderson, Zorn i Laswell. Efekty przerosły moje oczekiwania, bo chociaż nazwiska te obiecują wielką muzykę, wybrana przez nich forma koncertu pozostawiała margines niepewności. Poza pogodą nic nie zawiodło - świetna sceneria, liczna i zaangażowana publiczność i dźwięki, o których pisać trudno jako o dziele wybitnie ulotnym.
Niedziela to znów nieprzewidywalne i zaskakujące występy. Zaczęło się od "Soundscapes around silence" improwizującego tria - wiolonczelistki Hiu-Chun-Lin, perkusisty Wolframa Dixa i klarnecisty Michaela Breitenbacha. Tutaj jednak trudno jest mi się zdecydować, czy był to koncert dobry. Interesujące i odważne pomysły całej trójki, a w szczególności niecodzienne podejście do sekcji rytmicznej Dixa, który imał się najdziwniejszych sztuczek, by wydobyć z perkusji nowe dźwięki (używał w tym celu ręcznika i grzechotek chociażby), oraz Hiu-Chun-Lin, która zaskoczyła przedziwnym śpiewem (trochę mową, trochę krzykiem, trochę gaworzeniem). Mimo wszystko jako całość brzmieli dość dziwnie - czasami tylko wiolonczela "gadała" z perkusją, w większości był to jednak potrójny występ nakładających się na siebie dźwięków. Albo zabrakło mi klucza do odczytania całości.
Artykuły
(279)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.42)
Wiek: 25 | Miejscowość: Palermo Sicilia | Kraj: Polska
O mnie: but at least i don't see you float away
Ostatnie artykuły autora:
Koncert Krzysztofa Myszkowskiego w Lisiej Górze - Śmignie [Zdjęcia]
(odsłon: +2056)