Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14287 miejsce

Wehikuł czasu. Recenzja "Domu na szczycie klifu"

Co to znaczy, że książka jest dobra? Czy można nią nazwać powieść, która nie jest wolna od mankamentów, ale ma w sobie to coś? Czy wystarczającym kryterium jest to, że ciężko odłożyć ją choćby na czas parogodzinnego snu…?

Okładka książki wydawnictwa Prószyński i S-ka, "Dom na szczycie klifu" Hannah Richell / Fot. Iwona WeremczukLudzie bardzo często popełniają błędy, o których nie mogą zapomnieć do końca swoich dni. Wtedy bez względu na osiągnięcia czy uczynione dobro, to jedno wspomnienie nie pozwala się cieszyć życiem pełną piersią. W takim przypadku jedyną nadzieją na szczęście jest przebaczenie uzyskane nie tylko od tych, który zawiedliśmy, skrzywdziliśmy, ale przede wszystkim od siebie.

Bohaterka pierwszej w karierze Hannah Richell powieści to jedna z wielu zwyczajnych, współczesnych dwudziestoparolatek. Ma interesującą pracę, remontuje pierwsze własne mieszkanie, ma kochającego i kreatywnego mężczyznę u boku, pierwsze dziecko w drodze… Wiele rówieśniczek mogłoby jej zazdrościć, a tymczasem Dora jest na skraju psychicznego załamania. Przyczyną tego stanu nie jest wbrew pozorom teraźniejszość: niechciana ciąża, kłopoty w związku czy w pracy. Dziewczyna od lat nie może poradzić sobie z błędem, który popełniła w przeszłości.

Dora nie jest jedyną główną bohaterką powieści Richell. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że „Dom na szczycie klifu” to minisaga, w której poznajemy historię rodziny Tideów z perspektywy Helen i jej dwóch córek, Pandory i Cassandry. Takie ujęcie opowieści ma swoją przyczynę, bowiem dopiero po złożeniu w całość doświadczeń trzech kobiet tragiczna historia rodziny nabiera sensu. Fabuła, przeplatana retrospekcjami, prowadzi czytelnika coraz bardziej w przeszłość: od tego, co z Tide’ami dzieje się teraz, do przywoływanych ponowną konfrontacją najdalszych wspomnień. Stopniowe wyjawianie kolejnych elementów tajemnicy sprzed lat prowadzi kobiety do wzajemnego przebaczenia. Powoli staje się jasne, dlaczego ta swoista podróż wehikułem czasu jest tak istotna dla najmłodszej z głównych bohaterek i rozwijającego się w jej łonie dziecka.

Pomysł na fabułę nie jest szczególnie oryginalny. Już nieraz autorzy zmuszali swoich bohaterów do zmierzenia się z błędami przeszłości i rodzinnymi tajemnicami tak, aby mogli wejść w życie z czystą kartą. Pomijając starsze powieści, było tak chociażby w przypadku bohaterki Adele Parks w „Mężczyznach, których kochałam”, emerytowanego pisarza Chaparro w „Sekrecie jej oczu” Eduardo Sacheri czy niedawno wydanej „Książce” Mikołaja Łozińskiego. Ponowne acz ciekawe wykorzystanie tego schematu jest więc nie lada sztuką. Hannah Richell się to jednak udało.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.