Facebook Google+ Twitter

Wesele Bayernu, pogrzeb Barcelony

Bayern nie mógł wymarzyć sobie lepszego przeciwnika na zademonstrowanie swojej siły. Jupp Heynckes zrównał z powierzchnią ziemi to, co w Barcelonie zbudował Pep Guardiola.

 / Fot. EPA/ANDREAS GEBERTPogrążeni w żałobie, z głębokim smutkiem i niedającym się opisać żalem, informujemy, że dnia 23 kwietnia 2013 roku odeszła od nas drużyna, która wywindowała futbol w wymiar dotychczas dla niego nieosiągalny, niepowtarzalnie bogaty we wrażenia artystyczne i wyróżniający się najwznioślejszymi wartościami estetycznymi. Jej odejście było prawdziwym wstrząsem, choć ostatnimi miesiącami choroba przybierała na sile. Dziś już wiemy, że okazała się śmiertelna. Barcelono, przeżyliśmy z Tobą wspaniałe chwile, które nas, niegodnych widzów Twojej sztuki, niekompetentnych interpretatorów Twojego stylu, doprowadziły do wyjątkowych uniesień. Świat futbolu bez Ciebie nie będzie już taki sam.

Epitafium tej treści oddaje ducha wczorajszego wieczoru na Allianz Arena. Grabarze z Monachium pochowali Dumę Katalonii, która jeszcze jesienią wydawała się nie zdradzać symptomów śmiertelnych. Pobiła rekord Primera Division, spacerując przez pierwszą część sezonu bez potknięcia, rywali zostawiła ze przewagą nie do odrobienia, a Leo Messi cały czas podążał drogą pobicia własnego rekordu strzeleckiego z ubiegłego sezonu.

Ale czas weryfikuje plany. Barcelona nie wygrała pięciu kolejnych El Clasico, odpadła z Copa Del Rey dając sobie wbić trzy bramki na Camp Nou po raz pierwszy od 6 lat. Real może katować siebie wspomnieniami z początku sezonu, gdzie hurtowo gubił punkty. W sferze wyobrażeń pozostaje co byłoby, gdyby dziś miał kontakt punktowy z podmęczonym i zniechęconym liderem.

W Lidze Mistrzów jeszcze starczyło zapału na remontadę z Milanem, ujście z życiem z wciąż niegotowym do gry na pierwszym froncie PSG, ale gdy przyszło do starcia z ekipą mierzącą równie wysoko, upadek był bolesny. Model Guardioli się wyczerpał, czarująca tiki-taka zdezaktualizowała, dotychczas skrywane zwykle słabości zostały bezwzględnie obnażone.

Mina Messiego mówiła wszystko - nie mogę dać z siebie więcej. Cofnięty daleko od pola karnego tracił piłkę w niepotrzebnych dryblingach, wyraźnie ustępował szybkością i koordynacją ruchów. On, ten, który w pełni zdrowia jednym ruchem wyprowadza w pole całą defensywę, nagłym przyspieszeniem na małej przestrzeni gubi masowo otaczających go rywali. Tito Vilanova zrobił mu krzywdę, pozwalając grać w tak ważnym meczu w stanie, w którym nie powinien nawet truchtać na treningu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.