Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37405 miejsce

Wierzę w wewnętrzną dobroć młodzieży!

Obowiązki księdza pełni od 7 lat. Obecnie w Policach - niedaleko Szczecina. Ksiądz Robert Żołnierzow opowiada o swoim powołaniu, życiu w seminarium. Próbuje ocenić współczesną młodzież i odkryć, czego najbardziej jej brakuje.

Ks. Robert / Fot. archiwum prywatneTrudno jest mówić o swojej historii, trudno jest mówić o sobie…?
- Jest to zadanie wymagające, żąda bardzo dużej dojrzałości i obiektywizmu. Głównym powodem, dla którego odważyłem się podjąć to zadanie i zgodziłem się na rozmowę o samym sobie jest miłość. Miłość człowieka i Jezusa Chrystusa.

Podobno od samego początku na księdza drodze był krzyż?
- Tak, to prawda. Już na progu dzieciństwa pojawił się krzyż. Od mamy dowiedziałem się, że mój poród był skomplikowany, że urodziłem się odwodniony i groziła mi transfuzja krwi. Długi pobyt w szpitalu, to pierwsze poważne wydarzenie w moim życiu, które rzutuje na teraźniejszość.

Wyrastał ksiądz w pobożnym domu? Pytam, ponieważ znam wielu księży, którzy wychowywali się w rozbitych domach, gdzie na co dzień gościły kłótnie, awantury, alkohol. Kapłaństwo było ich ucieczką. Sposobem zapomnienia o przykrym dzieciństwie.
Co tak naprawdę zdecydowało o tym, że wybrał ksiądz drogę kapłaństwa?

- Moi rodzice zawsze byli pobożni. Tradycyjnie pobożni. Związani z Kościołem. Mój tato był organistą w kościele, dlatego pewnie talent muzyczny został mi przekazany w genach. Boży talent muzykowania łączyłem od najmłodszych lat z ministranturą. To właśnie wtedy narodziła się i powoli rozbudzała moja fascynacja liturgią.

Po przyjściu z kościoła budował ksiądz w domu ołtarzyki…
- Pamiętam, kiedy wracałem z kościoła, budowałem sobie ołtarzyk i w cichości brałem kawałeczek chleba, z książeczki teksty liturgiczne i próbowałem sprawować najświętszą ofiarę. W młodości dużo muzykowałem, był zespół parafialny, schola. Choć muszę się przyznać, że prawie w ogóle nie znam się na nutach. Gram ze słuchu. Najpierw osłuchuję się, a potem siadam i gram. Ten dar pojawił się już bardzo wcześnie. Mama mówiła, że jako dziecko nie potrafiłem zasnąć bez malutkiego radia przy uchu, bez muzyki.

Kto miał zatem największy wpływ na księdza powołanie?
- Wielki wpływ na moje powołanie, odczytanie głosu Boga w sobie, mieli kapłani, których spotykałem na drodze swojego życia. To oni ukazali mi postawę ogromnego otwarcia, ciepła, ofiarnej służby. W liturgii pociągał mnie okres adwentu, Wielkiego Postu. Coraz bliższy stawał się krzyż. Doświadczenie krzyża.

Młodość to okres zakochań, sympatii…
ks. Robert Żołnierzow / Fot. archiwum prywatne- To przede wszystkim okres emocjonalnych uniesień, prób „chodzenia” z konkretnymi osobami. To wszystko było takie naturalne. Jednak nie pociągały mnie szaleństwa młodości, zabawy, dyskoteki, imprezy do białego rana. Toczyła się we mnie wewnętrzna walka, głównie między pragnieniem bycia nauczycielem, a pragnieniem pójścia za Jezusem. Walka ta trwała bardzo długo. Do końca szkoły średniej nie dawałem po sobie poznać, jaką drogę wybieram. Ostatecznego wyboru dokonałem w ostatniej klasie szkoły średniej. Zapragnąłem pójść za Jezusem, otworzyć się na Jego wezwanie.

Jak rodzice zareagowali na tak obraną drogę życiową?
- Rodzice byli do końca przekonani, że wybiorę jednak karierę muzyczną. Moją decyzję zostania księdzem, a więc pójścia nie do szkoły muzycznej a seminarium, każde z rodziców przyjęło inaczej. Ojciec spokojnie. Mama boleśnie - znalazła się w szpitalu.

Wejście w życie seminaryjne jest chyba trudne dla każdego?
- To prawda. Musiałem poddać się regulaminowi, przyjąć nową formę życia, nowych ludzi. Był to czas konkretnego rozeznania powołania. Bóg obdarzył mnie jeszcze w seminarium wielką łaską - spotkałem tam wspaniałego ojca duchownego. Były i seminaryjne kryzysy, chwile myślenia o ojcostwie fizycznym, konkretne obrazy. Najbardziej trudny czas w seminarium poprzedzał święcenia diakonatu, bo była to z jednej strony wewnętrzna radość i głębokie pragnienie, a z drugiej lęk przed odpowiedzialnością, przed tym czy podołam, czy dam sobie radę. Nieraz, pamiętam, wychodziłem w nocy, aby w kaplicy, właśnie w samotności przeżywać swoją niepewność, wręcz ból, który mogę chyba przyrównać do Jezusa z ogrodu oliwnego. To był czas wielkiego zmagania, prób, wewnętrznych ciemności. Ale jakoś doświadczyłem wielkiej pomocy Boga, pojawiło się zrozumienie, że lęków nie należy przeżywać w samotności. Próbujcie tak czynić, kiedy będziecie się bać, kiedy pojawią się negatywne uczucia. Nie trzymajcie lęku w sobie, dzielcie się swoim bólem, problemami z innymi.

Wreszcie moment święceń kapłańskich…
- Cudowne chwile, kiedy kładziesz się na posadzkę i nad tobą trwa modlitwa wszystkich zgromadzonych, także wszystkich świętych, bo jest odmawiana litania do nich, a wszystko to bardzo piękne i poruszające do głębi. Moja pierwsza parafia - wejście w kapłaństwo było w Świnoujściu, gdzie pracowałem przez trzy lata. Z kapłaństwem związane jest to, że człowiek poznaje różnych ludzi, ciągle w drodze, spotyka się z różnymi proboszczami, z różnymi temperamentami i charakterami. Nieraz łatwymi, ciepłymi, ojcowskimi, a nieraz - niestety - trudnymi. I to jest ten krzyż wpisany w kapłaństwo, krzyż wpisany we mnie, który ciągle daje o sobie znać.

Na co dzień pracuje ksiądz z młodzieżą. Jak ocenia ksiądz współczesnych kilkunastolatków?
- Jeśli chodzi o młodzież, od lat widzę w niej jakieś wielkie zaniedbanie uczuciowe ze strony rodziców - a przede wszystkim ojców! Już na początku życia są otaczani miłością nadopiekuńczą, są wyręczani i traktowani jak bożki, którym podporządkowane jest absolutnie wszystko: miłość małżeńska rodziców i wszystkie sfery życia rodzinnego. Co zapragną, to mają. Brak karności i zdrowej dyscypliny. Widać brak zainteresowania rodziców: brak czasu na pobycie razem, na rozmowy, na obecność, bo trzeba zarabiać, trzeba gonić za kasą, itd. Młodzież staje się puszczona
samopas - wychowywana przez ulicę. Szuka podświadomie tego prawdziwego autorytetu ojca, a spotyka osobowości chore, patologiczne i z nimi się utożsamia! Rodzi się bunt na system, na rodziców, na wartości, na szkołę! Widzę wielkie poczucie osamotnienia. Problemem jest łatwy dostęp do wszystkiego - co złe. Stanowi to wielką falę destrukcji umysłów, psychiki, uczuć: pornografia na wyciągnięcie ręki pokazująca łatwość ranienia, pozbawiania godności, szacunku, eksponująca egoizm i zaspokojenie w centrum. Nie mówiąc o narkotykach, środkach odurzających, alkoholu, itd.

Młodzież jest zła?
- Nie do końca. Nade wszystko widzę w niej wewnętrzną dobroć, którą trzeba umieć wydobywać, uświadamiać im, bo bardzo potrzebują dowartościowywania na każdym kroku. Mówienia o nich dobrze i dostrzegania w nich okruchów dobroci i talentów, bo każdy z nich je posiada, tylko problem pomocy w odkrywaniu i towarzyszeniu im w tym procesie - a to już rola przede wszystkim rodziców, potem nauczycieli, księży, itd.

Czego zatem potrzebuje młodzież?
- Młodzież potrzebuje dobrych postaw i zachowań rodziców. Oni są pierwszymi i najważniejszymi autorytetami dziecka oraz wzorami do naśladowania. Jako dzieci nasiąkamy zachowaniami rodziców i tak formułują się w nas: myślenie, zachowania, postawy, reakcje. Ogólnie mówiąc - młodzież potrzebuje obecności - tej właściwej - ciepłej uczuciowo. Ze strony rodziców wymaga to wielkiej cierpliwości i wierności.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 31.10.2008 09:33

Tak, ksiądz z powołania. Ksiądz-człowiek. Postać bardzo sympatyczna, niektórzy księża po latach sługi zapominają, o swoim człowieczeństwie, traktują ludzi z góry i uważają sie za lepszych - bo przecież "są bliżej Boga". Ksiądz, to pośredni wychowawca duchowy, autorytet, dzieci, młodzieży i dorosłych, co nie znaczy, lepszy. Wierzę, że ten ksiądz potrafi natchnąc duchem i chęcią życia KAŻDEGO.

Komentarz został ukrytyrozwiń

lanie wody. kazdy jeden na okolo mowi teraz o zepsutej mlodziezy. ten ks myslal ze odkryl ameryke?? kto powiedzal ze my mlodziez jestesmy zepsuci do szpiku kosci?? nauczyciele?? rodzice?? ksieza?? a jakie byly ich pokolenia?? jacy oni byli?? budujac komunizm, tepiac wszelkie przejawy ludzkiego rozumowania, niszczac wolnosc?? moze nie czytamy wierszow norwida, moze nie cytujemy adama mickiewicza, moze mamy za duzo programow telewizyjnych a za malo ksiazek?? moze. ale nie jestesmy gorsi niz poprzednie pokolenia. mamy swoj swiat, swoje plany i ambicje. mowi sie ze swiat nalezy do nas - mlodziezy. wiec niech bedzie po naszemu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za zwrócenie uwagi na ważne sprawy związane z dzisiejszą młodzieżą. Obserwuję koleżanki i ich pociechy. Zostają same w domu, z niańkami, bo rodzice tylko kasa i kasa. Co z tych dzieci później wyrośnie skoro nie mają obok siebie rodziców. Staram się od najwcześniejszych dni dawać mojej córce dużo ciepła, miłości, bliskości. Zrezygnowałam z pracy na jakiś czas, żeby być blisko niej. Wiem,że kiedyś czas poświęcony córce będzie procentował. dziejszą młodzież wychowuje ulica. pełno agresji, pijaństwa. Aż strach pomyśleć co będzie dalej

Komentarz został ukrytyrozwiń

Barbaro nie zgadzam się z tobą.wybacz.
Jak dla mnie - bardzo ciekawy wywiad. Myślę, że jeden z lepszych Ilony! I kto tu mówi o jakimś filozofowaniu? Ksiądz mówi prostym językiem, przyjemnym, zrozumiałym. Nie porusza żadnych kwestii filozoficznych. Stąd wywiad staje się sympatyczny, dociera do każdego. Gdyby ksiądz chciał coś więcej powiedzieć- na pewno by to zrobił. Stąd nie wiem skąd zarzut, że temat nie wykorzystany??????
Należy się plusor +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też pomarudzę: szkoda, że nie został pociągnięty któryś z wątków. Np. decyzji o seminarium i reakcji rodziców albo o pracy z młodzieżą.
Czego się tu dowiadujemy oprócz ogólnie znanych banałów o braku zainteresowania rodziców czy autorytetów? Wiemy to i bez wywiadu. Osoba pracująca z młodzieżą na bank ma kilka ciekawych historii do opowiedzenia a tu nic - może to był pomysł na wywiad, zamiast zmuszać człowieka do filozofowania.

pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

A mnie czegoś brak w tym wywiadzie, W końcu to tekst księdza. Jego słowa. A pytania standardowe. ciekawskiej panienki.
Co autorka chciała przekazać.? brak zakończenia, Bark nici , która cały wywiad by jakoś łączyła.. Ksiądz interesujący. Temat jest ciekawy, i pozostał nie wykorzystany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za spójny, sensowny, uporządkowany, ciekawy wywiad

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ach ta dzisiejsza młodzież !
+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam!!!
Bardzo ciekawy i sympatyczny wywiadzik. Widać że mamy do czynienia z Księdzem z prawdziwym kapłańskim powołaniem , co jest rzadkością w naszym kraju.
W związku z tym życzę powodzenia i pogody ducha na dalszej drodze dla Ks. Roberta , natomiast dla autorki duży plusik (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.