Facebook Google+ Twitter

Wielka fikcja uczelniana

Na polskich uczelniach wykładowcy udają, że wykładają, studenci udają, że się uczą i państwo udaje, że za to im się należy dyplom. Prędko sie to nie zmieni. Niestety.

 

 

 

 

Za parę tygodni skończą się wakacje i zaczyna się szara codzienność na polskich uniwersytetach i szkołach wyższych. Wtedy znowu znudzeni wykładowcy będą tłumaczyć jeszcze bardziej znudzonym studentom, że to wszystko, co w szkole było chwalebne i zalecane, teraz jest nielegalne i niemoralne: odpisać z książki, kopiować z Internetu, powielać fragmenty podręczników. Tu na uczelni, trzeba samemu wymyślić, napisać, zestawiać – inaczej to jest plagiat i będzie dwója. Studenci z prywatnych uczelni będą dopisywać jeden rozdział do swojej pracy licencjackiej i będą to nazywać pracą magisterską. Ich promotorzy będą to akceptować, dając im za to piątki, bo przecież sami tak napisali swoje podręczniki. Poza tym gdyby się inaczej zachowywali i studenci i docenci mieliby więcej roboty, za którą nikt im dodatkowo nie zapłaci.

Czy jest na to jakaś rada? Optymiści twierdzą, że europejskie programy wymiany stanowią bodziec, aby od tego odejść: polscy studenci masowo wyjeżdżają nie tylko w poszukiwaniu pracy, ale i na zagraniczne uczelnie. Ci, którzy nie zostają tam na zawsze, po powrocie nie będą już tolerować tak archaicznych, patriarchalnych i skostniałych wzorców, jakie panują w Polsce. Zbuntują się i wymuszą zmiany. Wspierać będzie ich gospodarka, która nie potrzebuje uległych, grzecznych i bojaźliwych uczniów, lecz kreatywnych, odpowiedzialnych i krytycznych obywateli. Może tak będzie, – ale kiedy? I czy będzie nas stać na to, aby tak długo czekać.

Dlatego pesymiści uważają, że uczelnie w Polsce trzeba zreformować. Umiędzynarodowić. Zwłaszcza na kierunkach humanistycznych i w naukach społecznych. Ja mam na to bardzo radykalny program: po pierwsze, wzorem matury wprowadzić centralnie ustalone kryteria, jakie muszą spełnić prace magisterskie i doktorskie. Po drugie przyjąć prace doktorskie wyłącznie w języku angielskim, a do komisji egzaminacyjnych i do grona recenzentów dołączyć zagranicznych uczonych. To też oznacza, że obrony będą się odbywać w określonych odstępach czasu, tak, aby zagraniczni uczeni mogli dojechać. Ale dzięki temu uczelnie będą zmuszone do przygotowania studentów do obrony na tym samym poziomie w całym kraju. Ten poziom coraz bardziej będzie przypominać poziom europejski lub światowy. Doktorat równy będzie doktoratowi – obojętnie czy doktorant uczył się w prywatnej szkole wyższej w Pcimie Dolnym czy w jednej z prestiżowych uczelni w dużym mieście. Studenci sami będą naciskać na wykładowców i władze uczelni, aby zakupili zagraniczną literaturę, bo bez niej nie mają szans się obronić. Za to potem będą mogli porozmawiać na jednym poziomie ze swoimi zagranicznymi kolegami i łatwiej im będzie znaleźć pracę zagranicą. A wykładowcy polscy, którzy nie są w stanie czytać prac po angielsku, będą mieli wielką zachętę, aby się nauczyć, inaczej bowiem wypadną zupełnie z obiegu naukowego.

Nie wiem, czy to jest dobry pomysł, ale wiem, że jest on nierealny. Bo lobby uczelniane jest w Polsce tak silne, że potrafi blokować prawie każdą zmianę. A dla większości wykładowców, uczelni i studentów obecny system jest bardzo wygodny. Za minimalny wysiłek maksymalna liczba studentów dostaje dyplom. Trochę to, jakby słynne porzekadło z czasów PRL przetrwało w murach chronionych przez autonomię uczelni: Ty udajesz, że pracujesz i państwo udaje, że ci płaci. Tylko, że dziś to brzmi: Ty udajesz, że się uczysz, i ja udaję, że cię uczę, państwo zaś udaje, że za to ci się należy dyplom.

Wyjdzie pewnie tak, jak sądzą optymiści: wszystko się zmienia, ale bardzo powoli. A do początku nowego semestru i tak nic się nie zmieni i będzie jak w rosyjskim porzekadle: miało być dobrze, ale wyszło jak zawsze.

sms

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.03.2009 19:03

A ja uważam że wiedza podobnie jak każdy inny towar wart jest tyle ile się za niego zapłaciło.

Dla obecnie "darmowych" uczelni państwowych trzeba do tego określenia dopisać erratę że płaci się znacznie więcej niż ta wiedza jest warta tyle tylko że nie płaci student a my wszyscy w podatkach.

Diagnoza postawiona przez Autora bliska prawdzie ale ze sposobem leczenia nie zgadzam się całkowicie.
To co jest wart na rynku dyplom danej uczelni powinno być prostym odniesieniem do jakości kształcenia na niej. Wszelkie "zrównywanie poziomów" jest chore i obłąkane.... różnorodność jest piękna.

Krakowski UJ był sławny na cały świat a wcale nie był ujednolicony i w tych czasach nie był państwowy (czytaj niczyj)
W czasie gierka gomółki itp jego pozycja znacznie się obniżyła więc czas przywrócić tą świetność wpuszczając na głęboką wodę nie tylko UJ ale wszystkie uczelnie. Niech walczą o studentów wystawiają swoje dyplomy czas zweryfikuje które coś będą warte a które nie.
Tylko jeden warunek wyrównać zasady tej walki tak żeby nie było dumpingu cenowego "darmowych" nad prywatnymi. Dobre sobie poradzą kiepskie padną i to jest normalne tak ma być.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Magisterka po angielsku...ogromna większość, nawet dobrze władająca tym językiem i tak uśmiechnie się o pomoc do tłumacza. Podobnie do Beaty nie mogę pojąć czemu miałby to być akurat angielski, a nie np. równie popularny hiszpański?

Komentarz został ukrytyrozwiń

To dosc odwazny komentarz do uczelnianej rzeczywistosci. Probuje to skonfrontować ze swoim życiem studenckim. Moją wygraną na tej uniwersyteckiej loterii był kierunek stosunkowo rzadki, mała grupa studentów, rodzinna wręcz atmosfera na uczelni - każdy wykładowca praktycznie zna każdego studenta, niczego nie da się ukryć.

I jakoś nie dziwi mnie, że na uczelnianych kolosach, gdzie rok liczy blisko 200 studentów a grupa seminaryjna ponad 20 osób, nie dziwi mnie, że prace maja niski poziom i głako przechodzą. Na szczęście są jeszcze ambitni, inni, indywidualiści, którym jeszcze się coś chce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.