Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41217 miejsce

Wielki przekręt z odnawialnymi źródłami energii w tle

Komisja Europejska kilka lat temu postawiła Polsce ultimatum dotyczące uregulowania prawa dotyczącego Odnawialnych Źródeł Energii (OZE). Termin ultimatum minął w roku 2010.

Dziś trwają gorączkowe prace w sejmie, aby na szybko zbudować jakąś atrapę, która pozwoli nam uniknąć dotkliwych kar. Do działań na ostatnią chwilę na zasadzie, byle jakoś odroczyć wyrok, rząd już nas przyzwyczaił. Tym razem jednak sprawa jest poważniejsza.

Jak działa produkcja zielonej energii w Polsce?

Idea była prosta. Wprowadzono tzw. zielone certyfikaty, które otrzymywali producenci zielonej energii, które to certyfikaty mogli sprzedać jak normalny papier wartościowy. Zielone certyfikaty miały wspomagać biogazownie, farmy wiatrowe, fotowoltaikę i wszystkie inne rozwiązania produkujące i dostarczające czystą i odnawialną energię. Natomiast na producentów energii z tradycyjnych źródeł, nałożono obowiązek redukcji emisji dwutlenku węgla, pod rygorem kar.
Wszystko działało nieźle, zielona energia rozwijała się w Polsce dość dobrze, Ceny zielonych certyfikatów wspomagały małych producentów, powodowały, że ta dziedzina energetyki stawała się coraz bardziej konkurencyjna.

Ale wpadł na pomysł, żeby ten tort przeznaczony dla zielonej energii, wchłonęła nasza branża tradycyjnej energii. Wystarczy wyciąć kawałek lasu, dorzucić drewno do spalarni, by móc się zgłosić po zielony certyfikat na mocy przepisu-atrapy, że współudział odnawialnej biomasy przy produkcji energii upoważnia do odebrania zielonego certyfikatu.

Innymi słowy elektrownie węglowe spalają drewno uzyskiwane z lasów, którego spalanie jest kompletnie nieopłacalne, tylko po to, by móc odebrać zielony certyfikat i pozbyć się kar za emisję CO2.

Efektem tego elektrownie węglowe stały się głównym beneficjentem zielonych certyfikatów. Otrzymują je bo wycinają lasy i puszczają je z dymem. Efektem tego jest nadpodaż certyfikatów na rynku. W ciągu kilku miesięcy cena certyfikatu spadła z 230 zł do 100 zł wpuszczając producentów czystej bioenergii w poważne tarapaty. Ostatecznie musi t o doprowadzić do upadku sektora bioenergetycznego, kosztem wzmocnienia trucicieli.

O sprawie jest cicho, bo to jeden z większych przekrętów ostatnich lat i
soczewka, w której skupiają się wszystkie patologie polskiego prawodawstwa, układów i szemranych interesów.

Jeśli obywatele nie zaprotestują, nie zainteresują się sprawą media, sektor producentów czystej energii w Polsce umrze, gdyż wszystkie pieniądze przeznaczone na wsparcie tej raczkującej, ale obiecującej branży, zgarną elektrownie palące w piecach drzewem z polskich lasów.

Paweł Janus

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.