Facebook Google+ Twitter

Wielka wyprawa księcia Racibora - recenzja

Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku - kto i dlaczego wysłał za morze armię liczącą kilkaset okrętów i prawie 30 tysięcy ludzi? Chlubna karta historii przypomniana przez Artura Szrejtera...

Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku -Artur Szrejter / Fot. EricaByć może to wyłącznie moja subiektywna opinia, ale odnoszę nieodparte wrażenie, że wciąż próbuje się usilnie promować martyrologiczną historię Polski, opartą na ciągłym rozpatrywaniu serii klęsk oraz kreowaniu mitu o tzw. „Chrystusie Narodów”. Na szczęście stan ten, być może dobry dla Polaków stłamszonych po nieudanych powstaniach narodowych, a także w niezrozumiały sposób wciąż podtrzymywany po upadku minionego ustroju, co jakiś czas przełamują publikacje nowatorskie, nie wpisujące się w dotychczasowy schemat. Jedną z nich jest najnowsza pozycja Instytutu Wydawniczego Erica zatytułowana „Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku” Artura Szrejtera.

Zgodnie z informacją wydawcy, książka ta jest pierwszym monograficznym opracowaniem wojny konungahelskiej. W przystępny a jednocześnie rzetelny i szczegółowy sposób ukazuje jej przyczyny, przebieg i konsekwencje. Stara się odpowiedzieć na pytanie, kto i w jakim celu wysłał za morze armię liczącą kilkaset okrętów i prawie 30 tysięcy ludzi. Armię, która pod dowództwem pomorskiego księcia Racibora odniosła jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w ramach średniowiecznych operacji wojskowych Północnej Europy. I bynajmniej nie ma w tej opinii nic przesadzonego…

Pierwsza część publikacji zatytułowana “Polityczna szachownica wieku XII” stanowi swego rodzaju wprowadzenie, przybliżające szerokie tło polityczne wyprawy. Jest ona napisana w tak przejrzystej i przystępnej formie, że autor winien poważnie zastanowić się nad podobną, odrębną publikacją opisującą dzieje polityczne ówczesnej słowiańszczyzny. Z zarysu tego dowiadujemy się, od jakiego okresu mówić możemy o zauważalnym pojawieniu się Słowian nad Bałtykiem, jak również o tym, że poszczególne ówczesne państwa nie istniały w próżni, lecz były od siebie współzależne w ramach dynamicznie zmieniających się stosunków międzynarodowych. Na tym tle szczególnie ciekawie przedstawiono z kolei posunięcia polityczne poprzedzające rok 1136, związane z postacią Bolesława III Krzywoustego.

Główna część pracy badawczej oparta została na źródle skandynawskim zatytułowanym “Saga o Magnusie Ślepym i Haraldzie Słudze Bożym”, części “Heimskringli” będącej zbiorem opowieści o królach norweskich, opracowanych lub od nowa spisanych przez islandzkiego historiografa Snorriego Sturlusona żyjącego w latach 1179 - 1241. Ten sagnamad, poeta, krwawy wódz i bezlitosny polityk, bardzo szczegółowo omówił wyprawę Racibora, poświęcając jej aż dwa i pół rozdziału swojego utworu, co samo w sobie świadczy o randze tego wydarzenia. Dzięki temu (oraz wnikliwej analizie Artura Szrejtera) możemy wejrzeć w tajniki skomplikowanej polityki międzynarodowej, prowadzonej w pierwszej połowie XI wieku przez państwa Europy Środkowej i Północnej.

Choć temat wyprawy podejmowany był już wcześniej, przez takich badaczy międzywojennych jak Leon Koczy, czy historyków działających po wojnie jak Karol Maleczyński, Krystyna Pieradzka czy Gerard Labuda, to dotąd czyniono to w sposób dość ogólny, nigdy tematu nie przedstawiając jako samodzielne opracowanie. Główny tego powód upatrywany jest w sporze narodowo-politycznym toczonym między badaczami polskimi a niemieckimi, dotyczącym wpływu starożytnych ludów germańskich na kształtowanie się Słowiańszczyzny, jak również kwestii germańskości lub słowiańskości starożytnych mieszkańców ziem polskich, a także roli jaką Skandynawowie odegrać mieli w powstaniu państwa polskiego.

Przykładowo uczeni niemieccy byli zwolennikami upatrywania w Mieszku I wikinga (czego echa nadal pokutują w wielu współczesnych teoriach), w odpowiedzi na co historycy polscy przez lata starali się zaprzeczać jakiejkolwiek obecności ludności skandynawskiej na ziemiach słowiańskich (tym samym nasi naukowcy, nie uznając sag za źródła dostatecznie wiarygodne, nie mogli również w pełni otwarcie powoływać się na nie ukazując słowiańskie zwycięstwa). Dopiero w ostatnich dziesięcioleciach XX wieku zaczęto, głównie pod naciskiem jednoznacznych wyników odkryć archeologicznych, podważać większość fałszywych a silnie dotąd się utrzymujących stereotypów. Archeologia z jednej strony potwierdziła silne zjawisko osadnictwa skandynawskiego na wybrzeżach słowiańskich we wczesnym średniowieczu (szczególne w ośrodkach kupiecko-rzemieślniczych), z drugiej zaś dużą aktywność handlową i militarną Słowian na Bałtyku od VIII do XII stulecia (włącznie z akcjami osiedleńczymi na wyspach południowoduńskich, w Skanii i w niektórych miastach Skandynawii). Tym samym, obok badań religioznawczych i etnologicznych, także świadectwa archeologiczne ostatecznie potwierdziły wiarygodność licznych sag.

Artur Szrejter opierając się na tekście podstawowym za jaki obrał sagę Sturlusona (kilka polskich prac, jedynie szczątkowo podejmujących to zagadnienie, traktując jako narzędzie posiłkowe), chcąc właściwie odczytać ten erudycyjny i wieloznaczny tekst, zajął się nim w sposób interdyscyplinarny, polegający na kompleksowym połączeniu ustaleń z kilku dziedzin: historii, archeologii, religioznawstwa, etnologii i literaturoznawstwa. Jednocześnie, poświęcając wyprawie konungahelskiej odrębne opracowanie, postanowił ująć je w formie popularnonaukowej, w przystępny sposób przybliżając to niezwykle ciekawe wydarzenie historyczne możliwie szerokiemu gronu odbiorców. Autor nie kreuje się przy tym na wyrocznię, wyraźnie przedstawiając najprawdopodobniejszą według siebie wersję tamtych zdarzeń.

Całość wyprawy jawi się jako szczegółowo przemyślane i zaplanowane przedsięwzięcie, którego ukoronowaniem było zdobycie jednego z ważniejszych miast północnej Europy. Przy dogłębnej analizie sagi okazuję się, że Słowianie odznaczali się rozwiniętą strategią (w większej, operacyjnej skali) jak i taktyką (w mniejszej skali, związanej z bitwą kończącą tę wyprawę). Nad wyraz dobrze wyposażona, liczna armia dowodzona przez Racibora, cechowała się karnością i przykładną organizacją oddziałów, przecząc tym samym potocznej opinii o prymitywizmie sztuki wojennej dawnych Słowian. Niektóre z zastosowanych technik, jak na tamte czasy, zdają się wręcz zaskakiwać innowacyjnością. Dobitnie dowodzą, iż Wendowie - pomimo, iż jako poganie byli przez wikingów postrzegani jako gorsi - w niczym im nie ustępowali na polu walki, a w wielu aspektach sztuki wojennej wręcz ich przewyższali, czego najlepszym dowodem był ostatecznie upadek Konungaheli. Tym bardziej zaskakujące, że ten niekwestionowany sukces naszych przodków, który został uhonorowany w jednej z sag obcego narodu, u nas samych jest tak mało znany.

Co jednak szczególnie winno zainteresować czytelnika? Po pierwsze fakt, że dotychczasowe opracowania, oparte na wcześniejszych przekładach sagi opisującej wyprawę na Konungahelę, praktycznie nie wykazywały zainteresowania aspektami religijnymi. Z relacji tej przykładowo dowiadujemy się natomiast, że pomimo misji chrystianizacyjnych (w tym szczególnie Ottona z Bambergu w latach 1124-1125 oraz w 1128 r.) większość Pomorzan w praktyce nadal pozostawała poganami. Przy tej okazji Artur Szrejter w swym opracowaniu wspomina o wybuchu powstania antypolskiego i antychrześcijańskiego w 1127 roku na Pomorzu Zachodnim i Zaodrzańskim (stara się jednocześnie przybliżyć towarzyszące mu okoliczności). Co istotne - w celu pełnego i właściwego zrozumienia dawnych źródeł, szczególnie tej ich części, które nawiązywały do pogaństwa, autor opracowania musiał wykazać się zarówno znajomością ówcześnie używanych form stylistycznych, jak również etnicznych wierzeń, a także uwzględnić neoficką umysłowość autora sagi.

Z drugiej strony, co osobiście odebrałem jako drobny zgrzyt, autor we wstępie na 10 stronie swej publikacji zauważa, iż Europa Północna radykalnie zmieniła swoje oblicze - “z anarchicznego, pogańskiego i wikińskiego w feudalne, chrześcijańskie i kupieckie”. Czy jednak można tu mówić o zdecydowanej wyższości jednej strony tego przeobrażenia nad drugą? Tym bardziej w sytuacji, gdy nie mamy realnego, racjonalnego porównania, jak mógłby ewoluować ów pogański ustrój plemienno-rodowy, gdyby nie zastąpił go popierany przez chrześcijaństwo feudalizm (który z większości wikingów, wolnych rolników, gospodarujących na własnej ziemi, którzy jednocześnie tworzyli warstwę wojowników, uczynił najprawdopodobniej zwykłych chłopów)? I czy był on rzeczywiście taki znów anarchiczny?

W dalszej części publikacji autor dodatkowo zauważa, że Skandynawów czy Słowian pomorskich cechowała wielka „giętkość zawodowa”. Ówczesne ludy basenu Morza Bałtyckiego zajmowały się każdym rodzajem działalności zarobkowej, który w danej chwili okazywał się najbardziej dochodowy. Oferujący towar kupcy w jednej chwili mogli przedzierzgnąć się w żądnych krwi piratów, by po powrocie do domu kilka następnych miesięcy życia spędzić jako rybacy czy rolnicy. Obraz taki potwierdzają nie tylko liczne opisy w sagach, tudzież pozostałych dziełach historycznych, jak również znaleziska historyczne. Te ostatnie szczególnie wyraźnie wskazują na wysoki stopień militaryzacji wszystkich warstw społeczeństw nadbałtyckich, co z kolei zdaje się wskazywać na bardziej wyrównany system społeczny, niż późniejszy wprowadzony przy okazji chrystianizacji feudalizm.

Podsumowując całość, Artur Szrejter w swym opracowaniu wykazał się szczególną znajomością nie tylko tematu głównego, ale i zagadnień pobocznych. Samo opracowanie jest pierwszym, uwzględniającym pełne tłumaczenie sagi, przez co niesie nieujęty dotąd zasób wiedzy nie tylko historycznej, ale i etnologicznej, a także religioznawczej. Większych błędów zasadniczo nie zauważyłem. Drobne potknięcia czy zgrzyty, których na upartego można by się doszukiwać, są jeśli już wynikiem wspomnianego popularnonaukowego stylu publikacji (który popularny jest momentami zupełnie bez potrzeby, jakby na siłę). W niczym nie umniejsza to jednak merytorycznej wartości tego opracowania, które pod tym względem stoi na najwyższym poziomie.

Podobnie rzecz tyczy się strony technicznej publikacji, do czego Instytut Wydawniczy Erica zdążył nas już niemal przyzwyczaić. Twarda, solidna, częściowo powlekana okładka, dobrej jakości papier, szyty grzbiet. Książka przykuwa uwagę i ładnie prezentuje się na półce (świetnie nadaję się również na prezent). Jednym zdaniem - oprawa godna zawartości, a publikację po prostu miło jest wziąć do ręki. To naturalnie znajduje również odbicie w cenie, która według okładki wynosi 49,90 zł. Prawdziwych poszukiwaczy dobrych książek historycznych w żadnym wypadku nie powinno to jednak zniechęcać (tym bardziej, iż w księgarniach internetowych pozycję niniejszą znaleźć można znacznie taniej), bo tę publikację naprawdę warto mieć wśród swoich zbiorów. Wydawcy proponujemy natomiast rozważyć, czy nie warto w przyszłości wypuścić dodatkowo alternatywnej, tańszej wersji, np. klejonej i w miękkiej okładce (której nie będzie żal zabrać do poczytania w środkach komunikacji miejskiej czy wrzucić do plecaka).

Publikacja zawiera kilka ciekawych rycin, poczynając od map poglądowych, po szczegółowo opisane rysunki pieszych wojowników oraz łodzi kończąc. Trochę niestety szkoda, że nie udało się ich w treści zmieścić więcej. W publikacji znajdziemy za to tekst sagi w oryginale. Nie zabrakło również bogatej bibliografii, a także indeksu zawierającego imiona, nazwy własne oraz wybrane terminy użyte w omawianym opracowaniu, co stosunkowo szybko pozwala odszukać interesujące nas zagadnienia. Na zakończenie dodam, że już teraz nie mogę doczekać się kolejnej, zapowiadanej przez Ericę książki Artura Szrejtera, pt.: „Pod pogańskim sztandarem. Dzieje tysiąca wojen Słowian połabskich od VII do XII wieku.” gdyż „Wielka wyprawa Księcia Racibora” zdecydowanie rozbudziła mój apetyt na więcej. Wszystkim natomiast, zwłaszcza mającym dość już ciągłego rozpamiętywania narodowych klęsk, omawianą pozycję szczerze polecam.
Recenzja za Smaki z Polski

Tytuł: Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku
Autor: Artur Szrejter
seria/cykl wydawniczy: Wojny Wikingów i Słowian tom 1
wydawnictwo: Instytut Wydawniczy ERICA
data wydania: 14 sierpnia 2013
ISBN: 9788364185052
liczba stron: 244

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.