Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14712 miejsce

"Wieczny Grunwald" Szczepana Twardocha. Polak i Niemiec dwa bratanki? [RECENZJA]

"Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów" Szczepana Twardocha jest jak magnes. Jeżeli zaczęło się czytać, trudno przerwać. Autor nagradzanej wielokrotnie "Morfiny" sprowadza świat do dwóch biegunów, którymi są Niemcy i Polska.

 / Fot. Materiały prasowe"Jeś krolowic. Synem króla Kazimira jeś. Bastertem jego. On cię zaczął jest w żywocie mojem" - usłyszał młody Paszko z ust matki tuż przed jej śmiercią. Córka norymberskiego kupca została zgwałcona przez króla Kazimierza Wielkiego, mając czternaście lat. Gdy urodziła syna, król już nie żył. Jedynym dowodem na to, że Paszko jest wawelskim bękartem, była batystowa chustka z monogramem.

Chłopiec wychowywał się w domu publicznym. Wiadomość o tym, że płynie w nim królewska krew zdeterminowała jego życie. Dotąd był "kurwim synem", bękartem. Mówiąc bez ogródek: był nikim. Sama wiedza jednak nie wystarczała, nie dała mu splendoru. Miał tego pecha, że ojciec umarł, zanim on się urodził i nie zdążył go zabezpieczyć, tak jak innych "bastertów".

Paszko szuka własnej tożsamości. Jest Polakiem i Niemcem jednocześnie. "(...) szybko miałem się przekonać, że nigdzie nie jestem u siebie, że polska nacja nie chce mnie tak samo jak niemiecka" - odkrywa. Swoje życie definiuje jako ucieczkę od Polaków ku Niemcom i od Niemców ku Polakom. Jego położenie jest beznadziejne, bo nie czuje się ani Niemcem, ani Polakiem, a jednocześnie jest i Niemcem i Polakiem.

15 lipca 1410 roku Paszko ginie pod Grunwaldem. Nie opowiada się jednak po żadnej ze stron. Zabija każdego, kogo napotka jego miecz: Polaka, Krzyżaka, Litwina, Żmudzina, Rusina... Paszko ginie, ale przyjdzie mu się odradzać w nieskończoność. Z tym samym polsko-niemieckim i niemiecko-polskim dylematem. Z podobną nienawiścią.

"Nienawidzę Niemców, naprawdę nienawidzę Niemców (...) nienawidzę romantische lieder (...), nienawidzę pruskiego stylu życia, nienawidzę Goethego i Kanta, nienawidzę Hitlera, Allgemeine-SS, Waffen-SS, Luftwaffe, Heer i Kriegsmarine, nienawidzę nazistów i nienawidzę Tomasza Manna, który nienawidzi nazistów (...)" - wyznaje Paszko w jednym ze swych wcieleń. Ten medal ma jednak też drugą stronę. "(...) nienawidzę Polaków: nienawidzę Mickiewicza (...) Zamku Królewskiego (...) polskich powstań, Słowackiego, piłsudczyków, endeków nienawidzę również i pepeesowców, ludowców, postępowców, polskich Żydów, poetów ze Skamandra i kosynierów, Chopina nienawidzę i wierzb płaczących, i tych przerażających, pleśnią chmur przykrytych równin, gdzie każdy konar kusi człowieka: do mnie przywiąż pętlę stryczka, utrzymam cię łagodnie i miękko" - rozpacza nie-Polak i nie-Niemiec porównujący się do chwastu, który wyrósł między pszenicą i żytem.

Szczepan Twardoch rysuje dramat "mieszańca", człowieka bez tożsamości, który urodził się, będąc syntezą ognia i wody. Wszelkich przeciwieństw tego świata. Polacy i Niemcy rysowani przez pisarza są inni, a zarazem podobni. Niemcy są ideą, a Matka Polska żywym ciałem. Odwieczna nienawiść obu narodów jest dla autora miłośnym uściskiem. "Walcząc, kochamy się. Walczymy z miłości. Podtrzymujemy się w istnieniu, walcząc" - mówi Matka Polska Paszkowi.

Autor nagradzanej wielokrotnie "Morfiny" sprowadza świat do dwóch biegunów, którymi są Niemcy i Polska. Lektura "Wiecznego Grunwaldu. Powieści zza końca czasów" nie jest prosta. Fabuła nie jest linearna. W zasadzie trudno mówić o fabule. Zasadniej byłoby użyć słowa monodram. Twardoch stylizuje język bohatera na staropolszczyznę, czym jeszcze bardziej komplikuje odbiór książki.

"Wieczny Grunwald" jest jak magnes. Jeżeli zaczęło się czytać, trudno przerwać. Bywa jednak, że lektura irytuje, bo i słowa Paszki, który jest narratorem, błądzą nie tylko po polach bitewnych, ale zderzają się z ideami, filozofią. Są strumieniem świadomości, swoistą terapią. Bohater kreuje antyutopię. Jest figurą i zarazem antytezą Zawiszy Czarnego czy Konrada Wallendroda. Twardoch rozprawia się z etosem rycerskim. Sprowadza go do instynktów, demaskuje, oskarża.

Miłośnicy Sienkiewicza mogą poczuć się nieswojo. Szukający wzniosłości, zderzą się z naturalizmem z jednej strony i alegoriami, którym niedaleko do pornografii. Część odbiorców porzuci książkę. Inna uzna ją za obrazoburczą "prowokację godzącą w tradycje polskiego oręża". Kolejni nie wytrzymają gęstego niczym smoła napięcia. Ci, którzy dotrą do końca, poczują się, jak po całym dniu ciężkiej pracy: zmęczeni, może nawet znużeni. Zrozumieją jednak, że są o krok od klucza do polskiej romantycznej duszy i niemieckiego ducha, dla którego słowa Ordnung, Blut, Treue to synonimy. "(...) i cierpienie przezwieczne jest mi dane, i miriady śmierci, miriady nienawiści, miriady bólu. Miriady lat" - zauważa Paszko, wyrażając uniwersalną prawdę o ludzkim jestestwie. Lub choć część tej prawdy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Lepiej nie żyć wo ogóle.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.