Facebook Google+ Twitter

Wielkie słowa, małe marsze - święto demokracji?

Przyszli, przeszli i poszli. LPR, PO i PiS prezentowały się dziś w Warszawie w trzech konkurencyjnych demonstracjach. Dla demokracji to lepiej, dla kierowców gorzej, sporo wielkich słów, a co płynie z tego dla Polaków?

Chociaż trzem dzisiejszym demonstracjom trudno przypisać doniosłą rangę, porażające rozmiary czy odnaleźć w nich niezapomniane momenty, to jednak ze względu na toczącą się w Polsce ideologiczno-symboliczną wojnę, jak i niezaprzeczalne korzyści płynące z nich dla polskiej demokracji, nie można odmówić im znaczenia.

Zastanawiające jest, że sama chęć publicznych demonstracji, mechanizmu dla demokracji przecież naturalnego, spowodowała u nas takie poruszenie. I chociaż polityka wywołuje w Polsce podobno wielkie emocje, a w dodatku praktycznie każdy mógł sobie wybrać jakiś odpowiadający mu wiec, to wygląda na to, że Polacy nie lubią przesadnie przechodzić od słów do czynów. Toteż nic dziwnego, że na ulicach Warszawy było dość pusto i apatycznie.

Demonstracja "na tak, ale..."

Członkowie Młodzieży Wszechpolskiej na wiecu PiS. Fot. Mateusz AleksandrowiczJest co prawda sprawą dyskusyjną, czy wynik 11 tys. demonstrantów na wiecu PO, 8 tys. na wiecu PiS i 2 tys. na demonstracji LPR (choć Roman Giertych twierdził, że było to około 11 tys. - czyżby pilnowało ich 9 tys. policjantów, których szef LPR wliczył do puli...? Raczej jednak próba dodania prestiżu) to sukces, czy porażka. Z pewnością nie są to liczby zawrotne, w dodatku szumne zapowiedzi polityków PO o wielkiej woli zmian, obecnej wśród Polaków, w porównaniu z poparciem dla drugiej strony, wypadły dość blado.

Warto zauważyć, że przemawiający każdej ze stron deklarowali chęć demonstrowania "na tak", prezentując własne postulaty i odżegnując się od bezpośredniej krytyki wobec oponentów. Choć w momencie, gdy wszyscy nawzajem próbują sobie podprowadzać wyborców wydaje się to dość naturalne, to jednak w praktyce wychodziło z różnym skutkiem.

LPR wstaje z kolan

Sympatycy LPR w Warszawie. Fot.Mateusz AleksandrowiczRoman Giertych mówił o Tusku i Rokicie do słuchających go zebranych – Pozdrawiamy ich tradycyjnym polskim gwizdem. Nie wiem w jakiej Polsce żyje wicepremier, ale rzuca się w oczy, że poznawaliśmy chyba inne tradycje. Giertych odważył się także na wyraźną krytykę rządu i wątpliwe, by przeszła ona bez echa. Lider LPR-u przed wyborami samorządowymi musi się w jakiś sposób odróżnić od PiS-u. Mówił zatem, że jeżeli wyborcy nie chcą, by kupczono stanowiskami, to powinni głosować na jego partię. Ba, że każdy prawicowy wyborca powinien głosować właśnie na nią.

Szczególnie zaskakujące wydały się jednak słowa krytykujące brak działań ze strony rządu i PiS w najważniejszych sprawach, a skupianie się jedynie na postulatach propagandowych. W tym momencie Giertych igra z ogniem. Z obecnym poparciem nie pozostaje mu jednak nic innego. - Od dziś LPR wstaje z kolan - powiedział. Podkreślał chęć zmian i moralne prawo Ligi do ich wprowadzania. Nie obyło się przy tym oczywiście bez deklaracji ideologicznych, a przede wszystkim hasła "Balcerowicz musi odejść". Zabrakło za to hasła, wypowiedzianego wczoraj w TVN przez pewną starszą panią, która z entuzjazmem mówiła o partii wicepremiera "Super partia, k..., super partia!".

Tu nie jest ZOMO

Na wiecu PO z kolei, niewiele po tym, jak Jan Rokita z pomocą tłumu ustalił, że choć są tu wprawdzie w wyniku dezaprobaty dla rządu, to jednak przede wszystkim w poparciu dla własnej wizji Polski i z potrzeby dbania o jej dobro, kamera pokazała dość niesmaczny transparent: "PiS. Tego się nie leczy, to trzeba wyciąć".

Przemówienie Rokity było jednak wykonane nieźle, zakończone udanym akcentem, w którym podziękował grupie "pięknych dziewcząt", za przybycie na wiec z transparentem "Kocham Polskę". Nie obyło się też naturalnie bez sprawy Renaty Beger, przy okazji której Rokita kilkakrotnie powtórzył słowo "korupcja".

Donald Tusk z kolei, w swym pierwszym przemówieniu, wymieniwszy wszystkie regiony, z których przyjechali demonstranci, wołał do Jarosława Kaczyńskiego: "Tu nie jest ZOMO, tu jest Polska!". Następnie, już na Placu Zamkowym, przedstawił 5 marzeń dla Polski, w których poza znanymi deklaracjami, nie było żadnych konkretów.

Można wręcz było odnieść wrażenie, że poza uczciwością w polityce i niższymi podatkami, PO nie ma za wiele do zaoferowania (choć być może i to niemało...). Zaskoczyło jedynie marzenie numer 3, a zatem szczególna dbałość o bezpieczeństwo socjalne osób starszych, które to hasło nie zabrzmiało w tym momencie zbyt autentycznie i trafnie. Tym bardziej, że postulaty socjalne cały czas podkreśla PiS.

Przemówienia Tuska podobać mogły się przede wszystkim jego zwolennikom. Nie porwały jednak i choć ludzie reagowali na nie niezwykle entuzjastycznie (demonstranci byli tu chyba najbardziej aktywni), to raczej nie przeciągną na stronę PO wielu wyborców.

Prawda jest po naszej stronie

Wiec PiS pod Pałacem Kultury i Nauki. Przemawia Jarosław Kaczyński. Fot. Mateusz AleksandrowiczNa wiecu PiS-u, bodaj najczęściej spośród trzech, podkreślano potrzebę łagodności i odrzucenia wrogości w polityce, co wypadło dość groteskowo. Zresztą, wszyscy twierdzili, że należy szanować adwersarzy, a chwilę później zapewniali, że prawda jest tylko po ich stronie (swoista walka o monopol na nią - kto zatem kłamie?). Znakomicie w tym kontekście wypadł prowadzący wszystko Michał Kamiński, który porównał Jana Rokitę do wykrzykującego puste hasła Pokemona czy zapoczątkowywał okrzyki w rodzaju "Przestańcie kłamać!" (a więc to PO kłamie).

W międzyczasie podziękował jeszcze "ciężko pracującemu ludowi" (rzuca się w oczy charakterystyczna retoryka, różniąca się na każdym z wieców "wolnościowa" u PO, "propaństwowa" u PiS-u i "religijno-narodowa" u LPR-u) za przybycie, a nieco później na scenę wszedł Jarosław Kaczyński.

Spór o państwo

Kaczyński unikał tym razem ostrych słów. Mówił o tym, że "Polska potrzebuje spokoju". Wypada się zdecydowanie zgodzić i przypomnieć premierowi, kto prowadzi ostatnio kraj od kryzysu do kryzysu i w ogniu werbalnych starć. Mogło się wręcz wydawać, że szef PiS przedstawił projekcję jakiejś równoległej rzeczywistości, w której PiS to bezbronny baranek, alegoria łagodności w słowach i czynach. Któremu w dodatku wszyscy uniemożliwiają podejmowanie działań, szczególnie zaś ci, których oczywiście szanujemy, ale nie mają racji.

Wiec PiS w Warszawie. Fot. Mateusz AleksandrowiczPremier wymienił jednak długi szereg "mimo-wszystko-podejmowanych-działań", z których wiele to chyba niestety wizja przyszłości, albo prezentacja nierealizowanych na razie planów. Taka "rzeczywistość wiecowa" obecna jest zresztą często w przemówieniach premiera, gdy okazuje się, że to, co widzimy na co dzień, to nieprawda. Ponownie dało się też odczuć rozróżnienie, "uczciwi z nami, nieuczciwi przeciw nam", absurdalne w kontekście stwierdzeń o potrzebie jedności. Kaczyński przypominał o konieczności "ujawnienia prawdy ostatnich 17 lat". Premier przyznał też: "Nie boimy się prawdy o naszych błędach". Nie sprecyzował jednak, co z tej świadomości następnie wynika.

Kaczyński, który usilnie próbuje budować społeczeństwo obywatelskie z udziałem państwa, bo najwyraźniej bez jego udziału jest ono zbyt nieobliczalne, wielokrotnie podkreślał rolę państwa w życiu obywatela. Według Kaczyńskiego to państwo ma tworzyć wspólnotę, choć powinno być chyba na odwrót. Premier niejako zachęcał do zaufania państwu i powierzenia mu głównej roli w kształtowaniu rzeczywistości.

Jego zdaniem to ono ma wyręczać obywatela w licznych dziedzinach życia, wydawać mu różne gwarancje i dawać w ten sposób poczucie bezpieczeństwa. Swoim przemówieniem Jarosław Kaczyński uzasadnił czy może objaśniał swoją wizję państwa etatystycznego, angażującego się we wszystkie działania społeczne, a przy tym w sposób nieunikniony nieufnego wobec podmiotów znajdujących się poza kontrolą.

Mówił o potrzebie nowej umowy społecznej, co można rozumieć poprzez oddanie państwu jeszcze większej części swojej wolności w celu zapewnienia sobie kolejnych zabezpieczeń i praw (na tym przecież polega właśnie umowa społeczna). Pytanie, gdzie są granice, w których państwo nie powinno już zdejmować odpowiedzialności z jednostki? Bo jest to najprostsza droga do uzależnienia jednostki od państwa, jej podporządkowania i utrzymywania ludzi w bierności, co dla jakości życia publicznego ma skutki jak najgorsze.

Zadziwiające wydaje się, że premier był tu główną atrakcją demonstracji, bo raczej trudno go podejrzewać o brak poparcia dla rządu. Owszem, niech przemawia, bo warto posłuchać, co ma w takim momencie ma do powiedzenia premier, ale o poparciu dla rządu powinni też chyba mówić inni, którzy rzeczywiście mogą go legitymizować. Może to sprawiać wrażenie, iż PiS do swojego wiecu podszedł zupełnie bez zaangażowania - aby po prostu nic nie przeoczyć. Podkreśla też wodzowski charakter partii, od czego ugrupowanie to się przecież odżegnuje.

Z nadzieją w przyszłość

To dobrze, że dzisiaj na ulicach Warszawy odbyła się walka na idee, a nie kije. Już niedługo może się okazać, czy nie była to debata jałowa. Wszystkie trzy partie pokazując się w takiej, niespowszedniałej jeszcze w Polsce formie, mogą w oczach niektórych niezdecydowanych wyborców zyskać. To zły dzień dla lewicy, która co prawda znalazła sobie wczoraj Aleksandra Kwaśniewskiego, ale o którym to wydarzeniu dzisiaj już niemal wszyscy zapomną.

Dzisiejsza sobota nie przyniosła żadnego przełomu, ale i nie spolaryzowała społeczeństwa jeszcze bardziej. To ważne, byśmy wykorzystywali przysługujące nam demokratyczne instrumenty. Czekam tylko, aż inicjatywy takie nie będą się rodzić w głowach liderów partii, ale w głowach zwykłych obywateli. Ile jeszcze poczekam?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Przykro się patrzyło na przemowę Kamińskiego. Mówcą doskonałym to on nie jest, żart z pokemonem też niezbyt udany, nawet zwolennicy PiS-u nie zareagowali śmiechem ani nawet entuzjazmem, a jedynie pojedynczymi brawami. Ossad - gratuluję poczucia humoru.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rokita jako Pokemon :-) Ale się uśmiałem!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.10.2006 19:53

Wiec zdechłych kwiatów, zbrukanych ideałów, pseudoliberałów, dzieci słuchających punka i uważających się za anarchistów, emeryta przeciw adwokatom, miłośników pokoju jeżdżących samochodami na ropę... Warszawa dziś zmieniła się w cyrk. Czy też trafniej ujmując: ludzkie ZOO.
Tomku, a czekać nie musisz długo - co chwila w Warszawie są jakieś demonstracje (mniej lub bardziej ciekawe), których nie inicjują liderzy partii. I nie daj się zwieść słowom Romana G., że jest inaczej ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.