Facebook Google+ Twitter

Wielka porażka policji. Niestety, kolejna!

Przez dwa lata będzińscy policjanci nie byli w stanie ustalić, że w jednej z rodzin nagle zniknęło dziecko. Dziecko to nie jakiś paproch, który może niezauważalny leżeć gdzieś na podłodze. Nie może, ot tak sobie, nagle zniknąć. Bez śladu.

 / Fot. W24Sprawa ustalenia tożsamości zwłok małego chłopczyka, które 19 marca 2010 r. zostały znalezione w stawie hodowlanym na peryferiach Cieszyna, ciągnęła się przez ponad dwa lata. I fakt ten należy uznać za kolejną totalną porażkę Policji, podobną do porażki poniesionej w sprawie małej Magdy z Sosnowca. Nie potrafię sobie wyobrazić, co będzińscy policjanci, a zwłaszcza ci z pionu operacyjnego, przez te dwa lata robili. Czym byli tak bardzo zaabsorbowani, że zniknięcie małego, dwuletniego, chłopczyka uszło ich uwadze.

Dla kogoś, kto policyjną robotę zna od tzw. podszewki, zdarzenie takie wydaje się nieprawdopodobne. A jednak.

Sprawa tożsamości zwłok dziecka, którego media ochrzciły imieniem Jaś, przez bardzo długi okres nie schodziła z pierwszych stron gazet i innych mediów, zwłaszcza telewizyjnych. Policjanci ze Śląska, z Komendy Głównej i z poszczególnych jednostek terenowych w kraju stawiali sobie, jako główne zadanie, szybką identyfikację zwłok i ustalenie wszelkich okoliczności jego zgonu. Przez długi czas media podawały kolejne meldunki dotyczące dokonywanych ustaleń w tej sprawie. Rozpoczęto poszukiwania międzynarodowe, włączając w to policję Czech, Słowacji, Rumunii, no i oczywiście Interpol.

A tu masz. Okazuje się, że dziecko było mieszkańcem Będzina, gdzie mieszkało wraz z rodzicami, miało dorosłe rodzeństwo, dziadków i licznych sąsiadów i znajomych swoich rodziców. A więc nie było dzieckiem pustyni, lecz sporego miasta, liczącego prawie 60 tys. mieszkańców. A w takim mieście funkcjonuje sporej wielkości komenda miejska policji, posiadająca zapewne rozbudowany wydział kryminalny.

W każdym przypadku zwłok, których tożsamość nie jest znana, funkcjonariusze wydziału kryminalnego i wydziału prewencji (tu zwłaszcza dzielnicowi) podejmują czynności operacyjne zmierzające do jak najszybszego ustalenia tożsamości osoby, której zwłoki ujawniono.

W przypadku zwłok małego dziecka sprawie takiej nadaje się szczególny priorytet, a zwłaszcza wtedy, kiedy zostaje ona nagłośniona przez lokalne i krajowe media. W takich sytuacjach policjanci (z wszystkich pionów) "gryzą trawę", aby sprawę jak najszybciej rozwikłać. A w Będzinie zapadli chyba w jakiś przedziwny sen zimowy, trwający nieprzerwanie przez dwa lata.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

@Andrzej Chorążewicz - osobiście znałem kierowcę nieoznakowanego radiowozu operacyjnego (polonez), który kiedyś ostro popił w lokalu. Samochód służbowy przezornie postawił na parkingu kilkadziesiąt metrów od lokalu. Rano obudził się w domu i stwierdził, że ma kluczyki, ale samochodu przed domem nie ma. Już miał zgłosić kradzież, ale na szczęście przyszedł z tym do nas i gdy go dokładnie "rozpytaliśmy" co robił i gdzie, pojechaliśmy sprawdzić okoliczne parkingi. On twierdził, że zaparkował tuż pod lokalem. Samochód szybko został odnaleziony. A było to już za "policyjnych czasów". Kilka lat temu (może 3) zaginał bardzo bogaty mężczyzna(do dziś go nie odszukano), który poruszał się wypasiona bryką. Policja (z mojego miasta) wszczęła poszukiwanie jego samego i jego samochodu. Szukali, szukali, aż wreszcie ktoś poinformował (w mieście oddalonym o 10 km) policję (w tym mieście), że od dwóch lat na parkingu dużego osiedla stoi porzucona bryka warta kilkadziesiąt tysięcy, albo więcej. I to był ten poszukiwany pojazd i nie był wcale żadną plandeką przykryty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Jolka - może uzna mnie Pani za jakiegoś megalomana, ale ja akurat uważam się za dobrego fachowca w tej dziedzinie. I mam poważne podstawy aby się za takiego uważać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Andrzej Woźniak - nie do końca rozszyfrowałeś moja tezę. Ale jeszcze raz potwierdzam moje przekonanie, że pomiędzy dzielnicowymi z okresu funkcjonowania MO,a dzisiejszymi, jest niewyobrażalna różnica. Twierdzenie to opieram na wiedzy wynikającej z doświadczeń prowadzonych śledztw w sprawach np. o zabójstwa. W tamtych latach opieraliśmy się przede wszystkim na wiedzy dzielnicowych, jeżeli chodzi o tzw. rozpoznanie posesyjne. Oni byli w tym zakresie kopalnią wiedzy, o czym powinieneś Andrzeju pamiętać. Pamiętasz chyba o takim systemie (o który dbali właśnie dzielnicowi), który polegał m.in. na tym, że pozyskiwali oni tzw. obserwatorów społecznych. Kto dziś o tym słyszał, albo stosuje?

Druga sprawa.

Kierowałeś przez lata wydziałem operacyjnym wiec dobrze wiesz, na czym ta praca polegała i polega, bo nic się nie powinno zmienić. Pisząc ten tekst opierałem się na wiedzy medialnej, a z niej wynikało, że będzińska policja miała już na samym początku informacje o tym, że zaginęło dziecko i że było ono wcześniej obiektem pedofilskich zabaw wskazanego, przez znaną z nazwiska i imienia kobietę, znanego policji mężczyzny. Zresztą wielokrotnie notowanego. I okazało się, ze ta kobieta o tym nieszczęsnym jasiu mówiła, a jej "natarczywość" uhonorowana została zarzutem karnym (pomówienia organu o brak reakcji). Teraz okazuje się, ze miała rację, ale pion kryminalny w ogóle się jej informacjami nie zainteresował. I to jest ta porażka. A pedofil zdążył umrzeć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cytuję:

dzięki pomocy najstarszej córki Beata Ch. oszukała policję, która po wyłowieniu w stawie ciała chłopczyka sprawdzała domy wszystkich rodzin mających dzieci w takim wieku. Matka Szymona przed wizytą dzielnicowego "wypożyczyła" od córki swojego wnuka i wmówiła funkcjonariuszowi, iż to jej syn. Podobnie było, kiedy dostała wezwanie z przychodni na szczepienie. Tam też poszła z wnukiem. Córka twierdzi, że nie znała intencji matki. Myślała, że babcia chce opiekować się wnukiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Andrzej Woźniak
  • Andrzej Woźniak
  • 26.06.2012 17:24

Teza Twojego artykułu Januszu - jest dość jasna, choć - wydaje mi się - starałeś się ją skrzętnie ukryć.
A jest ona taka, najprościej to oceniając - za moich czasów to milicja, policja była świetna, a teraz to dno.
Nieprawda,że dzielnicowi byli kiedyś tacy genialni, bo niekoniecznie mieli tak wielkie rozpoznanie w terenie i wszystko o wszystkim,wszystkich wiedzieli.Było pewnie z grubsza tak jak dzisiaj - byli tacy, co wiedzieli, co się u nich na dzielnicy dzieje i tacy, co nie wiedzieli za dużo.Nie umiem ocenić dokładnie jak teraz jest w policji, bo jesteśmy już poza nią i nie wiemy szczegółowo, co się dzieje.Oczywiście, tu pewnie można wytknąć jakieś braki policji, ale bez przesady.Bardziej tu jednak winiłbym rodzinę,sąsiadów,bo nie sposób przcież nie zauważyć,że nagle jakiegoś małego człowieka w ich otoczenie zabrakło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie napisał Pan dokładnie to co ja. Cytuję:

"Czy gdyby Pańska sąsiadka nagle przestała wychodzić na spacer z małym synkiem i nikt go już nie widział, a media by się rozszalały na temat znalezionych zwłok takiego chłopczyka (równego wiekowo), to nie miałby Pan żadnych wątpliwości, podejrzeń, skojarzeń? A gdyby je Pan miał, to nie podzieliłby się Pan tym z Policją."

- czyli zawiódł element obywatelski. - Ja na pewno bym się zainteresował po paru dniach gdzie jest dziecko i nie przestawał o nie pytać, ale jak widać na obrazku sąsiedzi owych państwa niczego nie podejrzewali. I rodzina też. Policja musiała by chyba mieć dar jasnowidzenia żeby domyśleć się, że zwyczajna dobra rodzina straciła dziecko i od 2 lat zataja ten fakt przed całym światem.
Moim zdaniem jest całkiem prawdopodobne, że dziecko uległo wypadkowi i przestało oddychać, a oni zamiast zadzwonić po pogotowie czy w ogóle pognać gdzieś po pomoc wpadli w panikę i się go pozbyli. Ciekawe czego się obawiali? Nagłośnienia sprawy w mediach? Reakcji sąsiadów? Rodziny? Przecież wypadki się zdarzają wszędzie...

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jolka
  • Jolka
  • 25.06.2012 18:52

ABSOLUTNIE NIE ZGADZAM SIĘ Z AUTOREM . Ta opinia jest bardzo krzywdząca. Proszę przeczytać opinię fachowców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Grzegorz Wink - rodzina udaje. Policjanci są od tego, aby wiedzieć. Za to biorą pieniądze i do takich spraw są szkoleni. Czy gdyby Pańska sąsiadka nagle przestała wychodzić na spacer z małym synkiem i nikt go już nie widział, a media by się rozszalały na temat znalezionych zwłok takiego chłopczyka (równego wiekowo), to nie miałby Pan żadnych wątpliwości, podejrzeń, skojarzeń? A gdyby je Pan miał, to nie podzieliłby się Pan tym z Policją. Ja zapewne tak i sporo innych osób również. I o tym właśnie piszę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro nawet rodzina nie zauważyła, że zginął to skąd mieli to wiedzieć policjanci?

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Grzegorz Wilk - Niestety, jednak jest to totalna porażka. Moim zdaniem Komendant Wojewódzki w Katowicach winien to towarzystwo (kryminalny i prewencja) mocno prześwietlić. Nie może być tak, że przez dwa lata policjanci nie wiedzieli, iż zniknął nagle mały chłopczyk. Nawet gdyby nikt nie znalazł zwłok, to i tak fakt taki nie może ujść (tak długa) uwadze policji. Zgadzam się, że i będzińskie społeczeństwo totalnie "nawaliło", nie mówiąc o wszelkich służbach miejskich, które niby rodziny i małe dzieci otaczają opieka i kontrolą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.