Facebook Google+ Twitter

Wielka celebra i hipokryzja

Na ogół porządek rzeczy jest taki: chodzą ze sobą oficjalnie i nieco mniej oficjalnie sypiają. Potem ona zachodzi w ciążę i tu już zależnie od statusu - musi być ślub skoro już...

Polska Agencja Prasowa donosi, że rośnie liczba rozwodów kościelnych. Bardzo to dziwne w kraju, gdzie super katolicy biegają gromadnie do kościoła, na pielgrzymki, pod rybę a przed papieżem tańczą nawet na głowie.

Najbardziej uroczysty ślub zapewnia ceremoniał kościelny, bo to i msza, i wiązanie rak stułą "na zawsze", i te obrączki, ukwiecony kościół, organy, śpiewy, kawalkada samochodów, goście jakże pięknie wystrojeni, a przede wszystkim - niewątpliwy wianek dziewiczy na głowie wątpliwej dziewicy oraz suknia na jeden raz w życiu. Raz w życiu - księżniczka i książę z bajki. Ona zawsze o tym marzyła.

Potem są szczęśliwi jak nikt na świecie. A potem zaczyna się życie, czyli kłopoty z maluchem, niewyspana, lekko zaniedbana mama, ciężko wystraszony tato nie biorący na siebie co najmniej połowy obowiązków domowych i zaczyna się "niezgodność charakterów".

Ciąg dalszy - albo dochodzą do porozumienia, albo zaczyna się walka zakończona mniej lub bardziej efektownym rozdzieleniem od stołu i łoża. W tym momencie prawdziwy katolik - jak się żenił przed ołtarzem, tak rozejść się musi za przyzwoleniem swojego kościoła. Kościoła, który potrafi rozerwać "nierozerwalne" i rozwiązać, co związał. Albo lepiej - unieważnić.

Jakieś kościelne paragrafy na znane "dziewice konsystorskie" się znajdują. Znam jednak osobiście przypadek, że Kościół poważnie traktuje wniosek o unieważnienie małżeństwa nie istniejącego od kilkunastu lat. Wniosek człowieka który porzucając żonę i kilkunastoletnie dziecko niejako "po drodze" spłodził i porzucił kolejne nieślubne, by zrobić trzecie - tym razem damie cnotliwej i na tyle pobożnej, iż bez ślubu kościelnego nie wyobraża sobie ona dalszego pożycia z ojcem tegoż dziecka.

Cóż więc czynią w tej potrzebie? Cnotliwa mamusia zarządza białe małżeństwo, a nieco mniej cnotliwy małżonek pierwszej i legalnej ze swoich kobiet wnosi do konsystorza wniosek o unieważnienie małżeństwa zawartego " w obliczu Boga". I w ten oto sposób kobieta, matka dorosłego już syna, wezwana przed oblicze kościelnego sądu dowiaduje się, że:
1. wpłynął taki wniosek,
2. że wniosek uzasadniony jest w sposób uwłaczający, kłamliwy i po prostu ohydny.

Małżeństwo od wielu już lat nie istnieje, małżonkowie rozwiedzeni są cywilnie, każde ułożyło sobie życie, ale jedno musi uzyskać zgodę Kościoła, by zaspokoić "pobożność" aktualnej (czy ostatniej?) matki kolejnego dziecka. Tej właśnie, która w ramach zasad wyznawanej religii potrafi faceta wziąć za pysk. Sposobem całkiem zwyczajnym, popularnym i mało zgodnym z przykazaniami boskimi. Z której strony nie spojrzeć - ilustracja do hipokryzji nie tylko wyznawców.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

O ile jeszcze śluby z powodu ciąży moge zrozumieć - chociaż z moich (moich - podkreślam!) obserwacji wynika, że takie związki szczęśliwe zazwyczaj (NIE ZAWSZE!) nie są, to rozwód kościelny jest dla mnie czystą abstrakcją. Pod niezgodność charakterów mozna podciągnąć wszystko... od zwykłych sprzeczek zaczynając. A pzrecież jak ktoś idzie do ołtarza, to choć przez chwilę ta "zgodnosć" musiała zaistnieć!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z autorką. W wielu przypadkach, które znam, to hipokryzja goni tych ludzi przed ołtarz. "Bo tak wypada co ludzie powiedzą" itp.
Wielu podchodzi do tego sakramentu na luzie, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji jakie niesie ze sobą taka decyzja, albo mają w 4literach "całą tą jakąś tam wiarę itp".
W takim wypadku ten sakrament jest już nieważny " na starcie" więc potem unieważnianie tego jest po prostu stwierdzeniem zaistniałej sytuacji, a nie cofaniem Praw Boskich przez maluczkich.
Mnie nikt siłą przed ołtarz nie ciągnął, to była moja i mojej żony w pełni świadoma decyzja. Ba, nawet nic mnie "co łaska" nie kosztował, dziwne pewnie to dla niektórych, ale księża to przede wszystkim ludzie, więc zachowują się również jak ludzie.
A hipokryzja w ej materii taka sama jest u nas w Polsce jak i w innych krajach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

hipokryzja to dobre słowo. Dla mnie unieważnianie małżeństwa to totalny absurd, bo czy da się określić (zwłaszcza po kilku latach) czy ktoś był przymuszony do ślubu albo czy brał go z postanowieniem, że nie chce mieć dzieci? Zamiast wprowadzić rozwody, tak jak w protestantyzmie, robi się cyrk, a Kościół i wiara zostają przy okazji ośmieszone.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest całe mnostwo rzeczy. Ukryta choroba psychiczna, małzenstwo dla spadku, oszusci matrymonialni, ukrycie wiary. Słyszałem o facecie który ukrył swój muzułmanizm a po slubie porwał żonkę do Albanii. Są abstracje, są...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za trafnosc w ocenie sytuacji

Komentarz został ukrytyrozwiń

No właśnie - jak czytam rozwód kościeny, to mnie ciarki przechodzą. Nie ma czegoś takiego!!!! A unieważnienie nie polega na tym, że komuś przestało się podobać w związku i chce go zakończyć, tylko na stwierdzeniu, że ślub odbył się niezgodnie z prawem, a zatem w ogóle nie powinien być udzielony. Po prostu od początku był nieważny (bo ktoś wie, że jest chory ale nie mówi, slub był pod przymusem itp)

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i w tym jest problem. Aby tego bylo jak najmniej. Oszukanstwa :)
Sa przypadki ze uniewaznienienie nie jest zadna hipokryzja a ratunkiem i czyms ostatecznym... Gdy procedura opiera sie na prawie kanonicznym opiniami z katechizmu, studium przypadkow itd jest ok

Komentarz został ukrytyrozwiń

."Doceniam Jadwigo twoje luzne interpretacje i oceny ale nijak sie to ma do wykladni z prawa kanonicznego :) "
......przyznaje ze uniewaznienie jest coraz latwiejsze do uzyskania. Ale to wynika ze sprytu i poswiecenia zainteresowanych. "

Emenefiksie - przecież ja nie "interpretuję prawa kanonicznego" !!!!!! Piszę o sprycie i jego akceptacji przez sady koscielne.
"Co Bóg związał....." itd. człowiek (funkcjonariusz pana Boga) coraz łatwiej unieważnia.
I to jest dla mnie HIPOKRYZJA.
CZY TO TAK TRUDNO ZROZUMIEĆ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja znam sprawe od wewnatrz i przyznaje ze uniewaznienie jest coraz latwiejsze do uzyskania. Ale to wynika ze sprytu i poswiecenia zainteresowanych. Choc generalnie i tak jest bardzo trudna procedura.
Jesli ktos trafi np na Jarka w procesie to czeka go w kazdym razie przynajmniej 2,3 letnia droga, pelna weryfikacji i tysiecy pytan. On ma zasade ze sie nie moze pomylic. Albo zostac wykiwanym...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moj dobry przyjaciel - ksiadz wlasnie zostal Przewodniczacym kongregacji diecezjalnej sadu Biskupiego. Zajmuje sie wlasnie uniewaznieniami. Sie podowiadywalo to i owo :)

Doceniam Jadwigo twoje luzne interpretacje i oceny ale nijak sie to ma do wykladni z prawa kanonicznego :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.