Facebook Google+ Twitter

Wiedza za 800 złotych

Kiedy pięć lat temu wybierałem szkołę, byłem przekonany, że liceum ogólnokształcące jest jedyną słuszną dla mnie drogą. Byłem wszak młody, zdolny, a przede wszystkim chętny zdobycia wykształcenia i wiedzy, a ta jest przecież skarbem.

Z takim właśnie przekonaniem dokonałem wówczas jedynego, słusznego wyboru. Po trzech latach, kiedy przyszło mi obrać dalszy kurs mojej życiowej kariery, kierowałem się podobnymi kryteriami. Zaślepiony marzeniami o kształceniu młodzieży polskiej, o obowiązku wobec kraju, o chęci wypełnienia jakiejś funkcji w państwie polskim, zdecydowałem się... zostać nauczycielem.

Od 3 października wracam po wakacyjnej przerwie i rozpocznę naukę na trzecim roku studiów, by dzielnie walczyć o spełnienie moich snów. Tylko, że sił jakoś już tak jakby mniej, a i samo marzenie blednie w obliczu rzeczywistości, z którą już niedługo przyjdzie mi się spotkać. Bo oto wreszcie, w wieku 22 lat będę miał swój pierwszy, wyuczony zawód.

Z tytułem licencjata mogę ubiegać się o pracę w gimnazjach i szkołach podstawowych. By uczyć w szkołach średnich potrzebuję tytułu magistra. To oznacza kolejne dwa lata nauki, którą oczywiście podejmę. Idąc w zaparte, jakby nie dostrzegając bezsensowności tego biznesu, wciąż wiem, chcę zostać nauczycielem.

Tylko coś mi tu nie pasuje... Aby uzyskać wspomniany już wyżej tytuł magistra muszę studiować 5 lat. Pięć cholernych lat, w które moja rodzina musi zainwestować olbrzymie jak dla mnie pieniądze. Student, który nie mieszka w mieście uniwersyteckim i jest zmuszony wynajmować stancję, pokój, czy też inne lokum niezbędne do życia, potrzebuje minimum 500 zł miesięcznie. Suma ta ledwo starczy na życie, ale jakoś się dociągnie do pierwszego. Jeden semestr trwa 5 miesięcy. Cały rok akademicki natomiast 10. Pomnóżmy zatem 500 przez 10
i wyjdzie nam koszt rocznego utrzymania studenta. 5000 złotych, tyle właśnie kosztuje jeden rok studiów. Książek, kserokopii, zeszytów, długopisów i tym podobnych wydatków nie wliczam. Całe studia wyniosą mnie zatem nie mniej niż 25 tysięcy złotych.

Po 3 latach spędzonych w liceum, 5 na studiach, mogę wreszcie zacząć pracować. Zarabiać na siebie, na rodzinę, na przyszłość. Tylko, że pensja, którą dostanę ledwie starczy na pierwszą pozycję z tej listy. Bo ktoś tu chyba robi ze mnie kompletnego idiotę, skoro po takim czasie nauki, takiej ilości pieniędzy w nią zainwestowanej, dostanę 800 złotych pensji.

Wziąłem niedawno kolegę na stopa. Młodszy jest ode mnie o trzy lata i ukończył dwuletnią szkołę zawodową. Dyskretnie spytałem go o pracę. Od września zmienia swoje dotychczasowe miejsce zatrudnienia i idzie zarabiać w firmie kumpla. Płaca? 10 złotych za godzinę, a po trzech miesiącach 12! Jak twierdzi, przeciętny robotnik bez problemu wyciągnie 2 tysiące zł na miesiąc.

I to nie jest tak, że gardzę robotnikami. Nie! Wiem doskonale, że w społeczeństwie potrzebny jest ktoś, kto naucza, ktoś, kto sprzedaje, czy też ktoś, kto wyremontuje łazienkę. Tylko gdzie jest sprawiedliwość? No gdzie, skoro przy tak ogromnym nakładzie czasu i pieniędzy nigdy nie dojdę do takiej pensji jaką ma robotnik, którego wykształcenie trwało 2 lata, a koszt był nieporównywalnie niski do moich studiów?

Mówi się, że wiedza to skarb. Dziś zrozumiałem, że jest to tylko metafora. No, ale przecież gdybym nie zdobył swojego wykształcenia, to pewnie nie znałbym tego, jak je nazwano w reklamie, trudnego słowa...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Drogi autorze, a czy koniecznie musisz pracować jako nauczyciel?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale właśnie chodzi o to, że w tych prywatnych szkołach nauczyciel zarobi więcej niż w szkole państwowej. Dlaczego zatem firma prywatna, która zatrudnia nauczyciela wie, że tego praca jest cenna, a państwo nie ma o tym pojęcia? Tego nie potrafię zrozumieć. Dlaczego państwo nie potrafi docenić roli nauczyciela. Zresztą nie tylko państwo. Samo społeczeństwo również. Wystarczy poczytać fora internetowe i zobaczyć reakcje ludzi na protesty nauczycieli. Czego Ci nauczyciele się tak drą? Mają dużo wolnego, 7 godzin pracy, idą do domu i koniec. Faktu, że w tym domu czeka nauczyciela dwa razy więcej pracy niż w szkole już nikt nie dostrzega. Faktu, że nauczyciel musi się regularnie douczać i zdobywać kolejne kwalifikacje, by zdobyć o 100 zł więcej miesięcznie też nie. A nie zawsze szkoła pokrywa koszt zdobywania wykształcenia nauczyciela...
Co do liberalnej gospodarki. No cóż, postępuje prywatyzacja, rozwija się liberalizm gospodarczy itd... Tylko, że szkolnictwo jest wciąż częścią państwa, na które podatnicy przeznaczają swoje pieniądze, a co za tym idzie państwo powinno to szkolnictwo utrzymywać. Utrzymywać na tyle, by sama szkoła mogła pewien poziom reprezentować...

Komentarz został ukrytyrozwiń

filip_ek , w swoim poście starałem się wyjaśnić, że pieniądze, także te w państwowej kasie, nie biorą się z nieba! Uczniowie w prywatnej szkole języków swoją wiedzę kupują, więc ten przykład nie jest tutaj adekwatny, bo Ty poruszasz temat wartości wiedzy na rynku pracy. W tym kontekście bardziej interesująca jest sytuacja nauczycieli w prywatnych szkołach i ich zarobki a nie to ile zarabiają samej szkoły.
Ja też chciałbym rolę państwa widziec tak jak Ty napisałeś, niestety liberalna gospodarka dąży do zmniejszenia roli państwa wiec nie wiem jak to pogodzić. A „... 800 zł jest kwotą śmieszną” i nie przyszło mi nawet do gołwy, żeby zaprzeczać!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przy czym szkolnictwo jest, zdaje się, państwowe. Cenę edukacji powinno zatem w tym momencie ustalać państwo chociażby dając na nią pieniądze. Poza tym, też wcale aż tak do końca nie jest. Zauważ proszę, że szkoły i uczelnie prywatne zarabiają cholernie dużo pieniędzy. Prywatne szkoły języków obcych nie narzekają na klientów. Ludzie szukają korepetycji. Jednym słowem wiele wskazuje na to, że wiedza faktycznie jest w cenie. Tylko, że państwo chyba jeszcze do tego nie dojrzało, bo 800 zł jest kwotą śmieszną i nikt mi nie powie, że nie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kiedy zamykano fabryki, wyrzucano na bruk setki tysięcy robotnikow, skwitowano to wzruszeniem ramion i stwierdzeniem ”wolny rynek” i „nie opłaca się”. Taka sama mogłaby być odpowiedź na Twoje pytanie dlaczego zarabiasz mniej niż Twoj kolega po 2-letniej szkole. Taki rachunek ekonomiczny, on się bardziej opłaca! Oczywiście wiem, że ta odpowiedź jest głupia, zawsze taka była ale..... Kidy już zamknieto te wszystkie „nieopłacalne” zakłady, to kto ma wypracować nasz polski „dochód narodowy brutto”? Ekonomiści? Specjaliści od stosunków międzynarodowych? Może lobbyści? Bezrobotni nie zasilą państwowej kasy podatkami....i tak zamknęło się koło. Na wolnym rynku wiedzy, umiejetność mieszania kleju stoi teraz wyżej niż taksonomia Blooma. Kiedy to się zmieni? Kiedy w Polsce minie oczarowanie liberalna ekonomią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam nadzieję, że będziesz dobrym nauczycielem :). Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Sumek
To, że zdawałem sobie sprawę z zarobków zawsze, nie znaczy, że nie mogę się zdecydować na podjęcie takich a nie innych studiów. Doskonale znałem sytuację w szkolnictwie i mimo tego od początku liceum w zasadzie myślałem o zostaniu nauczycielem. Z tonu Twojego wynika, że masz jakby do mnie pretensje, że raczyłem tutaj zabrać głos, rzucić swoje "trzy grosze" i ponarzekać. Moim zdaniem jednak nie masz racji, bo mam prawo narzekać, skoro sytuacja jest jaka jest, a jest nienormalna. I taka jest prawda, nie może być czegoś takiego, że nauczyciele, czyli ludzie, którzy mają kształcić młodzież, przyszłość narodu, zarabiają psie grosze. To jest chore i na to właśnie chciałem zwrócić uwagę. A co do mojej decyzji? Nie, nie żałuję, jeszcze raz podjąłbym te same studia, tylko to w niczym nie zmienia faktu, że powody do narzekań są... I nikt mi nie wmówi, że nie...
@Erasmus
Owszem, mogę i może nawet tak zrobię, nie wiem jeszcze jak moje losy się potoczą. Na razie myślę nad otworzeniem prywatnej szkoły języków obcych, co pozwoliłoby mi zwiększyć zarobki osiągane w szkole. I pewnie już zaraz wybuchną głosy, co narzekam, skoro mogę znaleźć takie rozwiązanie i zarabiam więcej. Tylko, że to również nie zmienia faktu, że nauczyciel powinien nie martwić się i nie frustrować z powodu pieniędzy, które co miesiąc dostaje. Zresztą taką komfortową sytuację mają językowcy. Zwykły nauczyciel, fizyki, matematyki, poza państwową szkołą może po prostu od czasu do czasu udzielić korków i się kończy zabawa...

Komentarz został ukrytyrozwiń

A nie możesz pojechać do Niemiec lub Anglii? Sa tam polski dzieci, a zarobki też nie najgorsze. Wiem, bo znam tam parę osób z rodziny. W Polsce ja nie rozumiem, jak ludzie się pchają do tego zawodu (choć też mam nauczyciela w rodzinie, ale już na tym najwyższym poziomie - dyplomowanego)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A przed rozpoczeciem studiow na takim kierunku nie zdawales sobie sprawy z niskich zarobkow nauczycieli? Oczekiwales ze przez te kilka lat sytuacja radykalnie sie zmieni? Przed rozpoczeciem studiow mozna mniej wiecej ocenic czy po ich ukonczeniu zdobedzie sie dobrze platna prace.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.