Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19207 miejsce

„Wielki Stach” – mały śmiech

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-12-23 12:36

Przed tygodniem miała miejsce premiera amerykańskiej produkcji „Wielki Stach” w reżyserii debiutującego w tej roli aktora Roba Schneidera. Niestety parodia filmów Kung-Fu i więziennych obyczajów przerosła możliwości reżyserskie twórcy.

Plakat Filmowy / Fot. www.monolith.plStan ma wszystko: jest bogaty, ma piękną żonę, wystawną willę i sportowe samochody. Niestety, zdobył to wszystko oszukując starsze panie, którym sprzedawał „luksusowe” domki wypoczynkowe w dzielnicy slumsów. Za takie przekręty został skazany na kilka lat więzienia. Perspektywa kilku lat odsiadki skłania bohatera do szukania pomocy. Początkowo Stan chce zaczerpnąć opinię o miejscu gdzie spędzi najbliższe lata życia. Okazuje się, że więzienie do którego trafi słynie z gwałtów na białych, trochę lalusiowatych, facetach jak on. Przerażony tym faktem bohater postanawia przygotować się do życia za kratami.

Pierwszym pomysłem bohatera jest... kupno sztucznego penisa. Stan prosi żonę, by to ona pozbawiła go dziewictwa, bo jak mówi, chce mieć swój pierwszy raz z osobą którą kocha. Następnie zapisuje się do szkoły karate, niestety od razu zostaje z niej wydalony. Na szczęście, leżąc na bruku przed szkołą sztuk walki spotyka Mistrza, który przygotuje go do przetrwania w więzieniu.

kard z filmu/dystrybutor / Fot. www.monolith.plTo film Roba Schneidera, którego znamy raczej z aktorskich popisów w komediach, niżeli z reżyserowania. Niestety, chyba szybko powinniśmy zapomnieć o tym, że to właśnie komediowy aktor stanął za kamerą „Wielkiego Stacha”. Twórca kiepsko radzi sobie ze scenariuszem, który wyraźnie go przerasta.

kard z filmu/dystrybutor / Fot. www.monolith.plObraz dla ułatwienia został wyraźnie podzielony na dwie części. W pierwszej nasz bohater przygotowuje się waz z Mistrzem od pobytu w więzieniu. I o ile ten fragment obrazu może śmieszyć, bo świetny David Carradine, znany z „Kill Bila” czy serialu „Legendy, Kung Fu” doskonale parodiuje postać, dzięki której zdobył sławę, a sceny ze wspomnianym sztucznym penisem, naciąganiem sutków czy ćwiczeniem metody „palca śmierci” mogą nieźle widza rozbawić, to druga cześć filmu jest już o wiele gorsza.

kard z filmu/dystrybutor / Fot. www.monolith.plRob Schneider nabija się z więziennego życia. Klasyfikuje grupy za kratami. Mamy więc czarnoskórych, których wódz jest gejem, nazistów, którzy gwałcą, ale między sobą, Meksykanów, którzy gwałcą wszystkich i scjentologów, którzy „zagadają Cie na śmierć, a potem podadzą do sądu”. Mamy wrażenie, że reżyser pogubił się w konwencji filmu, bo ile na początku tworzył parodię, potem przerzucił się na moralizatorstwo. A to za sprawą głównego bohatera, który nagle z egoistycznego, bezwzględnego oszusta staje się empatyczny i walczy o sprawiedliwość w więzieniu i prawa osadzonych.

Efekt całości mizerny, bo zamiast solidnej parodii dostajemy pół-komedię pół ckliwo-moralizatorską papkę. A szkoda.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

@pearlfan przetłumaczenie imienia amerykańskiego na polskie w tytule filmu jest dla mnie największą głupotą, jaką można było zrobić. Jakoś dystrybutorzy nie wpadli na pomysł przemianowania "Dziennika Bridget Jones" na "Dziennik Brygidy Jones". Może dlatego że wtedy chwilę pomyśleli??

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.12.2008 19:39

Wiem, poprostu musiałem nieźle sie pomylić, albo źle przeczytać, moja wina jest tutaj jednoznaczna. Szczerze mówiąc nawet oglądając film myślałem, że tytuł jest taki jak omyłkowo napisałem.

Bartku, zawsze mozesz sie przekonać na wlasnej skórze, dla mnie do momentu, kiedy bohater idzie do więzienia jest nieźle, nawet dobrze, a potem już coraz słabiej a szkoda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dlaczego nieudolne? Stan to zdrobnienie od Stanley. Z kolei Stanley to Stanisław w języku angielskim. Jak dla mnie tłumaczenie jest jak najbardziej logiczne :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, nawet na plakacie reklamowym, który dodałeś do artykułu, jest napisane "Wielki Stach" - zresztą to nieudolne tłumaczenie tytułu amerykańskiego "Big Stan" :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

serio jest aż tak źle? bo chciałem to obejrzeć, zwłaszcza, że trailer nie był zły ale teraz....

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.12.2008 18:01

spotałem się tutaj : http://film.onet.pl/N,63933,0,1,galeriao.html z tą nazwą i widocznie sie pomyliłem, juz zmieniam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dlaczego wszędzie piszesz "Wielki Strach"? Przecież tytuł brzmi "Wielki Stach".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.