Facebook Google+ Twitter

Wiersze osobnego Jakuba

Bez telewizora od trzydziestu lat, ale za to z sześcioma kotami i dwoma psami żyje poeta Jakub Cegłowski na skraju mazurskiej wsi Nowy Zyzdrój. I mówi o sobie, że jest taki... osobny. A jednak szczęśliwy.

Jakub pisze piękne wiersze. Takie "polno-refleksyjne" / Fot. Katarzyna EnerlichPochłodniało. Przymrozki nas wprawdzie oszczędziły, bo zima Zośka nie wypadła w księżycową pełnię, ale i tak połowa maja powitała nas jesienną szarością. Jest na tyle zimno, że musiałam rozpalić ogień w piecu, choć myślałam, że już wiosna. Pojechałam wczoraj wraz z moją „pokrewną duszą”, Basią, do Jakuba, który trzydzieści lat temu osiadł w sercu mazurskiej wsi Nowy Zyzdrój. Mieszka w ponadstuletnim domu z widokiem na taflę jeziora.

Obok stoi dąb - mazurska sekwoja, który ma w obwodzie ponad cztery metry. I lat ponad trzysta! Znaczy to, że rósł na długo przed tym, zanim powstał dom Jakuba, i już wtedy drzewo to było na tyle wielkie i wzbudzające szacunek, że budowniczy nie śmieli go ściąć, a ściany postawili w jego półcieniu.

Dziś dąb jest jeszcze większy, kora pomarszczyła się na nim niczym pełna wspomnień twarz stuletniej kobiety, a Jakub stara się, by został uznany za pomnik przyrody. Jeśli się uda, drzewo będzie miało swoje przywileje i dwukolorową tabliczkę na pniu, jak mrągowska lipa na ulicy Brzozowej, tuż przy cmentarzu komunalnym.

W symbiozie z naturą, światem, psami i kotami spędził Jakub w drewnianej chatce trzydzieści lat i nie żałuje takiego wyboru. Zasypia po zmroku i wstaje o świcie. Codziennie jego książki szepczą mu barwne opowieści. Jakub, zapytany, czy przeczytał je wszystkie, śmieje się głośno: Ależ skądże! Przeczytałem trzy razy więcej!

I kiedy spotykam takiego człowieka, nieodmiennie myślę słowami Jana Twardowskiego: Jak daleko odszedłeś, od prostego kubka z jednym uchem, od starego stołu ze zwykłą ceratą, od wzruszenia nie na niby, od sensu od podziwu nad światem. Jakub nigdzie nie odszedł – pozostał w tym wzruszeniu nie na niby, żyjąc więcej niż skromnie, a jednak w zgodzie z samym sobą i światem, mówiąc, że najgorsze jest ubóstwo ducha…

Wspaniałe godziny przeżyłam w jego domu na skraju wsi. Doświadczyłam prostoty, z której też się kiedyś wywiodłam, z takiego samego domu, w którym spędzałam letnie dzieciństwo, którego wiekowe belki pachniały tak samo – oddechami przodków. W tym świecie bez telewizora i szumu cywilizacji powróciła do mnie naturalna chęć obcowania z tym, co najzwyklejsze, czego nie da się kupić za pieniądze…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Godny uwagi artykuł, jak też autorka o niezwykłej osobowości. czuje życie i Naturę. Ta jasność umysłu bierze się z tej pokrzywy.
Kiedyś chciałem pomóc człowiekowi, bo czuć było jego ostatnie dni, odpowiedział: "A co ja świnia żeby pokrzywy jeść?!" No i odszedł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zatęskniłam za takim miejscem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.