Facebook Google+ Twitter

Wielka feta muzyczna podczas festiwalu Pitchfork w Paryżu

Hipsterzy i nie-hipsterzy świata, którzy na słuchawkach mają zazwyczaj brzmienia Animal Collective, Grizzly Beara czy Simian Mobile Disco dostali w prezencie na jesień jeszcze jeden genialny festiwal - Paryż, 1-3 listopada, Pitchfork Fest!

 / Fot. PlakatTakiego line-upu nie powstydziłby się żaden europejski festiwal - a że promuje go swoją nazwą jedna z najbardziej wpływowych i znaczących gazet w branży muzyki offowej, więc wszystko musiało być przygotowane perfekcyjnie. Są więc trzy dni w jednym z piękniejszych miejsc w Europie (i droższych, zapewne) - Paryżu - z całą po prostu śmietanką, reprezentującą wszystkie ważniejsze kierunki i gatunki muzyczne firmowane na łamach Pitchfork.

Pierwszego dnia festiwalu wystąpią więc M83, magik muzyki elektronicznej i popu Sebastien Tellier, autor kilku naprawdę uroczych w swojej kiczowatości płyt do tańca i nie tylko, James Blake, którego koncerty robią piorunujące wrażenie (przynajmniej na mnie) i który broni honoru delikatnych dubstepów, Japandroids, czyli mistrzowie grzmiących i hałaśliwych brzmień, John Talabot, jedno z objawień DJskich w Europie w ostatnich latach, pan którego Pitchfork z resztą promował od samego początku, Factory Floor, czyli lekcja tańca do brutalnej przygrywki, How to Dress Well, pan który przenosi dwie dekady wstecz swoimi rozmarzonymi, elektroniczno-instrumentalnymi albumami. Częściowo ten sam wózek, słusznie z resztą, bo taka moda, wybrali sobie AlunaGeorge, z wyjątkowym wyczuciem łącząc pop, elektronikę, hip hop, r&b... Cukierkowe słodycze. Dokładamy do tego jeszcze dwa takie alternatywne zjawiska - Chairlift z Brooklynu o nie mniej pastelowym brzmieniu, oraz DIIV, sąsiad z podwórka Nowojorczyków, świeży debiutant, bez rewolucji, za to z ładnym brzmieniem rozmarzonego shoegaze'u.


I tak zaczyna się ten festiwal... Drugi dzień oczywiście nie ustępuje jakością pierwszemu, bo zagrają na nim owiani legendą, najbardziej ubóstwieni spośród muzyków nowo-folkowych (jak i w ogóle w świecie alternatywy) Animal Collective, którzy dopiero co wydali nowy album. Za wstrząsy i amoki odpowiadać będą genialni, fantastyczni na żywo Fuck Buttons, kobiecą zwiewnością uraczą nas Robyn, Jessie Ware i Chromatics (trzy kompletnie różne inkarnacje kobiecych talentów i estetycznych koncepcji). Amerykańską ironię i przemyślane teksty przywiozą ze sobą niezapomniani The Walkmen,, a o folkową, singer-songwriterską estetykę zadba The Tallest Men on Earth. Do tego świeżynki - Outfit, którzy zaraz po stworzeniu zespołu magicznym sposobem trafili na scenę obok Ladytron i Clinic, romantyczno-liryczny, cudny Wild Nothing, oraz Ratking, czyli obowiązkowy element hip-hopowy na każdym szanującym się festiwalu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.