Pozycja materiału w rankingach:
Współautorzy:
Grzegorz Korzeniowski
Od pewnych artystów wymaga się więcej, od pewnych miejsc tak samo. Wiedziony pokusą łatwej rozrywki na choćby przyzwoitym poziomie, w dodatku w miejscu kultowym, zaznałem paradoksalnego rozczarowania. Bo to nie gwiazdy zawiodły, ale miejsce
Oczywiście wyjaśnijmy jedno, gdy zamknie się kilka tysięcy ludzi w wielkiej hali i każe oglądać Dodę, wrażenia artystyczne schodzą na dalszy plan. Nie ta publiczność, nie te cele, w końcu nie ci artyści. Liczy się tylko show, a z tym nie było źle. Tak więc biję się w piersi, prawie, bo to co zawiodło to było, paradoksalnie, miejsce, a raczej warunki techniczne. Oczekiwałem, że słuch będę sobie psuć przy decybelach krystalicznie czystego dźwięku. Było odwrotnie, cały czas coś było nie tak, ciągłe przebicia, problemy ze sprzętem, fałsze artystów nie słyszących siebie. To przede wszystkim zapamiętam z wyjazdu do Londynu i koncertu na Wembley Arena.
Natalia ma wszelkie predyspozycje do bycia gwiazdą. Świetnie wygląda, świetnie się rusza, świetnie śpiewa. Z jej ostatniej płyty znam tylko tytułowy singiel „Sexi Flexi” i jakkolwiek dziewczyna warunki ma doskonałe, to wciąż niedomaga tam gdzie większość utalentowanych – repertuarowo. Z własnych ma tylko ze trzy kawałki, które da się słuchać i które na żywo wypadają świetnie. Stylowe retro stylizowane na r’n’b w wykonaniu miłym dla oka i ucha.
Plastikowa królewna dwoiła się i troiła by chałtura jaką odstawiała zapierała dech w piersiach. Niezła choreografia, kiczowato – czereśniowe stroje, muzycznie szkoda gadać. Pokaz jaki dała przekonywał jedynie momentami, choć przyznam, że w swoich gadkach do publiczności Dorota wypadła najbardziej autentycznie i swobodnie ze wszystkich zaproszonych gwiazd. Osobiście spasowałem gdy postanowiła sprofanować „Like a Virgin” Madonny.
Królowa bezsensownych tekstów wszelkie wokalne i techniczne potknięcia postanowiła zamaskować zbędnym hałasem. Bajm na koncertach jest hardrockowy. Siermiężny, koślawy, przegadany macho rock bez grama miłej melodii z tekstami wymierzonymi w rozkochane w serialach panie domu i tanimi zagraniami w stronę publiczności (rząd jest zły!). Do tego Beata powinna wiedzieć, że w pewnym wieku strój a la Xena nie pasuje. Tym niemniej publiczność bawiła się świetnie, a moje przemyślenia prawdopodobnie wynikają z tego, że w krajowym show biznesie gwiazdy z kilkudziesięcioletnim dorobkiem są zawsze krytykowane. Cóż, jakie gwiazdy taki show biznes.
wokale bez cienia rockowego pazura. Dwóch pierwszych artystów nie widziałem z tego samego powodu, co Braci i Brodki. Świadom tego, że na takich zlotach zawsze można jakąś ciekawą nowość wyłapać, tym bardziej jeśli zna się tylko dwa zespoły z tych występujących, postanowiłem pozostałe koncerty młodych i „zdolnych” obejrzeć.
W ogóle mało kontaktowy był to koncert i kompletnie niewyraźny, nawet pomimo przyzwoitego nagłośnienia. Dlatego szybko się z niego zwinąłem, pamiętam, że było trochę jamajsko, trochę elektronicznie. Nudy.
Reklamowanie tego festiwalu jako święta polskiej muzyki to grube nieporozumienie. Przyjdzie taki Anglik na Dodę, lub nie daj boże Bajm i będzie polską muzykę do końca życia kojarzył z kiczowatą chałturą. Litości, mamy znacznie więcej do zaoferowanie i nawet nie chodzi mi tu o scenę młodych talentów. Gdzie zaproszenia dla takich artystów jak Możdżer, Stealpota czy Smolik? Co z L.U.C-em, Kapelą ze Wsi Warszawa i mieszkającą za rogiem Pati Young? Gdzie jak nie na scenie młodych talentów mogą zagrać Muchy i Marysia Peszek? Dlatego nie zgadzam się na to by o festiwalu na Wembley Arena mówiono w kategorii wielkiego wydarzenia kulturalnego. Co gorsza, poznawaniem, nowego krajowego, kompletnie nie są zainteresowani rodacy na Wyspach pracujący. Prosty przykład, na scenie głównej szaleje Doda, na młodych talentów L.Stadt. Stosunek widzów przedstawia się tak: kilka tysięcy do dziesięciu dusz z czego na oko pięciu słuchających. Pocieszam się myślą, że emigranci w przerwach między ciężką pracą liznęli choćby trochę ciekawej muzyki a na Wembley licznie stawili się kierowani tęsknotą za ojczyzną.Zobacz także:
Artykuły
(32)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.18)
Wiek: 26 | Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
O mnie: Can't be what you are to be, gotta be what you want to be
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marcin Świerczek 16.09.2008 13:29
nagłośnienie było beznadziejne, w telewizji może to pięknie brzmiało, ale na żywo straszna kicha. Doda jako jedyna potrafiła to wprost powiedzieć. resztę onieśmieliła miejscówka?
Madonna z tego co wiem występowała na stadionie, a nie na Wembley Arena. Kylie też, poza tym gwiazdy formatu Palnta i wspomnianych obu wcześniej pań jeżdżą z własnym sprzętem. PKO własny chyba też miało. a uwaga, że debiutanci nie potrafili zagrać wydaje mi się pudłem, bo L.Stadt i Poise Rite widziałem wcześniej i oba koncerty były co najmniej świetne.
Piotr Górski 15.09.2008 14:07
Widac bylo golym okiem ze ludzie bawili sie doskonale, ze Polacy na wyspach potrzebowali takiej imprezy i ze to oni nazywaja to sami swietem. Co nie ma wiele wspolnego z kampania reklamowa, ktora niewatpliwie byla na duza skale. Ale naturalnie stala sie ta sprawa czyms wiecej niz koncertem. Artystycznie mozna miec sporo do zarzucenia - ale ludzie to wlasnie kochaja! Krytykujmy swoj gust narodowy a nie organizacje takich festiwali. Chyba Pan jadac do Londynu czytal jakis program albo liste artystow? Moze szkoda ze nie bylo nikogo z gwiazd angielskich. To szkoda akurat. Naglosnienie bylo swietne w TVP2 - to bylo slychac, artysci w wywiadach raczej byli pod wrazeniem warunkow pracy. A Lady Pank, ktory zostal pominiety w relacji, dal koncert dekady i ewidentnie byl najlepszy w stawce. A coz - to ze nie wszysycy debiutanci na scenie alternatywnej potrafiili zagrac idealnie poprawnie i akustycznie? Bez przesady-to nie moze byc powazny zarzut. Samo miejsce ktore tak bardzo sie Panu nie spoosbalo goscilo 2 lata temu (czyli niedawno) Madonne na trasie, a Kylie, Robert Plant, i wielu innych graja tam naprawde na codzien. Gloria Estefan chyba tuz po festiwalu. Ostatania sprawa - LUC i Mozdzer w takiej konwencji festiwalu bardzo by sie meczyli,to nietrafiona uwaga. Jesli powstanie trzecia scena jazzowa i akustyczna - moze Jopek, folkowe kapele i jazzmani zalezliby swoje miejsce. Ale jak na pierwsza edycje nalezy sie wiecej obiektywnych ocen, a nawet pochwal. Bo nie kazdemu sie chce. Mamy wokol imprezy zagranicznych kapel, albo balangi Radia Eska i festiwale z Sabriną. Taka jest prawda. A tutaj stalo sie cos waznego, szczegolnie w wymiarze spolecznym. Tak to oceniam.
Grzegorz Korzeniowski 11.09.2008 22:16
A jeszcze, czy ten pytajnik w tytule to Twój czy obowiązkowy serwisowy? :) Jeśli to drugie, to ktoś wpada w autoparodię...
Grzegorz Korzeniowski 11.09.2008 21:32
Nazwania coveru profanacją to ja Ci nie wybaczę :> A Doda zjadła resztę na śniadanie (typowe brytyjskie...). No, Wilki się wybroniły jeszcze. Może.
Małej scenie nie pomogły ani odbicia dłoni gwiazdy (które robiły za popielniczki...), ani to, że tuż obok stały budki z piwem i fast-foodami, ani to, że tylko obok niej można było palić. Smutne to, ale wykonawcy nie zachęcali. Nie bez znaczenia jest pewnie fakt zmaskulinizowania małej sceny, przy jednoczesnym sfeminizowaniu dużej - bo przecież "kwiat polskiej młodzieży na emigracji" nie będzie do facetów krzyczał "pokaż dupę". Będzie krzyczał do Dody albo Natalki Kukulskiej.
Grammy 2012: Adele najjaśniejszą gwiazdą gali w Los Angeles
(odsłon: +8261)