Facebook Google+ Twitter

Wesołej nocy

"Komu Apostołowie przekazywali naukę Chrystusa? Przekazują i nakazują innym przekazywać zasługującym na wiarę ludziom. Taka sukcesja, zgodna zresztą z wolą Chrystusa gwarantuje nieomylność."

Freski na ścianie kościoła w Diu City, Indie - stan Gudżarat / Fot. Gustaw FitPachnie kadzidłem. To bardzo specyficzny zapach. Kadzidło zawsze miało, według mnie, specyficzny zapach w kościele. Taki gorzki. Bez uśmiechu. Gdzieś z boku napływa do mnie płomienny głos kapłana. Jest Wielki Piątek. Dzień śmierci.

"Zdziwienie mnie ogarnęło, że tak wielu spośród młodych chrześcijan nie zna podstaw naszej religii. Przed godziną czwartą po południu podszedł do mnie jeden młody człowiek i zapytał się. Ojcze, co oznacza INRI na krzyżu? Odpowiedziałem. Zdziwił się, mówiąc - jak to ojcze, król Judei jest kimś, w kogo mam wierzyć? Czemu mam wierzyć w kogoś, kto był królem Izraelitów? Postanowiłem więc, że dzisiaj w czasie kazania wytłumaczę to […] Jego życie (Jezusa - przyp. autora) miało tylko jeden cel. Umrzeć na krzyżu. Napis na krzyżu brzmi INRI. IESVS NAZARENVS REX IVDÆORVM. Jezus Nazaretańczyk, Król Judei. Jezus umarł za nasze grzechy. Umarł raz. Wystarczył jeden raz. Tym jednym razem odkupił wszystkie nasze grzechy. W starożytnej Jerozolimie istniał obyczaj. W świątyni było jedno najświętsze miejsce. Tylko najwyższy ranga kapłan miał tam dostęp. Zabijał tam jedną owcę. Krew tej owcy obmywała go z grzechów. Jego lub przy specjalnych okazjach, innych zgromadzonych w świątyni. Jezus przelał swoja krew za nas. Jak baranek. To jest znaczenie jego cierpienia. To jest znaczenie jego krzyża. Rzymianie probowali umniejszyć znaczenie nauk Jezusa, wypisując na krzyżu INRI. Dla nich to było szyderstwo. Szyderstwo zamieniło sie we wspaniałą prawdę, dzięki miłości Boga. Jezus jest królem…" Źródło: Kazanie księdza z Diu, Indie, stan Gudżarat, z dnia 21/03/2008. Msza w dzień Wielkiego Piątku.

Z kościoła wychodzi procesja. Znika gdzieś do soboty. W sobotę z rana zawsze chodziłem z koszyczkiem do kościoła. Nie mam pewności skąd pochodzi ta tradycja. Z mojej skromnej, acz niepotwierdzonej wiedzy wynika jakoby to biskupi wiele lat temu, wprowadzili ten zwyczaj dla uproszczenia. Symboliczna święconka miała zastąpić zwyczaj święcenia całego jedzenia, jakie miało się znaleźć na niedzielnym stole. Nie jest to jednak główna rzecz jaka mnie zastanawia. Jeśli święto paschy, inaczej Wielkiej Nocy, inaczej jeszcze Zmartwychwstania Chrystusa, święto radości i zwycięstwa Boga nad materią ma być świętem radosnym, to dlaczego zawiera ono tyle smutku? Dlaczego najpierw przez czterdzieści dni mamy się smucić, z apogeum smutku w Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę, pozwalając sobie tylko na odrobinę radości tylko w Wielką Niedzielę, Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego? Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale lubię je zadawać. Osobiście raduję się. Może jest to lekko naiwne, ale dla mnie cały ten okres jest okresem radości. Jakże mam się nie radować, gdy wierząc w Boga, wiem, iż to właśnie w tym okresie następuje prawdziwe odnowienie przymierza odkupienia grzechów całej ludzkości.

Dopiero pogański zwyczaj poniedziałkowego oblewania się wodą daje nam możliwość uzewnętrznienia swoich emocji. Tak dzisiaj niedoceniany. Tak niechciany, przez tych obawiających się naruszenia swojej przestrzeni osobistej. Nawet tutaj wprowadzamy zakazy, które prowokują wręcz do ich łamania. Psychologicznie, idąc za Jungiem - blokując sobie możliwość oblania innych wodą, co odpowiada symbolicznemu obmywaniu siebie i innych, odnawianiu poczucia wspólnoty oraz przekazywaniu innym wody-życia, czyż nie powodujemy coraz większej desakralizacji najważniejszego chrześcijańskiego święta? Czy poprzez nieuznanawanie zwyczajów, które były czymś normalnym dla naszych dziadów, nie powodujemy coraz większego zamykania się w samych sobie? Już dzisiaj mamy poważne kłopoty z poznawaniem innych ludzi. Już dzisiaj bardziej interesują nas intelektualne, czyli smutne i poważne aspekty wiary. Zapominamy o jej emocjonalnym aspekcie. Zapominamy o entuzjastycznym krzyczeniu "Alleluja!" w niedzielne poranki, kiedy to symbolicznie, razem z odradzającą się naturą, zmartwychwstaje Jezus. To co nas interesuje, to powaga, cisza, nieangażowanie się. Może to tylko jest odpowiedzialne za kryzys naszej wiary?

"Dawny zwyczaj na wsiach nakazywał, aby wracając ze święconym obejść dom trzy razy, zgodnie ze wskazówkami zegara, co miało wypędzić złe moce z gospodarstwa."Źródło: Wikipedia

Sobór nicejski z roku 325. To tutaj orzeczono, iż Wielkanoc powinna odbywać się po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Myślę, iż wpływów było wiele. Między innymi zbiegało się to z tradycyjnymi, pogańskimi świętami końca wiosny. Jako, że nowe zwyczaje miały zastąpić stare, była to data idealna. Oddając się trochę wyobraźni, czuję te potężne śpiewy w kościołach średniowiecznych i lat późniejszych. Te chóry chwalące Pana, trzęsące ziemią, potem kantaty Bacha, koncerty organowe, wielkie procesje. Uproszczenia lat późniejszych zabrały temu świętu wiele z jego urody. Samym umysłem nie da się świętować długo. To tak, jakby wyobrażać sobie wiejską potańcówkę, bez wychodzenia na nią. Potęga umysłu daje nam coraz większą władzę nad materią, ale odbiera nam radość życia. A zwłaszcza jakość odbierania radości, radości która jest po prostu nielogiczna.

Kościół katolicki jest nieomylny. Jest skałą Piotrową. Dlaczego więc dzisiaj, jest taki smutny? Dlaczego my nie pozwalamy sobie na odrobinę radości?

Cytat w leadzie pochodzi z "Tygodnika Podhalańskiego",
pl.soc.religia

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Parafrazując. Czas refleksji kojarzy mi się raczej z niepotrzebną powagą, czyli smutkiem. Jeśli chodzi o "nadejście" Chrystusa, to od tego jest święto Bożego Narodzenia. Moim zdaniem i nadal je będę podtrzymywał, najważniejsza powinna być niedziela, czyli dzień zmartwychwstania Pańskiego. To jest tak ważne w całym tym święcie, pokazanie triumfu Boga nad śmiercią. Dlaczego mamy oddawać się refleksji?

Czas postu jest czasem oczyszczenia i pogodzenia się z Bogiem. To jest czas wycofania, refleksji. Natomiast Triduum, powinno być wielkim, wesołym świętem. W jeden dzień Bóg umiera za nasze grzechy, więc zamiast się zastanawiać, powinniśmy mu dziękować. Zamiast kierunkować się na ludzki aspekt, czyli cierpienie, kierunkować się na boski - wyzwolenie z grzechów. W sobotę kontynuowalibyśmy radowanie się, a w niedzielę wystrzelalibyśmy pod niebiosa z powodu zmartwychwstania. Czyż to nie jest ważniejsze, niż ludzki aspekt cierpienia Chrystusa?

Co do apokryfów i tradycji. Kościół wybierał to, co mu było wygodne. Np. boski aspekt Chrystusa został prawie całkowicie wycofany z tradycji chrześcijaństwa zachodniego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całkiem błędne pojęcie Wielkiego Postu zakłada, że jest to czas smutku. Ależ nie! To czas refleksji, przygotowania na nadejście Chrystusa, a także czas zmian, na które dzięki refleksji mamy więcej siły i czasu. Z liturgii Triduum Paschalnego najważniejsza dla chrześcijan jest - a w każdym razie powinna być - liturgia Wigilii Paschalnej, która odbywa się - a przynajmniej powinna się odbywać - w wieczór Wielkiej Soboty (w tradycji żydowskiej dzień rozpoczynał się o zmierzchu dnia poprzedniego). Smutek Wielkiego Czwartku? Ależ nie, wtedy świętujemy ustanowienie Eucharystii, namaszczenie kapłanów! Śpiewa się wtedy "Chwała na wysokości Bogu", którego nie słyszeliśmy w żadną niedzielę Wielkiego Postu (notabene w niedziele nie obowiązuje post, tzn. można np. bawić się itd.). Wielki Piątek to czas powagi i głębokiego przeżycia śmierci Chrystusa, bez której, jak piszesz, nie byłoby zbawienia. Niekoniecznie trzeba się smucić - należałoby raczej doświadczyć tej śmierci niejako w sobie, ale w taki sposób, by następnego dnia móc radować się całym sercem ze Zmartwychwstania. Niestety, w polskim kościele występuje tendencja do upraszczania i spłaszczania wszystkiego, co się da, dlatego rzadko mówi się o bogactwie uczuć i doświadczeń, jakie faktycznie może, czy nawet powinno, towarzyszyć chrześcijanom w te trzy dni.

Co do tradycji, które sam za źródłami nazywasz pogańskimi - myślę, że Kościół w myśl postępu zachował te tradycje, które są mu rzeczywiście potrzebne, a odrzucił te, które nic do duchowego przeżycia świąt nie wnosiły. (Tak samo postępowano np. z apokryfami - są to teksty, które tak naprawdę nie wnoszą nic do prawdy o zbawieniu). Powiedzmy sobie szczerze: kto patrzy na Lany Poniedziałek przez pryzmat symboliki? Dla młodych ludzi, którzy są przecież solą ziemi i światłością świata, lanie wody to nie obmywanie się, tylko świetna zabawa. Coraz częściej odchodzi się od duchowego przeżywania Wielkiej Nocy i innych świąt, stawiając wyłącznie na uciechy cielesne. Oczywiście połączenie tych dwóch płaszczyzn jest potrzebne, ale jedna nie może zastępować drugiej. Myślę, że aby dobrze pojąć radości przyziemne towarzyszące świętom, trzeba najpierw zrozumieć ich duchowość, a tego niestety brakuje. Być może, jak powiedziałeś, z powodu wszechogarniającego i totalnie niezrozumiałego smutku.

Czy radowanie się w Wielkim Poście jest naiwne? Powiem tylko tyle: ja w Wielki Piątek popłakałam się ze wzruszenia i radości...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.