Facebook Google+ Twitter

Wielka Wojna: potworne kalkulacje hegemonistów i głupców. Cz. 4

Wyjątkowo głupi i niebezpieczny pomysł, aby rosyjska armia walczyła z Niemcami o Alzację i Lotaryngię nie był rzeczywistym planem carów. Chodziło o zagospodarowanie Syberii oraz wkroczenie do Chin i Persji za francuskie pieniądze.

Car Mikołaj II przewodniczy posiedzeniu Rady Państwa, na której generałowie i wysocy dygnitarze cywilni podpowiadali władcy Rosji co ma robić. Obraz z oku 1900. http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/46/Repin_state_council.jpg?uselang=ru / Fot. Ilja Riepin„Spotykałem się nieraz z takimi jaśnie wielmożnymi panami, którzy podczas rozmaitych uroczystości dworskich, na cesarskich balach tak bardzo zadzierali nosa, że patrząc na nich z boku mogło się wydać, że nie sposób do nich przystąpić. Tymczasem zaś później te same osoby, przychodząc do mojego gabinetu w związku z korzyścią materialną w wymiarze dziesięciu czy też stu tysięcy rubli, byłyby gotowe chodzić na czworakach i szczekać, gdyby mi to miało sprawić przyjemność. Popisywały się nikczemną pokorą i przejawiały względem mnie wszelkie służalstwo.” - pisał po latach minister komunikacji, a potem minister finansów u cara Aleksandra III Sergiusz Witte.
(Graf S. J. Witte, Wospominanja, Moskwa 1924, t. 3, s. 202)

W opisanej tak obrazowo sytuacji chodziło o decyzje w sprawie budowy z państwowych pieniędzy linii kolejowych. Interesanci pragnęli, aby planowane nowe tory kolejowe przechodziły w pobliżu ich czy też ich synów lub zięciów majątków ziemskich, kopalń, zakładów przemysłowych itd. Jak podkreślał dalej autor tych wspomnień, prawdziwi monarchiści pragnący jak najlepiej służyć carom i ich ludowi, do których sam siebie zaliczał, byli czymś wyjątkowym w kręgu stołecznych dygnitarzy.

Dygnitarzy, bez których car oczywiście nie mógłby rządzić w żadnym wypadku, bo jeden człowiek nie jest w stanie ogarnąć wszystkich spraw państwowych, a tym bardziej w tak ogromnym państwie. Dygnitarzy, którzy w praktyce rządzili każdym kolejnym carem i wszystkimi jego niżej stojącymi poddanymi, prosząc go i doradzając, nalegając i pisząc ustawy. Czym zaś się na ogół kierowali już wyżej wspomniano.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

@ Marek Chorążewicz. O gazach trujących itd. napiszę jeszcze osobno.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Robert S. Lęch, Grzegorz Laskowski. Bez wątpienia główną rolę odegrały tu niewłaściwe podstawy na jakich oparto rządzenie państwami. W sytuacji gdy było jasne, że wojna między głównymi mocarstwami europejskimi pociągnie za sobą takie skutki i takie koszty, że po jej zakończeniu wszyscy zostaną zrujnowani, wręcz zbiorowy instynkt samozachowawczy podpowiadał konieczność szukania pokojowych sposobów rozwiązania sprzeczności. Rysowało się kilka dróg poprzez: a) ustępstwa w sprawach nie będących podstawą tożsamości i dobrobytu narodów, b) wykorzystanie narastającego ruchu socjalistycznego i nacjonalistycznego jako środka nacisku w sprawie ograniczenia, a następnie likwidacji ucisku mniejszości narodowych zamiast przesuwania granic, c) rozwiązanie sprzeczności gospodarczych poprzez tworzenie unii celnych, z początku tylko częściowych, ale stopniowo prowadzących do budowania wspólnych źródeł dobrobytu poprzez np. wymianę surowców na licencje. Najsmutniejsze jest to, że byli ludzie głoszący takie pomysły, ale nie chciano ich słuchać.

Zamiast tego podgrzewano bez przerwy nastroje, podburzając jedne państwa i narody przeciw drugim. Nie działo się tak bynajmniej tylko w Anglii. Tak monarchia (trzy z tych głównych mocarstw posiadały jeszcze silną władzę cesarską) jak demokracja (wybierane w pięcioprzymiotnikowych wyborach parlamenty Francji, Rzeszy Niemieckiej, Zjednoczonego Królestwa, Austro-Węgier) zawiodły. Moża zaś oba te czynniki po prostu nie sprawowały tak naprawdę władzy skoro nie sprawowały jej nad bankami, prasą i przemysłem? Kolejne arcyważne zagadnienie, które dotyczy również naszych czasów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obrona jest walką. Przygotowywanie się do obrony jest przygotowywaniem się do walki. Przeciwieństwem walki jest pokój. Szukanie pokoju jest najlepszym sposobem uniknięcia lub zakończenia walki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywistym się wydaje, że decyzje podejmują ludzie nie pozbawieni przywar. Nie podejmują ich formuły ekonomiczne czy zasady gospodarcze.
Uwarunkowania mogą być różne. Ocena sytuacji też nie zależy wyłacznie od realnych faktów i li tylko od pełni wiedzy - ma też związek z osobą analizującą, podejmującą decyzje. Pewnie i czynnik wiary może mieć znaczenie, zasady etyczne również, i przepaść w ich odbiorze przez poszczególne warstwy społeczęństwa.
Generalni ludzie nie lubią wojen.
Więc kto je lubi?
Czy to nie sprawa wad systemowych?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grzegorz, druga część I wojny światowej była wojną na wskroś "chemiczną", a dlaczego w następnej nie używano gazów bojowych na polu walki?

Komentarz został ukrytyrozwiń

A świstak siedzi i zawija w sreberka... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Myślę, że moglibyśmy dość łatwo rozstrzygnąć te wątpliwości. Oczywiście pod warunkiem, że któryś z nas był obecny przy stworzeniu świata...

Zaś odnośnie wojny totalnej a upadku systemu wartości. Są tu oczywiście również dwie teorie. Oswalda Spenglera, korespondująca z moją oraz Luddendorfa, wyjaśniająca takie oblicze pierwszej światowej czynnikami czysto technicznymi i gospodarczymi. Na zasadzie: skoro gazy trujące można było wyprodukować to ktoś musiał ich użyć. Musiał? No to mamy kolejny dowód czyjejś wiary, tyle że pożal się ludu nad jej wynikami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zawsze podziwiałem mistrzostwo świata w siekaniu rozumu dogmatycznymi wygibasami typu "wolna wola" czy Szatanem obarczonym winą za wszelkie zło... do tego stopnia, że już nie wiem w końcu kto to zło stworzył?

A cierpienie? Czyż Bóg nie stworzył go jeszcze zanim Adam i Ewa dopuścili się grzechu? Przecież dopiero później dostali klapsa... A zwierzątka coś musiały jeść. Wszak nie widziałem nigdzie w Piśmie Świętym, aby zwierzęta drapieżne w tamtym okresie żywiły się innym pożywieniem niż mięso... Taki np. Tyrannosaurus rex sporo mięska potrzebował...

Myślę Grzegorzu, że te tematy dyskutowane były miliony razy i do niczego rozsądnego ludzi nie doprowadziły. Wiara to wiara. Wierzysz lub nie. Pośredniej opcji nie ma.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Grzegorzu,

Stosuje Pan sztuczkę erystyczną:

/ ...każdy ma wolną wolę uznania tego za mitologię. [ prawda/fałsz]. Wiąże się to jednak wbrew pozorom dość ściśle z tematem. [ aksjologia]

"Tego", "to".

Dwa zaimki, błędnie sugerujące tożsamy podmiot.

Jedną i zupełnie oddzielną sprawą jest to, czy mamy do czynienia z prawdą, czy z mitologią.
A czymś zupełnie innym jest towarzysząca przekazom aksjologia i wynikająca z niej postawa z nią sprzeczna, która z kolei była przyczyną określonych zdarzeń w historii.

Ta sztuczka jest powszechna.
Sugerowanie wynikania prawdy poprzez analizę aksjologiczną.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bóg powinie był unicestwić Lucyfera, skoro ten zbuntował się przeciwko Niemu, aby nie czynił zła Jego stworzeniu? Niby tak, ale w międzyczasie powziął zamiar stworzenia człowieka na własny obraz i podobieństwo tzn. przede wszystkim wyposażonego w wolną wolę i świadomość swojej wyższości nad innymi istotami. Niestety, pierwsi ludzie wybrali zło ulegając podszeptom Lucyfera i jego czarnych aniołów. Bóg ukarał ich zatem wygnaniem z raju, ale podobnie jak przeciętny ojciec doczesny, który czasem uznaje, że jest zmuszony ukarać swoje dzieci, nie przestał być ich ojcem odwiecznym. Odtąd człowiek jest zawieszony między Bogiem a szatanem i musi wybierać, komu z nich chce zaufać. Każde odrzucenie Boga Jedynego oznacza wybranie Lucyfera czyli wroga człowieka i całego stworzenia.

Wracam do tego chociaż oczywiście każdy ma wolną wolę uznania tego za mitologię. Wiąże się to jednak wbrew pozorom dość ściśle z tematem. Otóż geneza pierwszej wojny totalnej w wykonaniu narodów żyjących w cieniu krzyża wiąże się (to taka moja hipoteza, ale podtrzymuje ją w swojej analizie np. ocalony z holocaustu Jakub Talmon) z obaleniem krzyża w świadomości elit politycznych i wojskowych, a częściowo również ludzi prostych. Koniec XIX wieku i początek XX pod względem kulturalnym żył w cieniu dwóch wielkich Niemców: Nietzschego i Wagnera. Ten pierwszy głosił filozofię śmierci Boga w kulturze, a drugi w swoich dramatach muzycznych przywrócił do życia świat pogańskich bogów i bohaterów.

Pod koniec życia Wagner napisał żarliwą obronę dodatnie roli wiary chrześcijańskiej w cywilizacji europejskiej p. t. Religia a sztuka oraz wystawił misterium wielkanocne Parsifal. Ten ostatni dramat muzyczny wielkiego poety, kompozytora i myśliciela w przededniu Wielkiej Wojny w związku z wygaśnięciem ówczesnego prawa autorskiego (W. zapisał go na wyłączność operze w Bayreuth) krążył po wielkich miastach wszystkich krajów białego człowieka. Nie dlatego, że wszyscy zrozumieli głębokie przesłanie dramatu nie gojącej się rany Amfortasa i cudu wielkiego piątku, ale dlatego, że każdy właściciel opery chciał zarobić na niezwykle modnej muzyce. Biorąc pod uwagę jak Wagner jako publicysta ostrzegał przed powrotem barbarzyństwa w wyniku zamiany sztuki w coś, co ma stanowić tylko towar trudno o wywowniejszy symbol.

Wyższa kultura i cywilizacja, silna wiara w coś wyższego niż nasze krótkie życie na ziemi, bezinteresowna walka o lepsze jutro, pokonanie chorób i nędzy - to wszystko w ciągu ćwierćwiecza przed Wielką Wojną zostało zepchnięte do rozpaczliwej obrony przed żądzą zysku, wpływami bankierów i przemysłowców, a także rachubami dzierżących ster władzy hegemonistów i głupców. Bez tego nie doszłoby do tej wyjątkowo bezsensownej i okrutnej wojny oraz jej fatalnych skutków.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.