Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

136717 miejsce

Wegetariańska sportsmenka

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-01-15 12:53

Prawdziwa historia o młodej sportsmence, którą poznałam na ulicy.

Spotkałam pewną młodą sportsmenkę. Szła z mokrymi włosami, wystającymi spod czapki. Zatroszczyłam się, czy nie jest jej zimno, ponieważ z nieba sypał śnieg, a temperatura wynosiła około zera. Odpowiedziała, że spieszy się do szkoły (była godzina 8 rano) i nie zdążyła wysuszyć włosów po treningu na basenie, ale jest do tego przyzwyczajona, bo chodzi dwa razy dziennie: rano, na 6-tą i po lekcjach, o 17-tej. Nie ma jednak czasu w niektóre dni wysuszyć włosów. Zapytałam więc, czy się nie przeziębia i czy nie choruje. Okazało się, że we wczesnym dzieciństwie chorowała na ciągłe infekcje, które kończyły się zapaleniem płuc, a spowodowane były alergią. Od czasu kiedy jednak przeszła na wegetarianizm, przestała chorować, a co więcej, ma taką odporność, że jak się przeziębi, to w trzy dni sama, wspierając się tylko witaminą C i wapnem, rozprawia się z chorobą.

Opowiedziała mi przypadek, że jako jedna z niewielu, kiedy w szkole była powtórzona próba tuberkulinowa, nie potrzebowała szczepienia przeciw gruźlicy, a jej odczyn był największy w klasie, co oznaczało, jak orzekła pani pielęgniarka, że jest najbardziej odporna na zachorowanie na gruźlicę. Trudno jej było w to uwierzyć, bo przecież jako maleńkie dziecko ciągle chorowała na zapalenie płuc. Uznała to za sukces.

Spodobała mi się ta młoda, inteligentna osoba i rozmawiając dalej, dowiedziałam się, że ma 16 lat, jest w liceum i uczy się bardzo dobrze, mimo iż nie ma na to czasu. Zaczęła trenować, kiedy miała 7 lat i od tego mniej więcej czasu jest wegetarianką. Mama co jakiś czas zabiera ją na badania, bo są konieczne, jeśli chce uprawiać wyczynowo sport i zawsze ma bardzo dobre wyniki. Zapytałam, co w takim razie je, kiedy wyjeżdża na zgrupowania, obozy, zawody, bo przecież to jest nieodłącznym atrybutem jej życia, jako pływaczki. Stwierdziła, że nigdy nie odeszła od stołu głodna. Kucharki gotują jej coś w zamian na niektórych obozach, a wcześniej, jak była mała, mama dawała jej na zapas sojowe kotlety, pasztety, gulasze, parówki... Teraz jednak może zjeść ziemniaki i dwie porcje surówek i też jest najedzona. Nigdy nie czuje się głodna i nie chce już nawet, żeby mama dawała jej zapasy na obóz. Napomknęła też o tym, że jej bracia, którzy też uprawiają sport (jeden jest lekkoatletą i ma bardzo dobre wyniki, bierze udział w maratonach), również jeżdżą na obozy sportowe i nie mają problemu, gdy zgłoszą, że nie chcą jeść mięsa.

Opowiedziała przygodę swojego brata, że pewnego razu, kiedy był na obozie harcerskim, na Pomorzu, w środku lasu, w namiotach, to komendant zadzwonił do jego rodziców z zapytaniem, co ma kupić dla niego w sklepie do jedzenia, bo jadą samochodem do miasta.

Właściwie nie miałam więcej pytań, ale chciałam wiedzieć, czy wszyscy w rodzinie są wegetarianami. Powiedziała mi, że 4 osoby w rodzinie, i że jej bracia również, kiedy byli mali, ciągle na coś chorowali - jeden na zespół złego wchłaniania, a drugi miał alergię pokarmową. Choroby skończyły się, kiedy przeszli na wegetarianizm. Zapytałam jeszcze, czy nie czuje się wyobcowana, czy się tego nie wstydzi, czy ktoś ze znajomych się z niej nie śmieje. Popatrzyła na mnie zdziwiona. Ma wielu przyjaciół i sympatię, a koleżanki nie dosyć, że wiedzą, to jeszcze specjalnie, kiedy ona przychodzi, szykują dla niej wegetariańskie potrawy. Dziewczyna brata jest niemal wegetarianką, a dziadek nauczył się gotować wegetariańskie potrawy.

Oczywiście zadałam to pytanie, które nasuwa się wszystkim: dlaczego? Co ją skłoniło do przejścia na wegetarianizm, czy ktoś ją zmusił (była przecież jeszcze dość małym dzieckiem), czy to była jej decyzja? Powiedziała, że nie wyobraża sobie i jako dziecko także to czuła -
żeby móc jeść czyjeś ciało. Oprócz tego, że nie umiałaby skrzywdzić żadnego zwierzęcia, żeby się nim pożywić, to także brzydzi się jeść padlinę. Wiele małych dzieci nie lubi przecież mięsa i w przedszkolu była świadkiem, jak dziecko wypluwało żute mięso za kaloryfer, "żeby pani nie widziała". To trochę tak, jakby była kanibalem, bo przecież nie zjadłaby swoich przyjaciół w domu - psa czy kota, którzy są także członkami jej rodziny. Ta rozmowa nie skończyła się tego dnia. Jesteśmy teraz przyjaciółkami i choć dzieli nas spora różnica wieku, mogę powiedzieć, że wiele się od tej młodej, mądrej osoby nauczyłam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

wspanialy artykul, oby takich wiecej.. jestem wegetarianka od ponad 20 lat. A jak to sie zaczelo? Dlugo mialam watpliwosci, co do etycznego aspektu jedzenia miesa i co jakis czas przechodzilam na diete bezmiesna. Te proby nie trwaly dlugo, chodzby z prostej przyczyny, ze wtedy Polska zmagala sie z kryzysem ekonomicznym i w sklepach nie bylo odpowiednich produktow. Nie bylo z tym problemu, kiedy zamieszkalam w Nowym Jorku, z mnogoscia sklepow ze zdrowa zywnoscia. W niektorych z nich nie uswiadczych nawet kawalka ciala bratnich istot czworonoznych..Momentem decydujacym bylo, kiedy na moje pytanie: "dlaczego nie jesz miesa?" uslyszalam zgola dosadna odpowiedz od pewnej wegetarianki: "bo nie chce odzywiac sie trupami". Mam 52 lata i nie choruje, ba nie chodze do lekarza, chyba, ze na kontrole i mam wspaniale wyniki. Moi rowiesnicy natomiast zmagaja sie z nadcisnieniem, cholesterolem, cukrzyca...zachecam wiec wszystkich do zmiany diety na bardziej etyczna i zdrowa!!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.01.2010 23:51

Polityczna poprawność w domu i w zagrodzie ... i w kuchni. Nie jedzcie mięsa, bo to zło wcielone, faszyzm i przejaw zaściankowości. Nie ma to jak zaserwować sobie po ciężkim dniu pracy kilka kiełków ;))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obalmy w końcu mity na temat cudownej wartości odżywczej mięsa i spójrzmy prawdzie w oczy. To co spożywamy, do czego zmuszany nasze dzieci nie służy naszemu zdrowiu i planecie. To co kładziemy na talerz to, nieokłamując się, zwłoki zwierzęcia, które chiało zyć i być szczęśliwe tak jak i my.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny artykuł,
Wszystko przemawia za tym, żeby zostać wege.
Coraz więcej osób to robi. Podoba mi sie ten trend:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, dla mnie to wydaje sie oczywiste, ze wegetarianie sa zdrowsi, poniewaz sama jestem weganka i mam wspaniale zdrowie.
Kraje gdzie je sie duzo miesa jak np USA ma najwieksza ilosc zachorowan na raka. Pracuje z dziecmi w wieku 5-6 lat i widze ze nie chca jesc miesa. Dzieci nie moga sobie tego wyobrazic ze zwierzeta musza byc najpierw zabite zeby z nich bylo mieso. Dzieci mowia ze mieso kupuje sie w sklepie. Gdyby rzeznie mialy szklane okna nikt by nie jadl miesa. Ta nazwa "rzeznia" jest bardzo adekwatna do tego co tam sie robi. Kiedys ludzie mowili ze krowa jedzie na rzez.

Mieso gnije w naszych wnetrzach i wydziela trujace toksyny. Nie dziwota ze tyle ludzi choruje na raka. Obudzcie sie ludziska!Przemysl miesny zarabia miliardy na waszej krzywdzie. To chodzi o ogromne pieniadze. Przemysl miesny odpowiada za 51 % globalnego ocieplenia, ale o tym sie milczy. Zwierzeta miesozerne maja krotkie jelita podczas ludzie maja jelite bardzo dlugie i tam wlasnie zalega i gnije mieso co tworzy toksyny. Chcesz zyc, przejdz na wegetarianizm. Masz wieksza szanse byc zdrowym!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.