Facebook Google+ Twitter

"Wielki Ogień" pokonał deszcz. Festiwal bluesowo - rockowy w Ostrowcu Świętokrzyskim

Ulewa i burza omal nie uniemożliwiła rozpoczęcie koncertu inaugurującego V Bluesowo-Rockowy Festiwal "Wielki Ogień" im. Miry Kubasińskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Na szczęście potęga muzyki patronki imprezy okazała się silniejsza i mogła zabrzmieć jej pieśń "Czy warto było" będąca leitmotivem tegorocznego festiwalu.

Tegoroczna edycja "Wielkiego Ognia" jest szczególna przynajmniej z dwóch powodów: pierwszym jest jubileusz pięciolecia rzeczonej imprezy poświęconej Mirze Kubasińskiej, niezapomnianej wokalistce zespołu "Breakout", której droga artystyczna rozpoczęła się właśnie w mieście nad Kamienną; drugim natomiast jest fakt, iż po raz pierwszy odbywa się ona w nowo otwartym amfiteatrze w Ostrowcu Świętokrzyskim. Zanim jednak dokonano oficjalnego przecięcia wstęgi i wygłoszono mowy (w tym przez posłów PO i PiS, żeby było sprawiedliwie) pracownicy techniczni Miejskiego Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim, głównego organizatora imprezy, osuszyli ławki, by licznie przybyła publiczność (darmowe wejściówki - zaproszenia rozeszły się praktycznie w jeden dzień) mogła spokojnie kontemplować muzykę.

Marcin Dyjak. / Fot. Krzysztof KrzakJako pierwszy na scenie ostrowieckiego amfiteatru pojawił się i tym samym przeszedł do historii tego obiektu Marcin Dyjak, absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej w Stalowej Woli, grający na harmonijce ustnej. Na "Wielkim Ogniu" pojawił się on już w ubiegłym roku, zdobywając nagrodę jury dla najlepszego instrumentalisty. Na tegorocznej imprezie wystąpił niejako w zastępstwie zespołu "Wolna Sobota", który wygrały ostrowiecki festiwal w 2010 roku i zgodnie z tradycją powinien otworzyć bieżącą edycję, ale z różnych przyczyn okazało się to niemożliwe. Myślę, że Marcin Dyjak godnie zastąpił laureatów IV "Wielkiego Ognia". Udowodnił, że słuszne przyznano mu nagrodę rok temu i że nie spoczął na laurach. W amfiteatrze wystąpił z gitarzystą, Jakubem "Bobasem" Wilkiem i pianistą, Krzysztofem Pietrasem. Trio rewelacyjnie zagrało kilka standardów jazzowych i bluesowych oraz kilka kompozycji własnych, głównie Pietrasa. Słychać było wielkie umiejętności wszystkich muzyków, zwłaszcza w partiach solowych. A przy tym panowie, zwłaszcza Dyjak, udowodnili, że nawet trudniejsza muzyka, w dodatku grana na tak "niepopularnym" instrumencie, jakim jest Trio Marcina Dyjaka. / Fot. Krzysztof Krzakharmonijka ustna, może podobać się przeciętnemu słuchaczowi. Jeśli mógłbym coś doradzić Marcinowi Dyjakowi i jego zespołowi, to proponowałbym umieszczenie w repertuarze większej ilości takich utworów, jak ten z "Koziołkiem" w tytule - mniej napuszonych i "przekombinowanych", a na początku ich drogi artystycznej może to okazać się pożyteczne. Oczywiście, nie należy też odchodzić zupełnie od standardów. Ja w każdym razie po piątkowym koncercie (8.07.2011 r.) będę uważnie śledził karierę tego niewątpliwie utalentowanego artysty.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

5* Interesujące.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.