Facebook Google+ Twitter

Wielka tajemnica pana Melby

Wracałem z pracy, mając jeszcze w uszach monotonny dźwięk dalekopisu, gdy nagle za plecami usłyszałem cichy głos: - Wspomóż, pan, choć grosikiem biednego człowieka.

Gdy odwróciłem się, stała przede mną wynędzniała postać w drelichowej kurtce z pękiem plastikowych siatek wypełnionych zmiętą odzieżą i pustymi puszkami po piwie.

Tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z panem Melbą, bo tak nazywali go wszyscy w okolicy. Od rana już krążył po ulicy Dmowskiego, żebrząc gdzie tylko się dało. Czasem dostał trochę drobnych, innym razem jakaś kobieta wspomogła go pętem zwykłej kiełbasy z bułką. Kiedyś jakiś jegomość zafundował mu w pobliskiej ciastkarni dużą porcję ludów z owocami. Teraz widać przyszła kolej na mnie.

Ujęty jego nędznym widokiem, nerwowo przeszukałem kieszenie z nadzieją znalezienia jakichś drobnych pieniędzy. Lecz gdy poszukiwania nie dały efektu pomyślałem, że dobrym rozwiązaniem będzie zaprosić go na obiad do pobliskiej restauracyjki. Mają tam niedrogie zestawy obiadowe, więc to okazja, aby godnie wesprzeć mojego ubogiego nieznajomego. To lepsze, niż dawanie pieniędzy, które na pewno przeznaczyłby na alkohol – pomyślałem.

Gdy mu to zaproponowałem, najpierw spojrzał na mnie zdziwiony, a potem bez skrępowania zakomenderował: - „Prowadź, pan!”. Gdy weszliśmy do wnętrza, kelner przerwał na chwilę swoje zajęcia i w milczeniu przyglądał się jak zasiadamy przy stoliku w rogu. Melba zajął miejsce tyłem do sali, nie wypuszczając z rąk pakunków i dopiero po namowie wepchnął je pod stół; na zdjęcie kurtki nie wyraził jednak zgody.

Zamówiłem dwa „firmowe zestawy obiadowe”, a chwilę oczekiwania na podanie posiłku wypełniła nam rozmowa. I tak od słowa do słowa dowiedziałem się, że pan Melba ma na imię Konrad i że nie jest bezdomny, gdyż mieszka ze starą matką, którą utrzymuje z niewielkiej renty. Czasami ima się różnych prac sezonowych, ale zasadniczo żyje z żebractwa. Kiedyś to go nawet krępowało, ale teraz uważa, że „to takie samo zajęcie, jak każde inne”.

Gdy kelner rozstawił przed nami talerze, Melba od razu przystąpił do jedzenia. Podtrzymując rozmowę, użaliłem się nad jego ciężkim losem, na co on zareagował w dość zaskakujący sposób. Dokończył spokojnie posiłek, starannie wytarł usta, odczekał chwilę i rzekł do mnie:
- Pan myślisz na pewno, że masz przed sobą jakiegoś dziada, co to na ulicach ludzi zaczepia i pieniądze wyłudza. Przyznaję, że tak to może wyglądać z boku. Obdarty, brudny, nieogolony. Ale nic bardziej mylnego, bo ja jestem wielka persona, proszę szanownego pana! Jestem gość, co może sobie na wszystko pozwolić, wszystko kupić, wszystko mieć, czego dusza zapragnie. Nawet kobitę sobie mogę zamówić, jaką tylko będę chciał, rozumiesz, pan? Do Ameryki mogę nawet pojechać. A to wszystko dzięki drobnej rzeczy, którą znalazłem kiedyś na jednym ze śmietników.

W tym momencie jego dłoń powędrowała pod koszulę na piersiach, skąd wyłoniło się niewielkie zawiniątko. Melba rozejrzał się uważnie wokoło, potem zasłonił plecami widok z sali i delikatnie rozwinął skłębiony materiał.
- Pan, panie Adamie jesteś porządny człowiek, więc panu to wyjawię. Patrz, pan!

Moim oczom ukazał się przepięknie rzeźbiony zegarek marki Delbana oprawiony w złotą kopertę, ze złotym cyferblatem i grubą złotą bransoletą połyskującą dwoma rzędami brylantowych oczek. Po chwili milczenia mój znajomy nachylił się do mojego ucha i szepnął poufnie:
- Bo widzisz pan, panie Adamie, to jest moja polisa na życie. Malutka rzecz, która jest niezawodną gwarancją, że nigdy, przenigdy nie pójdę na dno, rozumiesz, pan? Zawsze wypłynę, jak korek. Nawet wtedy, gdy będzie wojna. To trochę tak, jakbym był chory i miał w kieszeni zapasowe serce.

Po czym szybko schował zawiniątko, wydobył spod stołu swoje brudne siatki i wyszliśmy na ulicę. Pożegnaliśmy się uściskiem dłoni i każdy ruszył w swoją stronę.

Od tej pory pozdrawiamy się jak starzy dobrzy znajomi. Czasem zapraszam go na wspólny obiad. Czasem pogawędzimy chwilę. Ale nigdy nie wracamy wspomnieniami do dnia, w którym Melba wyjawił mi swoją największą życiową tajemnicę. A ja mimo upływu czasu ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego wyjawił ją właśnie mnie?

Uwaga: Ze zrozumiałych względów topografia miasta oraz dane osobowe bohatera tego reportażu zostały przeze mnie świadomie zmienione.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Bardzo dobrze napisane i niebanalne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, Zbyszku, za pochwałę mojego tekstu. Co prawda, "ujmowanie za serce" nie jest moją specjalnością, ale od czasu do czasu to jakoś tak samo wychodzi.
Bo, pisanie o człowieku przypomina trochę malowanie obrazu. To jest bardzo trudne zadanie zwłaszcza wtedy, gdy model wierci się na stołku i miny stroi jak przed lustrem, bo na obrazie chce być piękniejszym niż jest w rzeczywistości. I malarz wtedy musi uszanować jego wolę, kolory żywysze zastosować, niedostatki ukryć, a wlory podkreślić. Tak robili to królewscy malarze, którzy są dla mnie w tym względzie niedoścignionymi wzorami.
P.S.
Z Twojego zdjęcia w profilu winoskuję, że jesteś właśnie w okresie życia, w którym wychodzisz odważnie z niemowlęctwa. Zuch z Ciebie i zdolna bestia, bo litery już składasz i na ludzką biedę jesteś uwrażliwiony. Rośnij więc szybko i zdrowo, mlekiem matki nie gardź, pampersy mocz, ile tylko dusza zapragnie, a gdy już trochę staniesz na nogi weź pióro do ręki i napisz jakiś dobry tekst dla w24. Taki, którym świat cały zadziwisz! Tego Ci z całego serca życzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.08.2008 21:55

Brawo za dobry tekst, ujmuje za serce i przywraca wiarę w człowieka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kochani, człowiek jest taką maskotką w rękach losu. Raz ktoś ją przytula, innym razem porzuca. Czasem jednak ta maskotka histerycznie pragnie, żeby ją choć ktoś po prostu dostrzegł i potwierdził tym, że istnieje - nawet wtedy, gdy jej rączek i nóżek brakuje.
Dziękuję za słowa uznania, które dla niby-poety są nektarem, który ożywia jego zmysły i umysł.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.08.2008 22:40

to co powyżej oczywiście nijak ma się do Twojego tekstu, taka mała dygresja, ale co do "zbędnych słów", - jak Adamie drogi, komentować coś, co powszechnie ludzie uważają za "klepnięcie się w czoło i pójście dalej" ... ? Ty widać masz serce i duszę, jesteś człowiekiem wrażliwym na ludzkie pogubienie się, zwróciłeś uwagę na CZŁOWIEKA ! Nie widziałeś żebraka, pijaka, bezdomnego, Ty zobaczyłeś CZŁOWIEKA ! Spotkała Cię za to zasłużona nagroda - zaufanie drugiego człowieka, dla mnie to niesamowicie wiele!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.08.2008 22:36

Adamie, bo z tym zapominaniem to jest różnie ... Moje starsze potomstwo, uczące sie do matury, z nakazu matki swojej, miało wynieść śmieci i wyprowadzić psa na spacer. Efekt był taki, że śmieci zostały pod drzwiami sąsiadów, pies w domu a moja ratorośl z książką przed nosem poszło na spacer ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wobe tego: Dzięki WIELKIE i bez zbędnych słów. To brzmi nawet całkiem nieźle. Muszę to zapisać w pamięci, chociaż nie weim czy jej pojemność jest wystarczająca. Ostatno, gdy Moja Piekna wysłała mnie do skepiku po śledzie to ja nie mogłem tych śledzi wyśledzić i wróciłem bez śledzi. Ale żeby to zatuszować powiedziałem, że zapomniałem po drodze, co miełem kupić. Tak zmataczyłem. Potem wstydziłem się tego okropnie, a Moja Piękna ugotowała mi wtedy moje ulubione płatki górskie na mleku i mogłem zjeść nawet dwa talerze, jeden po drugim. Pomyślałem sobie wtedy, że życie to chyba nie jest takie straszne jak opisywali to romantyczni poeci niemieccy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mateuszu, dziękuję za pochwałę "bez zbędnych słów". To tak jakby powiedzieć "kocham cię , ale ci tego nie powiem". Oryginalne! A tak na poważnie to wielka szkoda, że tak rzadko pisujesz do w24.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 15.08.2008 09:00

+ Adamie PLUS wielki !!! i bez zbędnych słów!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stefanio, ja zawsze wychodziłem z prostego założenia, że dając biednemu złotówkę sam nie zbiednieję, a on z pewnością się tym nie wzbogaci. Zapewnia to sprawiedliwą równioowagę między moim "bogactewm" a Jego biedą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.