Roman Giertych pojawił się wczoraj nieoczekiwanie na obchodach 65 rocznicy pogromu Żydów w Jedwabnem. Złożył z tej okazji kwiaty pod pomnikiem pomordowanych. W uroczystości wziął także udział ambasador Izraela w Polsce Dawid Peleg, który w weekend zapowiedział bojkot wicepremiera i ministra edukacji z powodu antysemickich wypowiedzi rodziny Giertycha oraz członków Ligi Polskich Rodzin.

- Decyzja zapadła w ostatniej chwili. Roman Giertych postanowił pojechać do Jedwabnego, by oddać hołd pomordowanym, ale też z powodu oświadczenia ambasadora Izraela. Minister chciał okazać dobrą wolę – powiedział Piotr Ślusarczyk, który towarzyszył wicepremierowi w czasie uroczystości.
Deklaracja ambasadora nie była potrzebna. Nie ułatwia ona realizacji stosunków polsko-izraelskich, które są bardzo dobre w wymiarze strategicznym i w wymiarze troski naszego państwa o dziedzictwo żydowskie, jako część naszej historii. Dobrze się stało, że Roman Giertych wziął udział w uroczystościach w Jedwabnem – uważa Marek Jurek, marszałek Sejmu.
Ostrzej wypowiada się Jan Maria Rokita z PO.
- Bojkotowanie jakichkolwiek ministrów obcego kraju jest całkowicie niedopuszczalne. Mam nadzieję, że nie jest to akcja zorganizowana przez kierownictwo państwa izraelskiego i przez rząd Izraela, tylko niemądra akcja lokalnego ambasadora. Izrael sam psuje sobie relacje z Polską, a relacje te miały bardzo duże szanse zrobić w najbliższych latach znacznie więcej dla Izraela niż dla Polski – powiedział Rokita.