Facebook Google+ Twitter

Wembley Arena zdobyta?

Współautorzy: Grzegorz Korzeniowski

Od pewnych artystów wymaga się więcej, od pewnych miejsc tak samo. Wiedziony pokusą łatwej rozrywki na choćby przyzwoitym poziomie, w dodatku w miejscu kultowym, zaznałem paradoksalnego rozczarowania. Bo to nie gwiazdy zawiodły, ale miejsce

Słynne Wembley Arena / Fot. Grzesiek KorzeniowskiOczywiście wyjaśnijmy jedno, gdy zamknie się kilka tysięcy ludzi w wielkiej hali i każe oglądać Dodę, wrażenia artystyczne schodzą na dalszy plan. Nie ta publiczność, nie te cele, w końcu nie ci artyści. Liczy się tylko show, a z tym nie było źle. Tak więc biję się w piersi, prawie, bo to co zawiodło to było, paradoksalnie, miejsce, a raczej warunki techniczne. Oczekiwałem, że słuch będę sobie psuć przy decybelach krystalicznie czystego dźwięku. Było odwrotnie, cały czas coś było nie tak, ciągłe przebicia, problemy ze sprzętem, fałsze artystów nie słyszących siebie. To przede wszystkim zapamiętam z wyjazdu do Londynu i koncertu na Wembley Arena.

Scena główna, czyli grube ryby



Zarówno koncertu Braci jak i Brodki nie obejrzałem, zabrakło czasu. Choć szczerze mówiąc wycieczki po Londynie na występ obu tych artystów bym nigdy nie zamienił i faktu tego nie zmieni nawet to, że stolicę Anglii poznałem raczej z okien autobusu. Nie obejrzałem również koncertu Lady Pank, ale tu jest wszystko jasne, takich występów aż „Strach się Bać”. Poniżej relacja z obu scen, z artystów, których obejrzeć mi się udało.

Natalia Kukulska

Natalia Kukulska / Fot. Grzesiek KorzeniowskiNatalia ma wszelkie predyspozycje do bycia gwiazdą. Świetnie wygląda, świetnie się rusza, świetnie śpiewa. Z jej ostatniej płyty znam tylko tytułowy singiel „Sexi Flexi” i jakkolwiek dziewczyna warunki ma doskonałe, to wciąż niedomaga tam gdzie większość utalentowanych – repertuarowo. Z własnych ma tylko ze trzy kawałki, które da się słuchać i które na żywo wypadają świetnie. Stylowe retro stylizowane na r’n’b w wykonaniu miłym dla oka i ucha.

Doda

Doda / Fot. Grzesiek KorzeniowskiPlastikowa królewna dwoiła się i troiła by chałtura jaką odstawiała zapierała dech w piersiach. Niezła choreografia, kiczowato – czereśniowe stroje, muzycznie szkoda gadać. Pokaz jaki dała przekonywał jedynie momentami, choć przyznam, że w swoich gadkach do publiczności Dorota wypadła najbardziej autentycznie i swobodnie ze wszystkich zaproszonych gwiazd. Osobiście spasowałem gdy postanowiła sprofanować „Like a Virgin” Madonny.

Kayah

Odwrotnie Kayah, której kontakt z widownią był ujemny, nie zerowy, bo artystka się odzywała, ale za każdym razem wygadywała niezrozumiałe farmazony. Przynajmniej scenicznie było przyzwoicie i jak później się dowiedziałem jej marzenie o zwycięstwie Polski w tanecznej Eurowizji się spełniło. Plus za miłe wykonania „Get down over”.

Wilki

Zaimponowali mi. Nie zważając na rozczarowanie sali Gawliński i spółka postanowili zacząć występ od tych mniej znanych piosenek z początku kariery. Był „Cień w dolinie mgieł”, "Nie zabije nocy", „Amiranda”, no ale „Baśka” też, szczęściem grafomańskie popisy Roberta mnie ominęły i wróciłem na „Son of the Blue Sky”. Krajowy hymn lat 90. rzeczywiście nie zawiódł, a ja występ zespołu nawet pomimo koszmarnego brzmienia gitary pana wokalisty (tak gdzieś od czwartego numeru) będę mile wspominał, właśnie ze względu na wykonania kawałków z początku kariery, do których pałam wstydliwą lecz niesłabnącą sympatią.

Bajm

Monika Brodka / Fot. Grzesiek KorzeniowskiKrólowa bezsensownych tekstów wszelkie wokalne i techniczne potknięcia postanowiła zamaskować zbędnym hałasem. Bajm na koncertach jest hardrockowy. Siermiężny, koślawy, przegadany macho rock bez grama miłej melodii z tekstami wymierzonymi w rozkochane w serialach panie domu i tanimi zagraniami w stronę publiczności (rząd jest zły!). Do tego Beata powinna wiedzieć, że w pewnym wieku strój a la Xena nie pasuje. Tym niemniej publiczność bawiła się świetnie, a moje przemyślenia prawdopodobnie wynikają z tego, że w krajowym show biznesie gwiazdy z kilkudziesięcioletnim dorobkiem są zawsze krytykowane. Cóż, jakie gwiazdy taki show biznes.

Scena na Square of Fame, czyli płotki, które kiedyś (miejmy nadzieję) połkną grube ryby



Jeśli scena główna była źle nagłośniona, to akustyka na tej młodych talentów była wręcz tragiczna. Dobrze brzmiały tylko zespoły nierockowe, czyli dokładnie dwa, resztę wypełniły rzężące gitary iDoda / Fot. Grzesiek Korzeniowski wokale bez cienia rockowego pazura. Dwóch pierwszych artystów nie widziałem z tego samego powodu, co Braci i Brodki. Świadom tego, że na takich zlotach zawsze można jakąś ciekawą nowość wyłapać, tym bardziej jeśli zna się tylko dwa zespoły z tych występujących, postanowiłem pozostałe koncerty młodych i „zdolnych” obejrzeć.

Neske

Typowy brytyjski rock zagrany jakby gitarzyści rąk nie mieli, bez powera, bez choćby przyzwoitego wokalu, za to z okropnie zmasakrowanym coverem z Czesława Niemena. Wstyd.

L.Stadt

Zawiedli. Mój drugi koncert łodzian chciałbym wyrzucić z pamięci. Nagrali świetną płytę, na scenie też sobie radzą, ale Wembley ich zjadł. Słabe brzmienie, nijakie wykonanie, tak nie powinien brzmieć zespół rockowy na żywo, tak nie wolno grać jednej z nadziei polskiej muzyki 2008 roku. Wstyd do kwadratu!

Nika Boon

Jeden z dwóch koncertów z dobrym nagłośnieniem. Mieszkająca w Londynie Polka zagrała z zespołem miłą plumkającą mieszankę eleganckiej bristolskiej elektroniki i chilloutu. Nieinwazyjna, jednym uchem wpadała, a drugim bez żalu wylatywała.

Moebius

Nie bardzo zrozumiałem, który z muzyków jest z Polską związany. Kayah / Fot. Grzesiek KorzeniowskiW ogóle mało kontaktowy był to koncert i kompletnie niewyraźny, nawet pomimo przyzwoitego nagłośnienia. Dlatego szybko się z niego zwinąłem, pamiętam, że było trochę jamajsko, trochę elektronicznie. Nudy.

Poise Rite

Nic specjalnego, Polacy tworzą na Wyspach skrajnie brytyjską muzykę wpisującą się w new rock revival. Przyzwoite piosenki, dobry akcent, fajny występ. Jakby zostali w kraju, to byliby w czołówce młodej alternatywy.

Wembley zdobyty?



Robert Gawliński / Fot. Grzesiek KorzeniowskiReklamowanie tego festiwalu jako święta polskiej muzyki to grube nieporozumienie. Przyjdzie taki Anglik na Dodę, lub nie daj boże Bajm i będzie polską muzykę do końca życia kojarzył z kiczowatą chałturą. Litości, mamy znacznie więcej do zaoferowanie i nawet nie chodzi mi tu o scenę młodych talentów. Gdzie zaproszenia dla takich artystów jak Możdżer, Stealpota czy Smolik? Co z L.U.C-em, Kapelą ze Wsi Warszawa i mieszkającą za rogiem Pati Young? Gdzie jak nie na scenie młodych talentów mogą zagrać Muchy i Marysia Peszek? Dlatego nie zgadzam się na to by o festiwalu na Wembley Arena mówiono w kategorii wielkiego wydarzenia kulturalnego. Co gorsza, poznawaniem, nowego krajowego, kompletnie nie są zainteresowani rodacy na Wyspach pracujący. Prosty przykład, na scenie głównej szaleje Doda, na młodych talentów L.Stadt. Stosunek widzów przedstawia się tak: kilka tysięcy do dziesięciu dusz z czego na oko pięciu słuchających. Pocieszam się myślą, że emigranci w przerwach między ciężką pracą liznęli choćby trochę ciekawej muzyki a na Wembley licznie stawili się kierowani tęsknotą za ojczyzną.

Dlatego robienie z PKO BP LONDON LIVE wielkiego wydarzenia na pół Polski i pewnie Londynu, to dla wszystkich w to zaangażowanych jest strzałem w stopę. Jak niby mamy przebić się ze swoimi artystami do wielonarodowej świadomości, skoro największy krajowy bank i jednocześnie firma będąca własnością państwa promuje lata temu przebrzmiałe gwiazdy? Prosimy o pomoc z zewnątrz.

Emigrancie! Gdy będziesz wracał do domu, przywieź ze sobą dużo dobrej muzyki i umysł otwarty na taką.

Tekst: Marcin Świerczek
Zdjęcia: Grzesiek Korzeniowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

nagłośnienie było beznadziejne, w telewizji może to pięknie brzmiało, ale na żywo straszna kicha. Doda jako jedyna potrafiła to wprost powiedzieć. resztę onieśmieliła miejscówka?

Madonna z tego co wiem występowała na stadionie, a nie na Wembley Arena. Kylie też, poza tym gwiazdy formatu Palnta i wspomnianych obu wcześniej pań jeżdżą z własnym sprzętem. PKO własny chyba też miało. a uwaga, że debiutanci nie potrafili zagrać wydaje mi się pudłem, bo L.Stadt i Poise Rite widziałem wcześniej i oba koncerty były co najmniej świetne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widac bylo golym okiem ze ludzie bawili sie doskonale, ze Polacy na wyspach potrzebowali takiej imprezy i ze to oni nazywaja to sami swietem. Co nie ma wiele wspolnego z kampania reklamowa, ktora niewatpliwie byla na duza skale. Ale naturalnie stala sie ta sprawa czyms wiecej niz koncertem. Artystycznie mozna miec sporo do zarzucenia - ale ludzie to wlasnie kochaja! Krytykujmy swoj gust narodowy a nie organizacje takich festiwali. Chyba Pan jadac do Londynu czytal jakis program albo liste artystow? Moze szkoda ze nie bylo nikogo z gwiazd angielskich. To szkoda akurat. Naglosnienie bylo swietne w TVP2 - to bylo slychac, artysci w wywiadach raczej byli pod wrazeniem warunkow pracy. A Lady Pank, ktory zostal pominiety w relacji, dal koncert dekady i ewidentnie byl najlepszy w stawce. A coz - to ze nie wszysycy debiutanci na scenie alternatywnej potrafiili zagrac idealnie poprawnie i akustycznie? Bez przesady-to nie moze byc powazny zarzut. Samo miejsce ktore tak bardzo sie Panu nie spoosbalo goscilo 2 lata temu (czyli niedawno) Madonne na trasie, a Kylie, Robert Plant, i wielu innych graja tam naprawde na codzien. Gloria Estefan chyba tuz po festiwalu. Ostatania sprawa - LUC i Mozdzer w takiej konwencji festiwalu bardzo by sie meczyli,to nietrafiona uwaga. Jesli powstanie trzecia scena jazzowa i akustyczna - moze Jopek, folkowe kapele i jazzmani zalezliby swoje miejsce. Ale jak na pierwsza edycje nalezy sie wiecej obiektywnych ocen, a nawet pochwal. Bo nie kazdemu sie chce. Mamy wokol imprezy zagranicznych kapel, albo balangi Radia Eska i festiwale z Sabriną. Taka jest prawda. A tutaj stalo sie cos waznego, szczegolnie w wymiarze spolecznym. Tak to oceniam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A jeszcze, czy ten pytajnik w tytule to Twój czy obowiązkowy serwisowy? :) Jeśli to drugie, to ktoś wpada w autoparodię...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nazwania coveru profanacją to ja Ci nie wybaczę :> A Doda zjadła resztę na śniadanie (typowe brytyjskie...). No, Wilki się wybroniły jeszcze. Może.
Małej scenie nie pomogły ani odbicia dłoni gwiazdy (które robiły za popielniczki...), ani to, że tuż obok stały budki z piwem i fast-foodami, ani to, że tylko obok niej można było palić. Smutne to, ale wykonawcy nie zachęcali. Nie bez znaczenia jest pewnie fakt zmaskulinizowania małej sceny, przy jednoczesnym sfeminizowaniu dużej - bo przecież "kwiat polskiej młodzieży na emigracji" nie będzie do facetów krzyczał "pokaż dupę". Będzie krzyczał do Dody albo Natalki Kukulskiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.