Facebook Google+ Twitter

Wierzę ziemi

W czas spokoju i zadumy wyglądam przez okno. Co widzę?

Przechodzi człowiek… Czy widzi to co ja? Czy czuje to samo? Dlaczego nie staje? Czy nie widzi zieloności traw, czy nie słyszy powiewu wiatru? Przeszedł… Już niczego nie widzę… Nie! Dlaczego zachowuję się jak on? Przy tym drzewie naprzeciwko bawią się dwa kundelki…

Zamykam oczy. Coś dziwnego dzieje się w moim sercu. Czerwienie i fiolety zlewają się w czerń. Ale to tylko zielona korona drzewa. Chyba lipa. Stoi tu już dziesiątki lat, może jeszcze dłużej. Widziała to, czego ja nigdy nie zobaczę. Czy dla niej też świeciło słońce? Czy tak samo jak dziś krople deszczu darowały jej życiodajną wodę? To drzewo ma wielu przyjaciół. Stoją w równym rzędzie, jakby odmierzały uciekające pod stopami ludzi metry. Widzą się nawzajem, ale nie mogą się dotknąć, przytulić. Każde z nich wyciąga gałęzie, ale to i tak za mało… Może ten malutki ptaszek, który przelatuje teraz z jednego drzewa na drugie, wysłany został z jakąś ważną wiadomością? Może zaraz stanie się coś złego? Czekam chwilę z niepokojem w sercu. Nic się nie dzieje. Ptaszek wraca. To był fałszywy alarm. A może to były słowa miłości?

Z lewej strony mojego okna stoi samotnie, jakby przez wszystkich zapomniany, biało-żółty znak drogowy na wysokiej nodze - droga z pierwszeństwem przejazdu - główna droga. Główna… Powinno więc dziać się na niej to, co najważniejsze, prawda? Powinny przechodzić pochody ważnych ludzi, zwierzęta walczące o wolność, rośliny krzyczące.. Tak! Słyszę jak krzyczy trawa. Ale przecież ona stoi z boku. Niech wyjdzie, powie to, co dla niej ważne. Mówi, że się boi. Pytam, czego, a ona śmieje się z mojej naiwności. Opowiada, jak kiedyś wbito w nią tabliczkę z napisem "Szanuj zieleń". Brązowy kołek przygniótł źdźbła jej siostry. Nie przeżyła tej ludzkiej troski. Ale na tym nie koniec. Napis był tak mały i niewyraźny, że ludzie musieli podchodzić bliżej, aby go odczytać. Pewnie gdyby nie ta tabliczka, nikt nawet by tam nie wszedł. Coraz ciszej słyszę jej żalenie się na świat… Czyżby odezwały się we mnie obrończynie ludzkości?

Słońce świeci coraz mocniej, nikt już nie pamięta o deszczu. Ludzie wyszli na ulicę, powrócili do swoich spraw. Znów biegną gdzieś, spieszą się do nikąd. Nawet nie pytam ich, czy warto tak gonić bez celu, oni i tak tego nie usłyszą. Nie mogą, może nie chcą zobaczyć tego, co najważniejsze. Ciekawa jestem tylko, czy drzewa przestaną kiedyś bezinteresownie dawać nam tlen, czy zażądają czegoś w zamian i czy ludzie usłyszą stawiane im warunki.

W świąteczny czas życzę serca otwartego na to, co niewidzialne, albo raczej niedostrzegalne gołym okiem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

A tu z Kopenhagi klapa.
A nasz ukochany minister od środowiska wraz z aeropagiem mędrców przekazuje przesłanie narodowi: KORNIK KLUCZOWYM ORGANIZMEM W PRZYRODZIE.
Ta lipa pod oknem to jedynie potencjalny żer a nie dawca tlenu. Okazuje się, że TLEN JUŻ NIE JEST WAŻNY. Pieśni o drzewach szumiących, WIEKOWYCH DĘBACH to jedynie zmyłka. Przecie to KORNIK KLUCZOWYM ORGANIZMEM W PRZYRODZIE.
Żal patrzeć, żal ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.