Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9278 miejsce

Wegetarianie opowiadają o swoim ostatnim mięsnym posiłku

Zapytałem wegan i wegetarian o ich ostatni mięsny posiłek, dopytując przy tym, co nakłoniło ich do ostatecznego porzucenia mięsa na rzecz tofu. Zapytałem również o reakcje najbliższego otoczenia oraz korzyści płynące z bezmięsnej diety.

 / Fot. CC0 Public DomainBędąc osobą, której mimo szczerych chęci ciężko całkowicie porzucić mięso na rzecz samych warzyw w jadłospisie, wielokrotnie zastanawiałem się, jaki był ostatni mięsny posiłek znajomych (i nie tylko) wegetarian. Czy miał on wpływ na to, że podjęli decyzję o całkowitym odstawieniu mięsa? Może jednak ta decyzja była podjęta już dawno, a ostatnie udko na talerzu przelało czarę mięsnej goryczy?

Temat niby oklepany, odpowiedziom, jakie otrzymałem daleko jednak do szablonowych.

Monika: Jak pewnie wszystkim wiadomo, na obozach harcerskich dzieją się rzeczy nie z tego świata. Takie historyjki godne Foxa Muldera. Było lato 2015, rekordowe upały przechodziły nad Polską. My w miejscowości Swornegacie, 1549 lat świetlnych od cywilizacji. Jedyną rozrywką na miejscu były pomniki z szyszek i chodzenie do opuszczonego kiosku ruchu. Idąc przez nasz mały "wesoły obozik" dało się wyczuć odchodzące w dal wspomnienia z czasów, kiedy słońce nie oślepiało. Mały Antoś zaczął łamać śledzie z namiotów, inny zaś koleżka przechodził przez "dwudziesty" udar cieplny - łapał smoki, zasnął w jakimś rowie. Nie pomagało okładanie dzieci mchem, rzeki wyschły, skończyła nam się woda. Jedynym ratunkiem okazała się pani Bogusia, nasza niezawodna kucharka. Pomimo upału i ciasnej siatki na platynowej trwałej, przygotowała dla nas orzeźwiający kompot z jabłek. Ulga przychodziła wieczorem, gdy temperatura schodziła do zaledwie 30-tu stopni. Jeżeli kiedykolwiek w swoim życiu byłam blisko piekła, to właśnie wtedy. Tylko kompocik trzymał nas przy życiu. Idziemy, więc na kolację. Tam jadłospis: Parówki, szyneczka, chleb i taki niedobry ser, co go nikt nie jadł. Akurat wtedy cisnęło mnie na pomidora. Podchodzę to kobiety pracującej i pytam "Pani Bogusiu, ma Pani może jakieś pomidory?". Gniew, furia. "Warzyw nie ma w jadłospisie". Wiedziałam, że już mnie nie poratuje kompotem. Czas umierać. No nic, to biorę szyneczkę. Okazało się, że lodówki w warunkach polowych nie działają tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Szyneczka powaliła 15 harcerzy i 32 zuchów, w tym mnie. Cudem z tego wyszłam. Obłożnie chora wymamrotałam tylko "je... mięso". Od tego czasu jem tylko wegańsko.

Weronika: Nie pamiętam ostatniego posiłku, ale wiem, że zawsze obrzydzało mnie jak znalazłam żyłkę w środku piersi kurczaka. Wystarczyło jedno spojrzenie i mięso szło do kosza. Z czasem przestałam się nawet brać za kurczaka, a wspomnę, że po wyeliminowaniu czerwonego mięsa jadłam drób jeszcze przez około dwa lata.

Zuza: Uznałam, że za bardzo kocham zwierzęta, żeby je jeść. Potem trafiłam na filmy z rzeźni i inne drastyczne sceny ze zwierzętami w roli głównej, a następnie dowiedziałam się o plusach niejedzenia mięsa dla zdrowia i środowiska. Na początku jadłam jeszcze ryby. Ale obejrzałam wykład Gary'ego, który naprawdę zmienił moje życie. Chyba jeden dzień wcześniej, obejrzałam jeszcze przemowę takiego jednego typka, nt. „dlaczego warto wykluczyć mięso z diety", czy coś takiego. To też zmieniło moje życie.

Maurycy: Nie pamiętam dlaczego, ale obejrzałem na YouTube "101 powodów, żeby przejść na weganizm", a później ten słynny "Inspirujący wykład, który może zmienić twoje życie", i od razu przestałem jeść mięso. Jadłem je w gigantycznych ilościach i różnych rodzajach codziennie, a dwa miesiące później odstawiłem produkty odzwierzęce.

Beata: Jadłam burgera z Burger Kinga. I tak mi przyszło do głowy, że to strasznie paskudne, niezdrowe i nieetyczne. I rzuciłam mięso. Później, stopniowo, odstawiłam inne produkty pochodzenia zwierzęcego. I tak wyszło, że zostałam weganką.

Paulina: W moim przypadku to był wpływ Internetu. Właśnie polubiłam stronę "Viva! - Fundacja dla zwierząt". Wiadomo, że oni się nie cackają z drastycznymi filmikami. Pewnego dnia wstawili śliczne liski, mama z młodym, a na nim dopisek "moja mama - nie twoje futro". To był taki pierwszy bodziec, po którym faktycznie się zastanowiłam nad przemysłem futrzarskim. Zaczęłam oglądać filmiki na ten temat, czytać, aż w końcu się do tego przekonałam i "hejtowałam" ludzi w futrach/skórach. Z wegetarianizmem było potem z górki. Zobaczyłam reklamę "pomysł na... kurczaka w czymś-tam" i po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że chłopiec z reklamy je "padlinę". Jadłam z mięs tylko łososia jeszcze przez parę tygodni, w końcu to też sobie odpuściłam. Teraz jestem "czysta". Staram się zamieniać mleko na sojowe, jajek unikam bardzo, bo znalazłam martwe kurczę robiąc sobie kiedyś omleta. Gardzę teraz tym mocno. Ser to niestety nadal moja słabość, ale sądzę, że jestem na dobrej drodze.

Julia: 1 lipca 2013 - po prostu uznałam, że fajnie byłoby zobaczyć, jak to będzie żyć bez mięsa, bo jedzenie na warsztatach wyglądało podejrzanie i już wolałam jeść makaron z cukrem niż to dziwne spaghetti. A i tak bardzo często "jadłam ziemniaczki i zostawiałam mięsko". I tak mi już zostało jak wróciłam do domu. I pewnie jeszcze długo zostanie.

Monika: Ja właśnie nie pamiętam. Zawsze mam problem, bo nie wiem, czy to był 2012, czy 2013 (wyjaśniło się już, że 2013). Przy czym przyznam, że ja nie jestem "true vegan", parę razy zjadłam rybę (przecież to nie mięso), coś tam z sera, słodycze z serwatką. Fakt, że nie było tego dużo. Tendencje do niespożywania mięsa rozpoczęła moja siostra, jak byłyśmy młodymi dziewczętami. Wtedy pojawiły się flagowe kotlety sojowe i babcia odetchnęła z ulgą - moja mama bardzo ciężko wtedy pracowała i dziadkowie często się nami zajmowali. Natomiast rozmowę o kwestiach etycznych rozpoczęłam ja. Było to 6 lat temu. Kiedy zaczęłam grzebać w Internecie o hodowlach przemysłowych. 6 lat temu zrezygnowałam z czerwonego mięsa, później odpadł drób, ryby i nabiał. Nie pamiętam daty, ale pamiętam moment, w którym zdałam sobie sprawę, że krowy to ssaki i mleko powinno być przeznaczane tylko dla cieląt. Produktem ubocznym przemysłu mleczarskiego jest produkcja cielęciny. Zamarłam.
Zawsze starałam się dociekać, węszyć, tradycje nigdy nie sprawiały, bym nie mogła ruszyć pod prąd. Powiedziałam to chłopakowi i zaczęłam szukać alternatyw. Mogłam sobie pozwolić na to finansowo, więc zaczęłam chodzić do knajpek, próbowałam przepisów itd. Pociągnęłam za sobą chłopaka, obecnie jest weganinem, bardziej "true", niż ja. Również mamę i siostrę, choć nie można ich nazwać wegetariankami, czy wegankami, ale ograniczają jak mogą i nie jedzą czerwonego mięsa. Każde z nich zrobiło to ze względu na fakty dotyczące chowu przemysłowego, który, oprócz niewolniczej pracy ludzi, handlu ludźmi, jest największym obrzydlistwem na Ziemi.

Anna: Nie pamiętam, bo wegetarianką zostałam kilka dni po zjedzeniu jakiegoś mięsa. Po prostu obejrzałam film, chyba z rzeźni. Czyli ostatni mięsny posiłek zjadłam nieświadomie i nawet nie pamiętam, co to było.

Rodzina i przyjaciele

Po tak drastycznej zmianie stylu życia, czasami trudno o jej akceptację nawet wśród najbliższego otoczenia (a może szczególnie wśród najbliższych). Gdyż niejednokrotnie takie decyzję mają wpływ również na ich życie. Dlatego drugim pytaniem, jakie zadałem swoim rozmówcom, było to jak na decyzję o zmianie diety zareagowali ich bliscy.

Monika: Śmieszna sprawa, na pierwszym zlocie rodzinnym usłyszałam jakieś milion razy, że serce i mózg mi się nie wykształcą. Dziecko w 18. roku życia rozwija się najszybciej, "no wiadomka". Ciotka mnie już prawie do trumny włożyła. Ale ogólnie nie było źle, wszyscy to akceptują. Ich uwagi wynikały z troski.

Weronika: Jak byłam młodsza to w domu była tragedia. Ja sama nie byłam jeszcze odpowiednio doinformowana w dziedzinie "wege" i nie potrafiłam wytłumaczyć matce, że bez mięsa da się żyć, i to może nawet lepiej i zdrowiej. Każdy problem ze zdrowiem był zrzucany na mój wegetarianizm, począwszy od zapalenia spojówki oka, kończąc na bólach miesiączkowych. Przyjęło się wśród znajomych, że jak na coś narzekałam odpowiedź zawsze była jedna: bo nie jesz mięsa. Dopiero z czasem zaczęli jakoś się do tego przyzwyczajać i rozumieć, że to nie tylko bunt, ale sposób życia. Chociaż do dziś po czterech latach zdarza się, że mama lub babcia namawiają mnie do zjedzenia kurczaka.

Katarzyna: Wysłali mnie do psychologa w przedszkolu, który stwierdził, że z tego wyrosnę, jednak nie wyrosłam. Całe dzieciństwo żyłam w świadomości, że jestem chora, mam zaburzenia odżywiania, bo mięso i mleko mnie brzydzi, i nawet na siłę nie zjem. 2 lata temu wykluczyłam wszystko co zwierzęce i czuję się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Teraz, jak już jestem po dietetyce, dalej mi mówią, że odżywiam się źle, bo babcine mądrości są dla moich rodziców bardziej wiarygodnym źródłem informacji, niż artykuły naukowe. Na szczęście już z nimi nie mieszkam i nie mam „kostnicy” w lodówce.

Maciej: Rodzice reformowani przez biedę, przyjęli mój wybór na miękko i bez komentarzy. Rodzony starszy brat się sapał. Dziś ma cukrzycę i jest zapasionym „burakiem”.

Izabela: Mama: "Nie po to o Ciebie dbałam, byś teraz miała niedobory z wyboru". W tej chwili nawet, gdy nie ma mnie na obiedzie, często bywa typowo wegański obiad. Cieszę się, że moja rodzina, choć trochę mnie zrozumiała. Może nie każdy, ale niektórzy zostali przy jednym mięsnym dniu w tygodniu, to już postęp jak na nich.

Aleksandra: Była to decyzja zespołowa, moja i rodzeństwa. Więc był wspólny front, ale szczerze mówiąc pierwszej reakcji nie pamiętam, bo to było 23 lata temu. Niemniej po pierwszym szoku było tak, że mama nam gotowała "wege obiady", a ojciec długo bardzo nie zaakceptował, teraz też potrafi zrobić "tekturki" na obiad.

Kamila: Do tej pory boję się im powiedzieć.

Paulina: Najpierw: "Jasne...". Po fazie: "Dobry żarcik", doszło do "To ty tak na serio?". Fazę akceptacji rozpoczęło cudowne: "Zaraz Ci przejdzie". Teraz sytuacja wygląda następująco: Mama przegląda cały czas "wege przepisy" i jest dumna z ograniczenia mięsa. Z Taty "śmieszkuję", bo musi na diecie z "tryliarda ton" różnorakiego mięsa, przejść do kurczaka i łososia. I nic ponad to. A ja żyję. Tylko ciocia czasem rzuci: "Jeszcze Ci nie przeszło?".

Monika: Moja babcia i dziadek ogólnie nie do końca rozumieli, ale akceptują. Mama i siostra mocno ograniczają mięso i produkty odzwierzęce, więc rozumieją. Za to rodzina Kamila (mojego faceta) robiła awantury przez pół roku. Babcia Kamila mnie zamęczała i mądrzyła się. Nasyłanie ciotek z Białorusi po medycynie, oczernianie, więc było ciekawie.

Marta: "Chcesz być to proszę bardzo, tylko idź do roboty i sobie zarób na to". Nikt nie chciał zatrudnić 14-latki.

Etyka, zdrowie a tradycja

Ostatnim pytaniem, jakie zadałem swoim rozmówcom, było "Jak zmieniło się twoje życie, od zmiany diety na bezmięsną?"

Paulina: Zmiany w moim życiu zaszły przede wszystkim na podłożu duchowym. Stałam się osobą o wiele bardziej wrażliwą i współczującą. Otworzyłam się na świat. Jeżeli chodzi o zmiany zdrowotne, to mam dużo więcej energii i czuję się lżejsza. Cera jest znaczne lepsza i włosy mam też w lepszej kondycji. Jestem dumna z mojego wyboru i nie wyobrażam sobie wrócenia do spożywania mięsa.

Karolina: Pierwsze co zauważyłam i co mnie zdziwiło, to mniejsza agresja w stosunku do ludzi. Większa empatia i spokojniejsze podchodzenie do problemów. Poprawa cery i samopoczucia swoją drogą.

Urszula: Chodzi o jakieś głęboko filozoficzne zmiany? Nie było żadnych Na "wege" przeszłam też tylko dla jaj ("a pobawię się w to miesiąc"). Po miesiącu "magicznie" zrobiłam się wklęśnięta na brzuchu i silniejsza ogólnie, więc już zostałam przy "wege".

Katarzyna: Zmiana była głównie w sferze sumienia. Poczucie, że nie jest się ostatnim ogniwem w kole cierpienia zwierząt. Warto zwrócić uwagę na poprawę wyników krwi i przez wiele lat praktycznie brak infekcji. Same plusy.

Organizacje ekologiczne namawiają do przejścia na wegetarianizm, przywołując statystki dotyczące rocznie zabijanych na cele spożywcze zwierząt. Na świecie dla konsumentów corocznie zabijanych jest ich 56 miliardów. Do tych, do których nie trafiają etyczne argumenty zmiany diety na warzywną, przemawiać mają aspekty zdrowotne - udowodniono, że weganie i wegetarianie żyją dłużej od mięsożerców, i rzadziej zapadają na choroby serca, cukrzycę czy raka. Nie brakuje również argumentów "za", przytaczanych przez osoby, które już zmieniły dietę na bezmięsną. Zdrowie, lepsza kondycja psychiczna i fizyczna, to tylko niektóre z tych przytoczonych przez moich rozmówców.

Do wielu osób wciąż jednak takie argumenty nie przemawiają. Często tych przywiązanych do tradycji, a ta w naszej kulturze jest szczególnie obfita w posiłki mięsne. Nieprędko zatem należy się spodziewać "wegerewolucji" w naszym kraju.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.